Dziennik Gazeta Prawana logo

"Suweren przyszedł na kontrolę". Jest akt oskarżenia wobec Bartosza T.

20 listopada 2021, 20:40
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Specjalistyczny Szpital Miejski im. M. Kopernika w Toruniu
<p>Specjalistyczny Szpital Miejski im. M. Kopernika w Toruniu</p>/Agencja Gazeta
Prokuratura Rejonowa Toruń Centrum-Zachód skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Bartoszowi T. znanemu jako "Suweren" - podaje Onet.pl. Mężczyzna może trafić do więzienia m.in. za wejście do szpitala w Toruniu. "Król antycovidowców" podczas zeznań twierdził, że jego działalność jest internetowym żartem.

Mężczyzna, znany jako "Suweren" został oskarżony o wdarcie się na teren szpitala miejskiego wbrew zakazom wynikłym z pandemii i wbrew żądaniom czterech pracowników, którzy prosili go o wyjście. Formalnie chodzi więc o naruszenie miru, za co grozi rok więzienia. 

Mężczyzna usłyszał też drugi zarzut, który dotyczy groźby podpalenia budynku Urzędu Miasta w Toruniu. Za tzw. groźbę karalną grozi kara do 2 lat pozbawienia wolności.

W trakcie aresztu Bartosz T. był poddany badaniom psychiatrycznym. Zdaniem psychiatrów miał pełną zdolność do rozpoznania swoich czynów i może za nie odpowiadać karnie.

Razem z nim na ławie oskarżonych zasiądzie 37-letnia Monika W., która utrzymuje, że pewnego dnia przyjechała z narzeczonym Łukaszem S. do Torunia na wycieczkę, a że na Facebooku zobaczyła transmisję "Suwerena", postanowiła z nim porozmawiać, a potem wtargnąć z nim do szpitala objętego zakazem wchodzenia.

"Proszę pani, ja jestem u siebie w szpitalu"

32-latek stał się znany w internecie po wydarzeniu z 27 marca w szpitalu w Toruniu. Na nagranym filmie widać, jak w towarzystwie dwóch osób przechadzał się korytarzami. Uwieczniał telefonem komórkowym starsze osoby leżące na oddziale neurologicznym, udało mu się też uchwycić kilkoro pracowników szpitala.

- krzyczał.

Na oddziale chirurgicznym i onkologicznym toruńskiego szpitala, gdzie koronawirus zebrał śmiertelne żniwo już na początku pandemii, "Suweren" sfilmował kilka wolnych łóżek.

Gdy ktoś w końcu powiedział mu, że nie może tam chodzić, odkrzyknął: - Proszę pani, ja jestem u siebie w szpitalu. W moim państwie. I mi tutaj nikt nie będzie mówił, gdzie ja tutaj mogę wchodzić, a gdzie nie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Onet
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj