Od lutego 2022 r. zginęło lub zostało rannych aż 1,4 mln rosyjskich żołnierzy. To liczba największa od czasów II wojny światowej. W dodatku Rosja traci prawie dwóch żołnierzy na każdego rannego.
Rosjanie nie ratują rannych
Statystyki stały się dla Rosji wybitnie niekorzystne, ponieważ nawet 80 proc. strat jest obecnie powodowanych przez drony typu first-person view (FPV) - podaje "Newsweek" Utrudniają one próby wyniesienia rannych z pola bitwy, co sprawia, że obecnie żołnierze Putina nie podejmują nawet prób ratowania swoich. Po prostu zostawiają rannych na polu bitwy - twierdzi cytowany przez "Newsweek" Seth Jones, starszy analityk wojskowy w Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych w Waszyngtonie.
W tym roku to Ukraina, a nie Rosja, zdobyła więcej ziemi. W ciągu najbliższych czterech lub pięciu miesięcy Putin może już nie być w stanie negocjować z pozycji siły - powiedział w rozmowie z CNN Kaupo Rosin, szef estońskiej Służby Wywiadu Zagranicznego.
Putin boi się powszechnej mobilizacji
Jego zdaniem, gdyby Rosja chciała zdynamizować swoją kampanię i zdobyć pozostałą część Donbasu musi się zdecydować na przymusową mobilizację. Jednak to bardzo ryzykowny ruch dla Putina. Mogłaby spotkać się z powszechnym niezadowoleniem i doprowadzić do ucieczki wielu młodych Rosjan z kraju.
"Putin traci swoją magię. Władza pozostaje w jego rękach, ale jej urok blednie. Ujawnia się też jego prawdziwe oblicze. Ludzie coraz częściej dostrzegają pod jego workowatym garniturem starego człowieka o chudych nogach i zanikających mięśniach" - uważa analityk polityczny Alexander Baunow z Carnegie Russia Eurasia Center.
"Wygląda to na punkt zwrotny w tej wojnie"
Masowa produkcja dronów pozwala Kijowowi prowadzić wojnę z wykorzystaniem dronów dalekiego zasięgu oraz utrzymywać "strefę śmierci" wzdłuż linii frontu. Rosyjskie siły lądowe z trudem posuwają się naprzód pod ciągłym zagrożeniem ze strony ukraińskich dronów. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda to na punkt zwrotny w tej wojnie. Jeśli Rosjanie nadal nie będą mieli nic do pokazania, nie zdziwiłbym się, gdyby w niektórych miejscach sytuacja zaczęła się załamywać - powiedział sir Lawrence Freedman, z King’s College London, jeden z najwybitniejszych teoretyków wojny.