Kościół nie może w spokoju przygotowywać się do świąt Bożego Narodzenia po tym, jak światło dzienne ujrzała afera z Bazyliką Mariacką. Arcybiskup Marek Jędraszewski, metropolita krakowski skierował list to księdza prałata Dariusza Rasia, który jest proboszczem tej parafii.

Reklama

Pismo liczy siedem stron i dotyczy działalności parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Krakowie. Na końcu listu metropolita krakowski wezwał ks. Rasia, byłego sekretarza kard. Stanisława Dziwisza, a prywatnie rodzonego brata posła z ramienia Trzeciej Drogi Ireneusza Rasia, to tego, aby "po ojcowsku" złoży rezygnację. Wcześniej zaznaczono jednak, że i tak duchowny zostanie odwołany. O komentarz w tej sprawie dziennik.pl poprosił księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, który podkreślił, że jest to pokłosie błędnych decyzji, a pierwsze sygnały o nieprawidłowościach pojawiły się przed laty.

Afera w Bazylice Mariackiej. "Sygnały były już wcześniej"

- To bardzo nieszczęśliwa sytuacja, która uderza w imię archidiecezji krakowskiej. W tej sprawie największe straty ponoszą zwykli księża i wierni, którzy nie mają nic z tym wspólnego. To jest pokłosie błędów, które zostały popełnione wcześniej - mówi dzienkowi.pl kapelan środowisk kresowych.

Kapłan wyjaśnia, że Bazylika Mariacka posiada bardzo duży majątek materialny w postaci nieruchomości - mieszkańcy Krakowa majątki na rzecz parafii przekazywali w bardzo dalekiej przeszłości.

- Poprzedni proboszcz Bronisław Fidelus przekształcił parafię w bardzo dochodowe przedsiębiorstwo. Prowadzą hotel, sklepy, mają pieniądze za czynsze z kamienic. Nagle ta parafia stała się bogatą instytucją - wyjaśnia kapłan i dodaje, że do czasów ks. Rasia funkcję proboszcza w BM pełnili zasłużeni księża, którzy wcześniej sprawdzili się na wielu płaszczyznach.

Reklama

- W 2011 roku kard. Stanisław Dziwisz złamał zasadę, bo mianował swojego sekretarza - księdza Dariusza Rasia. Człowieka bez doświadczenia zarządzania majątkiem. On nigdy wcześniej nie był proboszczem, nie wykazywał się działalnością charytatywną, czy społeczną - podkreśla Isakowicz-Zaleski i dodaje, że jest to nominacja typowa w niektórych kręgach kościelnych: "król ma swoich faworytów".

- To był pierwszy błąd, bo ks. Raś był słabo przygotowany. Wokół tej sprawy pojawiały się kontrowersje. Ta sprawa się ciągnie od kilku lat, nie wybuchła teraz. Pretensje pojawiały się już wcześniej np. w 2018 roku i dotyczyły remontu „Prałatówki”, czyli plebani. Sygnałów było kilka, które mówiły o tym, że coś złego dzieje się z tymi funduszami. Niektórzy tłumaczyli to brakiem doświadczenia. Były głosy, że parafia nie powinna się zajmować sprawami przedsiębiorczymi. Mówili też, że to błąd, że proboszcz zajmuje się hotelem, czy sklepami - podkreśla.

Dokładnie rok temu arb. Jędraszewski zadecydował o powołaniu komisji, która miała sprawdzić stan finansów Bazyliki Mariackiej. Jak dodaje rozmówca dziennika.pl, duchowny miał do tego pełne prawo. - Prace komisji trwały długo, ale efekt dla ks. Rasia był miażdżący - słyszymy.

Nowe informacje ws. afery w Bazylice Mariackiej. Duchowny ujawnia

Kapelan odniósł się także do pisma od abp. Jędraszewskiego. - Tragiczna jest końcówka tego listu, bo to jest ultimatum. Arcybiskup nie powinien tak zrobić. Jeśli ma zastrzeżenie, to go odwołuje, a nie ”wzywa pod ojcowsku” do tego, aby w ciągu 15 dni sam złożył rezygnację i przyznał się do winy, w zamian za co otrzyma inny urząd - oświadcza.

- Nie wiem, czy to jest przypadek, czy świadome działanie, ale ten list jest datowany na dzień, w którym brat adresata, poseł Ireneusz Raś składał przyrzeczenie na inauguracji Sejmu. To jednak pokazuje, że w jakimś stopniu jest to upolityczniona sprawa - mówi rozmówca dziennika.pl.

Na pytanie, kto może zastąpić ks. Dariusza Rasia na stanowisku proboszcza Bazyliki Mariackiej, słyszymy, że "niestety będzie to na tej samej zasadzie, co poprzednio". - Będzie kolejny faworyt, tym razem abp. Jędraszewskiego. Metropolita odchodzi za kilka miesięcy i obstawia stanowiska. Niestety to są często młodzi ludzie, którzy nie byli nigdy proboszczami, nie mają doświadczenia duszpasterskiego. Otrzymują parafie „za zasługi” a nie dlatego, że się do tego nadają. Ta cała sprawa pokazuje, że Kościół krakowski słabo radzi sobie z zarządzaniem majątkiem - mówi Isakowicz-Zaleski i sugeruje współprace z osobami świeckimi.

Nie tylko BM. Kościół musi się mierzyć z zapowiedziami polityków

Księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego zapytaliśmy także, jak Kościół reaguje na zapowiedzi niektórych polityków dot. rozdziału Kościoła od państwa. - Relacje państwa z Kościołem Rzymskokatolickim wymagają mądrego unormowania. Przykładem tego jest zapis w konstytucji i konkordat między Kościołem a państwem, gdzie mówi się o życzliwym rozdziale - słyszymy.

Zdaniem duchownego niektórzy niepraktykujący katolicy, czy też ci, którzy zrazili się do księży, mogliby wrócić do Kościoła, ale tylko wtedy, gdy nie on będzie upolityczniony. Jak tłumaczy, to nie jest jedyny warunek powrotu tych osób. W kontekście potencjalnego rozdziału rozmówca dziennika.pl podkreśla, że obawia się dwóch skrajności.

- Bardzo silne związki władz kościelnych z władzami państwowymi, czyli tzw. sojusz ołtarza z tronem nie są dobre. Historia Kościoła uczy, że ten sojusz zawsze kończył się źle dla niego. Na początku te sojusze dawały przywileje, pewne bezpieczeństwo, ale później politycy próbowali bardzo mocno ingerować w życie Kościoła. Z kolei wierni, którzy nie popierali tych polityków, uważali, że Kościół jest sojusznikiem i nie traktowali go jako bytu niezależnego. Druga szkodliwa skrajność, jest wtedy, kiedy politycy próbują wyrzucać Kościół i wierzących z przestrzeni publicznych. Tak było w czasach komunizmu - mówi.

- Obecnie niektórzy politycy uważają, że władze państwowe nie powinny organizować opłatków, wieszać krzyży lub pozwalać pracownikom na na noszenie medalików. Te dwie skrajności są szkodliwe. Kompromisowym rozwiązaniem jest określenie życzliwego rozdziału, czyli niewiązanie Kościoła z polityką, ale szukanie wspólnych płaszczyzn, które pozwolą na władzom kościelnym i państwowym wspólnie działać - dodaje.

Czy istnieje możliwość spotkania Episkopatu z nową władzą (koalicja - red.)? Isakowicz-Zaleski informuje, że istnieje Komisja Wspólna Rządu i Konferencji Episkopatu, której celem jest rozwiązywanie problemów. - Jest jednak fikcyjna. Spotkania odbywają się rzadko. Idziemy na skróty: konkretni biskupi dogadują się z konkretnymi politykami, mają swoje interesy - mówi.

- Związki z politykami są na tyle silne, że biskup z politykiem jest za pan brat. I nieważne jest to, z którą partią wiąże się duchowny. To wciąż jest tragiczne - podkreśla ksiądz. Pokłosiem zbyt bliskiego sojuszu między Kościołem a poprzednią władzą, zdaniem ks. Isakowicza-Zaleskiego jest już przemilczenie przez Episkopat projektu in vitro w Sejmie. - Wypowiadają się świeccy, a Kościół milczy. To jest zagadkowe. Dla mnie to ogromne zaskoczenie. Jednak Kościół się tak uwikłał w relacje z poprzednią władzą, że jego wypowiedź byłaby traktowana jak głos PiS-u, który sam w tej sprawie jest ogromnie podzielony - puentuje ksiądz Isakowicz-Zaleski.