O informację bieżącą na temat rozporządzenia, którego celem jest doprecyzowanie szczegółowego zakresu danych dotyczących zdarzenia medycznego przetwarzanego w systemie informacji oraz zasad ich przekazywania, wnioskował klub Lewicy. Katalog danych zbieranych przez personel medyczny został rozszerzony m.in. o alergie, grupę krwi i ciążę.

Reklama

W imieniu wnioskodawców głos zabrała m.in. posłanka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Pytała, po co włączono do systemu informacji medycznej dane o ciążach. - Usłyszymy zapewne od pana ministra, że chodzi o proste techniczne rozwiązanie, wprowadzenie narzędzia, które ułatwi świadczenie lepszych usług medycznych kobietom w ciąży - powiedziała.

- I rzeczywiście, rejestr ciąż to narzędzie i dlatego tak ważne jest pytanie, do czego będzie faktycznie używany. Każdego narzędzia można użyć w dobrym lub w złym celu – za pomocą siekiery można porąbać drewno na opał, ale można także skrzywdzić. Tak samo jest z rejestrem ciąż. Można go użyć, żeby wzmocnić ochronę ciężarnych kobiet. Ale w rękach władzy, która urządziła kobietom piekło, ograniczyła prawo do legalnej aborcji, pozbawiła awaryjnej antykoncepcji, to narzędzie niestety może okazać się bardzo niebezpieczne - mówiła.

Posłanka akcentowała, że prawo nie działa w próżni. - Kontekst ma znaczenie. Tak jak ma znaczenie, czy spis ludności na Krymie przeprowadzałaby Rosja, czy Ukraina, tak ma znaczenie, czy rejestr ciąż wprowadza Dania czy Salwador, Szwecja czy Polska pod rządami Prawa i Sprawiedliwości - wyjaśniła. Zaznaczyła, że "jest też różnica, czy rejestr wprowadza państwo opiekuńcze, które kobietom zapewnia prawo wyboru, czy państwo wobec kobiet opresyjne z niemal całkowitym zakazem aborcji".

- Niestety, Polska pod rządami Prawa i Sprawiedliwości jest państwem wobec kobiet opresyjnym. I właśnie tej opresji boją się młode Polki w imieniu których pytamy: po co prokuratorowi Zbigniewowi Ziobrze dostęp do informacji o ciążach polskich kobiet - dodała.

Reklama

"Naj najszerszy dostęp dla pracowników medycznych"

Wiceminister Kraska powiedział, że "chciałby podkreślić z wielką mocą, że wprowadzenie rozporządzenia w sprawie szczegółowego zakresu danych dotyczących zdarzenia medycznego przetwarzanego w systemie informacji nie tworzy rejestru ciąż". - Nie tworzymy rejestru ciąż. Nie tworzymy także żadnego innego rejestru. Chcemy, aby dane zawarte w systemie informacji medycznej zapewniały pracownikom medycznym, jak najszerszy dostęp do danych konkretnego pacjenta, by udzielanie świadczeń medycznych było na jak najwyższym poziomie i nie było ze szkodą dla zdrowia pacjenta - mówił wiceminister.

Reklama

Wyjaśnił, że uprawnieni do dostępu do danych będą: pracownik medyczny, który wytworzył daną dokumentację elektroniczną, pracownik odpowiedzialny za dalszą diagnostykę lub leczenie, a także lekarz, pielęgniarka lub położna pracujący w podstawowej opiece zdrowotnej.

Dostęp będzie miał także pracownik medyczny w sytuacji stanu zagrożenia życia pacjenta, np. w sytuacji zgłoszenia się pacjenta na szpitalny oddział ratunkowy.

- Nie muszę przekonywać lekarzy obecnych na tej sali, jak ważna jest informacja, czy osoba jest w ciąży, czy też nie. Już teraz oprócz danych osobowych – m.in. imienia, nazwiska, numeru pesel, adresu – są dane medyczne np. wizyty, zabiegi, hospitalizacje i to nie tylko w ramach NFZ, ale także realizowane w placówkach prywatnych - poinformował Kraska.

Także każda recepta, skierowanie, informacje o szczepieniach, rozpoznania, karty informacyjne, wizyty u lekarzy specjalistów, wyniki badań laboratoryjnych, są obecnie w systemie informacji medycznej. - Już na tej podstawie można przeanalizować, czy kobieta jest w ciąży, czy nie - zauważył.

- Wprowadzamy teraz cztery nowe informacje. Jedna z nich to informacja o wyrobach medycznych zaimplementowanych u pacjenta, czyli implantach. To bardzo ważne, np. gdy na szpitalnym oddziale ratunkowym trzeba po wypadku wykonać rezonans magnetyczny - wskazał.

Kolejną daną jest informacja o alergiach. - To ważne, by wiedzieć np. dlaczego osoba przywieziona przez karetkę jest nieprzytomna - mówił.

Trzecią dodawaną informacją jest ta o grupie krwi.- W stanach nagłych ta informacja jest bezcenna. Kiedy jest wypadek, utrata krwi, pacjent jest we wstrząsie, informacja jaką ma grupę krwi musi być jak najszybciej przekazana, by krew można było przetoczyć - wyjaśnił.

Informacja o ciąży jest istotna, bo dzięki niej uda się uniknąć działań mogących zaszkodzić dziecku. - Posługując się przykładem ratownictwa medycznego. Młoda kobieta z wypadku, nieprzytomna, której trzeba wykonać badanie tomografem tzw. trauma scan, by wiedzieć, jakie ma obrażenia. W grę wchodzi duża ekspozycja promieniowania rentgenowskiego. To czy kobieta jest w ciąży, czy nie, jest bardzo ważne - podkreślił.

