Profesor podkreślił w radiowej Jedynce, że 69. lat temu swój początek miały wydarzenia wyjątkowe. Świadczy o tym choćby skala strat, jakie poniosła wtedy Polska, jednostkowo największych w czasie całej wojny.

http://www.youtube.com/watch?v=DHBtxwE_bQ0

Wyłączając na bok makabrę Treblinki czy Auschwitz, nie ulega wątpliwości, że obok nich najbardziej krwawe były dwa sierpniowe dni na Woli, gdy Niemcy wraz z rosyjskojęzycznymi pomocnikami z kolaboracyjnych formacji, wymordowali około 40 tysięcy ludzi - zauważa Jerzy Eisler.

Profesor zaznacza, że o Powstaniu warto mówić, szczególnie, że cały czas pokutują informacje o tamtych wydarzeniach, kreowane przez komunistów. Bohaterów nie nazwano bohaterami, nie podziękowano im, cały czas były pretensje o zniszczenie miasta, o straty w ludziach. Jakby nie rozumiejąc, że czasami mamy do czynienia z sytuacją tragiczną, w której nie ma wyboru między dobrem a złem - podkreśla historyk.

Czy powstanie musiało wybuchnąć?

Profesor Eisler podkreśla, że Lwów czy Wilno nie mogły stać się symbolem polskiego oporu, bo nieżyczliwa anglosaska propaganda zarzucałaby nam chęć zawłaszczania terenów innych narodów. W przypadku Warszawy, najbardziej załgana propaganda nie mogła nam zarzucić ukrytych intencji, a walczący wtedy w polskiej stolicy jeszcze wierzyli w to, że sojusznicy dotrzymają zobowiązania - dodaje profesor.

Dziś 69. rocznica wybuchu powstania warszawskiego. Był to największy zryw niepodległościowy Armii Krajowej i największa akcja zbrojna podziemia w Europie okupowanej przez Niemców. Bój o wyzwolenie stolicy, z ogromnym zaangażowaniem jej mieszkańców, także kobiet i dzieci, trwał znacznie dłużej niż zakładano - 63 dni.