KATARZYNA ŚWIERCZYŃSKA: Czy Beata Grzybowska ma szanse na odzyskanie dziecka, które urodziła innym ludziom?

Reklama

MARIA WENTLANDT-WALKIEWICZ*: Ma duże szanse. To rodzona matka. A zgodnie ze znowelizowanym w czerwcu kodeksem rodzinnym matką jest kobieta, która urodziła dziecko.

Ale dziecko urodziło się w maju, przed nowelizacją prawa.

To nie ma znaczenia. Poza tym wcześniej prawo nie określało tej kwestii wprost, bo wydawało się rzeczą oczywistą, że to matka rodzi. Teraz kiedy wiemy, że nawet macierzyństwo nie jest sprawą do końca pewną, prawodawca doprecyzował zapis.

Ale polskie prawo nadal nie zna pojęcia macierzyństwa zastępczego. Jak sąd będzie traktował strony sporu?

Przed sądem stanie matka, która urodziła dziecko, i biologiczny ojciec. Jednak sąd nie będzie mógł pominąć szczególnych okoliczności całej sprawy. To będzie precedens. Beata Grzybowska zacznie dopiero przecierać ścieżkę innym kobietom, które są lub dopiero znajdą się w takiej sytuacji. I co najważniejsze, zwróci uwagę całego społeczeństwa, że jest to poważny problem, który trzeba jak najszybciej uregulować.

Surogatka podpisała ze zleceniodawcami umowę. Obiecała zrzec się dziecka, a za wszystko dostała pieniądze. Ta umowa nie jest ważna?

Według mojej opinii nie jest ważna. Bo gdyby uznać, że jest inaczej, to wkroczylibyśmy na bardzo grząski grunt handlu żywym towarem i nielegalnej adopcji. I wtedy obydwie strony mogłyby zostać pociągnięte do odpowiedzialności karnej.

Etyk Jacek Hołówka przekonuje, że społecznie ta umowa powinna być uznana za ważną.

Niech rozstrzygnie to sąd, a nie etycy. Umowa to jedno, a żywy człowiek i jego uczucia - drugie. Ta kobieta przez 9 miesięcy nosiła dziecko, była połączona z nim pępowiną, żywiła je. Brzuch to nie jest garaż do wynajęcia. Jeśli takie rzeczy są puszczone na żywioł, jeśli nie ma ustalonych ram i zasad, to nigdy nie wiadomo, jak się skończą. Mimo to nie uważam, żeby którakolwiek ze stron, decydując się na macierzyństwo zastępcze, zrobiła coś moralnie nagannego.

Kiedy rozmawialiśmy z panią Beatą na początku czerwca, mówiła, że rezygnuje z walki o dziecko. Dlaczego zmieniła zdanie?

Prawo daje matce sześć tygodni na podjęcie decyzji o zrzeczeniu się praw rodzicielskich. Po porodzie pani Beata była w ciężkim stanie psychicznym. Teraz doszła do siebie i na trzeźwo podjęła taką, a nie inną decyzję. Chce opiekować się dzieckiem, które urodziła.

*Maria Wentlandt-Walkiewicz, adwokat z Łodzi, która zgodziła się za darmo pomóc Beacie Grzybowskiej. Mecenas zasłynęła, reprezentując w sądzie rodziny dzieci zamienionych w warszawskim szpitalu w 1984 r. Skarb Państwa ma im wypłacić odszkodowanie