- W następnej kolejności chcemy poszerzyć system informacji medycznej o orzeczenia o zdolności lub braku zdolności do pracy, indywidualny plan opieki medycznej, także badania profilaktyczne, ale także pomiary z urządzeń telemetrycznych zintegrowanych z internetowym kontem pacjenta - zapowiedział Kraska.

Wiceminister akcentował, że poszerzenie zakresu danych raportowanych w ramach systemu informacji medycznej to wynik zaleceń wypracowanych przez zespół, który został powołany przez Komisję Europejską.

Uzasadnieniem podjęcia prac jest to, że wszyscy przemieszczamy się, wyjeżdżamy na wakacje i może się zdarzyć, że będziemy musieli skorzystać z pomocy medycznej za granicą. - Także tam lekarz będzie miał dostęp do informacji, by pomocy udzielić w jak najlepszy sposób - wskazał.

Zaznaczył, że zespół zakończył pracę w 2013 r., a Polska nie wnosiła wówczas żadnych zastrzeżeń.

- Myślę, że robiony jest niepotrzebny ferment i zamieszanie. Nie zmieniamy żadnego przepisu prawa karnego. Dostęp do informacji medycznej jest taki sam jak był, na tych samych zasadach, które obowiązują. Nie ma żadnego powodu, aby kobiety czuły się w jakikolwiek sposób zagrożone, a wręcz odwrotnie, to jest dla ich dla bezpieczeństwa, szczególnie w przypadku udzielania pomocy lekarskiej w stanach nagłych - podkreślił.

"Może się pani śmiać..."

Temat zmiany rozporządzenia wywołał ożywioną dyskusję posłów.

- Nie ma czegoś takiego jak rejestr ciąż, jest system informacji medycznej, który ma służyć kobietom - mówiła Anna Kwiecień (PiS). - Może się pani śmiać, ale sprowadzanie potrzeb i praw kobiet tylko do aborcji jest prymitywne - zwróciła się do jednej z posłanek.

Barbara Nowacka (KO) stwierdziła, że ze zdumieniem słucha jak bardzo wiceminister nie rozumie, o czym jest mowa. - Doprowadziliście Polskę do takiego stanu, że Polki, młode kobiety boją się zachodzić w ciążę. Waszym zakazem aborcji, zabraniem in vitro, leżącą polityką mieszkaniową, brakiem zadbania o osoby z niepełnosprawnościami. (…) Propozycja rejestru ciąż jest kolejnym etapem zastraszania - mówiła.

Wanda Nowicka (Lewica) dociekała, "po co PiS i po co prokuratorowi informacja na temat każdej ciąży". - Czy będzie prowadzone śledztwo, jeśli dziecko się nie urodzi? - pytała.

Także Urszula Pasławska (Koalicja Polska) pytała, po co PiS-owi rejestr ciąż. - Po to, aby ukryć inflację? Po to, by odwrócić uwagę od drożyzny, od wysokich rat kredytów? Bo chyba nie po to, aby wesprzeć kobiety. To nie ma nic wspólnego ze wsparciem kobiet – mówiła.

Michał Gramatyka (Polska 2050) ocenił, że w normalnym kraju elektroniczny rejestr byłby pewnie dobrym pomysłem. - Ale w Polsce? W Polsce system opłat za drogi śledzi kierowców nawet wtedy, gdy jeżdżą po drogach bezpłatnych. W Polsce urzędy skarbowe od lipca będą mogły wchodzić na konta Polek i Polaków bez żadnej przyczyny, według swojego widzimisię. W Polsce do każdego cyfrowego rejestru mają dostęp np. wojska obrony terytorialnej. Baza naszych telefonów i numery pesel zostały przekazane rachmistrzom spisowym. (…) Jak mamy wierzyć, że te dane będą dostępne dla lekarzy - mówił.

Jarosław Wałęsa (KO) powiedział, że od zarania dziejów mężczyźni uzurpowali sobie prawo do decydowania o kobietach i o tym, co się z nimi dzieje. - Ale żyjemy w XXI wieku, czas leśnych dziadków, którzy wiedzą lepiej, co kobieta może, albo czego nie może, już bezpowrotnie się skończył. Najwyższy czas, by rozumiały to rządy w Polsce - mówił.

- Mamy normalne państwo, ale mamy w tym kraju nienormalną opozycję" – komentowała Katarzyna Sójka (PiS). - Zwracam się do posłów i posłanek z lewej strony: nie majstrujcie swoją propagandą przy zdrowiu i życiu kobiet i dzieci, bo wasza propaganda może zabijać - mówiła.

Waldemar Kraska zabierając głos na koniec dyskusji stwierdził, że przysłuchiwał się jej z uwagą, ale nie może akceptować tego, że z mównicy padają kłamstwa.

"Wielokrotnie, dziesiątki razy mówiono o rejestrze ciąż. To ewidentne kłamstwo. Powtarzałem to wielokrotnie. Nie tworzymy żadnego rejestru, tym bardziej nie tworzymy rejestru ciąż. Powtórzę to jeszcze raz: nie tworzymy żadnego rejestru ciąż. Państwo powtarzacie to kłamstwo wielokrotnie, aby przestraszyć kobiety" – mówił.

Kraska zaznaczył, że informacja o wizycie u lekarza ginekologa, stwierdzenie ciąży, recepty z refundacją dla ciężarnych, zwolnienia kobiet w ciąży, wszystko to jest już w systemie informacji medycznej. "Dodajemy jakby oddzielną ramkę, by poprawić szybkość dostępu do informacji w stanach zagrożenia życia" – powiedział.

Przypomniał, że obecnie nowe dane są przekazywane w ramach Systemu Informacji Medycznej fakultatywnie. Obligatoryjność raportowania wejdzie w życie 1 października.

Katarzyna Lechowicz-Dyl