Od 15 maja rząd planuje zniesienie obowiązku noszenia maseczek na otwartej przestrzeni (przy zachowaniu dystansu 1,5 m), jeśli poniżej 15 spadnie wskaźnik zakażeń na 100 tys. osób. Bez zmian pozostanie obowiązek zakrywania w pomieszczeniach maseczką nosa i ust.

Reklama

Patrzę na to życzliwie, bo to jest dobry pomysł – ocenił w rozmowie z PAP prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych dr Michał Sutkowski. Wskazał, że aby zniesienie tego obowiązku było możliwe, liczba zakażeń w całej Polsce musiałaby opaść poniżej 5 tys. dziennie. W ocenie doktora Sutkowskiego jest to realne.

Dr Sutkowski dodał, że zakażenia w okolicach 15 na 100 tys. to już nie jest duża liczba. - Wtedy współczynnik R, czyli przeciętnej liczby osób, jaką zakaża pojedynczy zakażony, jest znacznie poniżej 0,3 – to są takie wskaźniki, które mówią już o wygaszaniu pandemii – zaznaczył.

W środę szef resortu zdrowia Adam Niedzielski mówił, że w regionach średni liczba zakażeń na 100 tys. mieszkańców jest podobna.

Na Śląsku wskaźnik zachorowań jest już praktycznie poniżej 30. A w regionie, który jest na drugim biegunie, w woj. podlaskim, mamy powyżej 10. Wcześniej to zróżnicowanie było większe – podkreślił.

Maseczki w pomieszczeniach

Dr Sutkowski zapytany o to, jak długo będzie obowiązywał obowiązek noszenia maseczek w pomieszczeniach, podkreślił, że nie jest to do końca jasne. - To za długa perspektywa, by powiedzieć o tym wprost – podkreślił dr Sutkowski.

Według eksperta ciągle ważne jest to, aby obowiązek noszenia maseczek był egzekwowany. - Ludzie robią co chcą i to jest w dużej mierze fikcja literacka. Jeżeli byśmy prowadzili rzetelnie taką analizę, to się okaże, że 30 proc. lekceważy te przepisy od dawna i stąd u nas duże liczby zakażeń czy zgonów – zaznaczył.