Jak poinformowała PAP podkomisarz Tatiana Lukoszek z siemianowickiej policji, na telefon stacjonarny kobiety zadzwonił mężczyzna przedstawiający się jako jej rzekomy wnuczek. Prosił o 50 tys. zł, które miały go uratować przed odpowiedzialnością karną za spowodowany wypadek.

- Kobieta natychmiast zorientowała się, że to oszust, ale sprytnie prowadziła z nim rozmowę. Zapytała troskliwie, dlaczego wnuczek ma zmieniony głos. Okazało się, że to z powodu choroby. Mężczyzna standardowo opowiedział historyjkę o tym, że spowodował wypadek samochodowy i potrzebuje sporej gotówki - relacjonowała policjantka.

- Kwota, jaka miała go uchronić przed więzieniem, to 50 tys. zł. Zmartwiona kłopotami wnuczka kobieta odpowiedziała, że nie ma aż tyle oszczędności i może mu pożyczyć jedynie 30 tys. zł. Mężczyzna zgodził się i powiedział, że przyśle po pieniądze swojego kolegę. 65-latka zadzwoniła do komendy i opowiedziała o wszystkim dyżurnemu - dodała Lukoszek.

Do mieszkania kobiety pojechali policjanci z wydział kryminalnego miejscowej komendy i razem z nią czekali na oszusta. Gdy w drzwiach stanął młody mężczyzna i powiedział, że przyszedł odebrać pieniądze, policjanci zatrzymali zaskoczonego 28-letniego oszusta.

- W trakcie przyjmowania od seniorki zawiadomienia o przestępstwie okazało się, że nie ma ona w ogóle wnucząt, więc dlatego zorientowała się, że to oszustwo. Zachowała zimną krew i dzięki temu mężczyzna został zatrzymany. Śledczy ustalają teraz, czy mężczyzna ma na swoim koncie podobne przestępstwa - wskazała Lukoszek.