Wystarczy spojrzeć na portret Mikołaja Przewalskiego i wizerunek starszego Józefa Stalina. Wyglądają jak bracia. Jeśli okrasić to podobieństwo faktem, iż Przewalski był podróżnikiem i według niektórych relacji zawitał przed narodzinami małego Józefa do Gori, gdzie mógł poznać jego matkę, cała historia układa się w scenariusz jak z obyczajowego serialu. Ile w nim prawdy?

Co wy tak się uparliście na tego Stalina? Przecież to był Polak.

W ten sposób, jak pisze Adam Węgłowski, miał zareagować Nikita Chruszczow w czasie swojej wizyty w Polsce w 1962 roku, kiedy polscy towarzysze z otoczenia Władysława Gomułki dopytywali go o przebieg procesu destalinizacji w ZSRR.

Nieco z przymrużeniem oka, nieco naciągając swoje wywody w kierunku sensacji, autor „Bardzo polskiej historii wszystkiego” poszukuje polskich korzeni i pierwiastków polskości między innymi u Krzysztofa Kolumba, Kuby Rozpruwacza, Drakuli, a nawet Frankensteina. Prześwietla również rodzinne historie Dżugaszwilich. Jak pisze, matka Józefa Stalina, Jekaterina, praczka i najemna służąca, nie cieszyła się zbyt dobrą opinią w Gori. Ponoć do grona jej kochanków – oprócz samego Przewalskiego – zaliczał się również lokalny oficer policji Damian Dawriczewy, pop Christofor Czarkwiani, a nawet (co jest raczej owocem wybujałej fantazji plotkarek z Gori) przyszły car Aleksander III. Oficjalnie ojcem Józefa Stalina był nadużywający alkoholu szewc Wissarion Beso Dżugaszwili. Nietrudno się domyślić, że do swoich metod wychowawczych Beso zaliczał przede wszystkim ciężką rękę. Być może wpłynęło to na charakter Józefa. Na pewno wpłynęło na stosunek do ojca, o którym nie chciał się wypowiadać. Podobnie jak o swoim trudnym dzieciństwie.

Nieżyjący już prof. Paweł Wieczorkiewicz, historyk-sowietolog, zauważał w posłowiu do jednej z biografii Stalina, że młodego Józefa przezywano „konikiem Przewalskiego”, drwiąc w ten sposób nie tylko z jego domniemanego pochodzenia, lecz także z przysadzistej figury. Trudno ocenić, kiedy w otoczeniu rodziny Dżugaszwili pojawiły się plotki o tym, że ojcem chłopaka jest nie szewc-alkoholik, a podróżnik-geograf Mikołaj Przewalski. Jednak jak pisze Węgłowski, jest w tej sprawie kilka wątpliwości.

Po pierwsze, sama polskość Przewalskiego. Jego rodzina, choć pochodząca ze Smoleńszczyzny, z terenów dawnej Rzeczpospolitej Obojga Narodów, nie kryła sympatii do władzy rosyjskiej. Mikołaj w 1863 roku zgłosił się jako ochotnik do walki z powstańcami styczniowymi. Raz, jak opisywał to w swojej autobiografii, został otoczony w lesie przez polski oddział, ale kiedy powstańcy usłyszeli, jak się nazywa, wypuścili go. Przewalski znał język polski z domu, obracał się w kręgu polskich naukowców i podkreślał swoje polskie pochodzenie, ale w Rosji traktowany był jak Rosjanin.

Po drugie, kwestia obecności Przewalskiego w Gori. Jedna z wnuczek Stalina – co zaznacza Węgłowski – Galina Dżugaszwili, twierdziła, że Przewalski przejeżdżał przez ich rodzinną miejscowość, kiedy pospiesznie wracał z wyprawy na Daleki Wschód, wezwany do Petersburga w maju 1878 roku wieścią o śmierci matki. Z kolei autorzy książki „Nieznany Stalin”, Roj i Żores Miedwiediewowie, przekonują, że Przewalskiego nigdy w Gori nie było. Jak więc rozstrzygnąć kwestię ojcostwa?

Autor „Bardzo polskiej historii wszystkiego” powołuje się na wyniki analiz DNA opublikowanych w 2006 roku przez rosyjski „Newsweek”. Już sam fakt przeprowadzenia takich badań wskazuje na to, jak mocno plotka ta żyje za naszą wschodnią granicą. Dziennikarze pobrali próbki od krewnych Przewalskiego i Stalina, jednak porównanie chromosomów Y wykazały, że obie rodziny pochodzą od innych założycieli. Na szczęście wyjaśnienie fenomenu fizycznego podobieństwa między Stalinem a Przewalskim jest o wiele prostsze niż wykonanie badań genetycznych. Węgłowski sięga do ustaleń zawartych w książce braci Miedwiediewów, którzy opisują historię powstania portretu Józefa Stalina. Stworzeniem oficjalnego wizerunku wodza narodu rosyjskiego zajął się w 1946 roku artysta Boris Karpow, który miał za zadanie nadać Stalinowi bardziej arystokratyczny wizerunek. Podniósł mu więc nieco czoło, zmniejszył i poszerzył ostry gruziński nos, obniżył brwi, a policzki wysunął do przodu. Na kim wzorował się Karpow? Jak przekonują autorzy „Nieznanego Stalina”, właśnie na portrecie XIX-wiecznego podróżnika Mikołaja Przewalskiego.

Jeśli już doszukiwać się genetycznych podobieństw między Józefem Stalinem a słynnymi postaciami, to – jak wskazuje Węgłowski – więcej wspólnego niż z Mikołajem Przewalskim przywódca Związku Sowieckiego miał z człowiekiem lodu, nazwanym przez naukowców imieniem Ötzi. Znaleziony w tyrolskim lodowcu mężczyzna, zamarznięty około 5,3 tys. lat temu może pochwalić się podobną grupą chromosomu Y co wódz ZSRR. Przydomek „człowiek lodu” lepiej pasuje do Stalina niż „konik Przewalskiego” – z przekąsem zauważa autor „Bardzo polskiej historii wszystkiego”.

Adam Węgłowski, „Bardzo polska historia wszystkiego”, Znak Horyzont, 2014