MARIUSZ NOWIK: Jak to możliwe, żeby w obozie koncentracyjnym, takim jak KL Auschwitz, gdzie codziennie życie traciły setki, a nawet tysiące więźniów, powstał konspiracyjny ruch oporu?

DR ADAM CYRA: Zalążki ruchu oporu w KL Auschwitz zaczęły powstawać już w 1940 roku, niedługo po założeniu obozu przez Niemów. Polską konspirację początkowo tworzyły odrębne grupy wojskowe i polityczne socjalistów oraz narodowców. W 1942 roku udało się je scalić w jednolitą organizację utożsamiającą się z Armią Krajową. Rotmistrz Witold Pilecki, któremu zawdzięczamy powołanie ruchu oporu w Auschwitz, nadał jej nazwę Związek Organizacji Wojskowej.

Rotmistrz zasłynął tym, że został – wręcz dosłownie – ochotnikiem do Auschwitz.

Mówiąc dokładnie, dobrowolnie poddał się aresztowaniu. Decyzję podjął latem 1940, w uzgodnieniu ze swoim dowódcą majorem Janem Włodarkiewiczem i za wiedzą komendanta głównego Związku Walki Zbrojnej, generała Stefana „Grota” Roweckiego. Pilecki dostał polecenie przedostania się do obozu oświęcimskiego w celu utworzenia tam siatki konspiracyjnej, zorganizowania łączności Państwa Podziemnego z Polakami uwięzionymi w KL Auschwitz oraz zbierania i przesyłania danych o zbrodniach SS. Misja Pileckiego świadczyła o jego najwyższym bohaterstwie. Podobnego czynu nie dokonał nigdy żaden z więźniów obozu.

Brytyjski historyk, profesor Michael Foot, zaliczył Pileckiego do sześciu najodważniejszych ludzi ruchu oporu w czasie II wojny światowej.

Rotmistrz uważał natomiast, że spełnia wyłącznie swój żołnierski obowiązek. Dlatego podczas łapanki na Żoliborzu dał się ująć Niemcom jako rzekomy Tomasz Serafiński, licząc, że zostanie wywieziony do KL Auschwitz. I tak się stało. Przybył tam w drugim transporcie warszawskim, w nocy z 21 na 22 września 1940 roku.

Dzięki poświęceniu i działalności Pileckiego konspiracja wojskowa za drutami obozu stała się faktem. Utworzony z jego inicjatywy już w październiku Związek Organizacji Wojskowej szybko nawiązał kontakt z przyobozowym ruchem oporu, za pośrednictwem którego między innymi wysyłano raporty do Komendy Głównej ZWZ-AK w Warszawie. Raporty te przekazywane były także za pośrednictwem uciekinierów i więźniów zwalnianych z KL Auschwitz.

Jak wyglądała struktura ruchu oporu w KL Auschwitz?

Obozowa konspiracja wojskowa miała być odpowiednikiem Armii Krajowej w KL Auschwitz. Rotmistrz Pilecki zaangażował w ruch oporu najróżniejsze grupy polityczne. Zaczął od członków Stronnictwa Narodowego i Polskiej Partii Socjalistycznej. Później do konspiracji obozowej włączyli się także więźniowie innych narodowości, w tym głównie Żydzi. Na przełomie 1942 i 1943 roku powstało kilka osobnych grup ruchu oporu, składających się z więźniów deportowanych z różnych krajów. Istniały więc grupy: austriacko-niemiecka, czeska, francuska, rosyjska oraz jugosłowiańska. W 1943 roku niektóre z nich utworzyły − wraz z częścią polskich socjalistów i przedstawicieli lewicy − wspólną międzynarodową organizację pod nazwą Kampfgruppe Auschwitz, czyli Grupa Bojowa Oświęcim. W 1944 roku Armia Krajowa i Kampfgruppe Auschwitz powołały Radę Wojskową Oświęcim, której zadaniem było przygotowanie powstania w obozie.

Czy władze organizacji zdawały sobie sprawę, czym może skończyć się takie powstanie?

Oczywiście, tym bardziej, że zachowanie Niemców wobec podobnych przypadków nie pozostawiało złudzeń. 10 czerwca 1942 roku więźniowie polscy z karnej kompanii pracującej przy budowie rowu melioracyjnego w KL Auschwitz II-Birkenau wszczęli bunt i uciekli z obozu. Tylko dla kilku z nich ta ucieczka zakończyła się pomyślnie. W odwecie esesmani zastrzelili dwudziestu oraz zamordowali w komorze gazowej ponad trzystu Polaków z karnej kompanii. Ale mimo to więźniarska konspiracja realnie zakładała, że wystąpi zbrojnie przeciwko załodze SS. Szczegóły uzgadniała w porozumieniu z polskim podziemiem na zewnątrz obozu, które miało wesprzeć walkę. Mimo zaawansowanych przygotowań nie zdecydowano się jednak na rozpoczęcie zbrojnego wystąpienia. Siły były bowiem zbyt nierówne. Komenda Główna AK również z rezerwą odnosiła się do pomysłu wszczęcia walki. Nawet gdyby więźniom udało się pokonać niemiecką załogę, jak można byłoby zapewnić tysiącom ludzi schronienie i bezpieczeństwo? Nierealne.

Obozowy ruch oporu dysponował jakąś bronią?

Konspiracja w KL Auschwitz nie posiadała broni palnej. Zamierzano ją zdobyć w czasie walki, której ciężar przede wszystkim spoczywałby na oddziałach Armii Krajowej, atakujących załogę SS. Myślano nawet o desancie spadochronowym, który wspomógłby walczących. Ten plan okazał się jednak niemożliwy do zrealizowania. Oddziały różnych formacji niemieckich były zbyt silne, aby je pokonać w takiej walce. Nieudany atak na załogę SS mógł się natomiast zakończyć masakrą wszystkich więźniów.

Pilecki wierzył, że powstanie jest możliwe?

Wierzył, że można na przykład uderzyć na Auschwitz z zewnątrz siłami partyzanckimi i uwolnić przynajmniej część więźniów. Chciał taką propozycję przedstawić osobiście Komendzie Głównej, dlatego w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 roku uciekł z obozu. Razem z nim wydostali się także Jan Redzej i Edward Ciesielski. Wszyscy trzej niezależnie od siebie sporządzili potem raporty, które zostały przekazane Komendzie Głównej AK. Zbiegły miesiąc później Stanisław Chybiński również przygotował sprawozdanie, zatytułowane „Obrazki z Auschwitzu”, które przekazał dowództwu AK.

Pilecki po przybyciu do Warszawy napisał jesienią 1943 roku raport, w którym alarmował o zbrodniach popełnianych w obozie na Polakach, Cyganach i Żydach, masowo zabijanych w komorach gazowych, od razu po przywiezieniu. Dokument ten podobno miał być przetłumaczony na język niemiecki, angielski oraz francuski i przekazany na Zachód.

Sprawozdanie rotmistrza nie było oczywiście jedynym źródłem informacji o zbrodniach popełnianych w KL Auschwitz. W listopadzie 1943 roku zbiegł z obozu Polak Jerzy Tabeau. Polskie podziemie wysłało jego sprawozdanie z pobytu w obozie na Zachód. W Szwajcarii trafiło ono w ręce dyplomatów i przedstawiciela Światowego Kongresu Żydów. Tak zwany raport polskiego majora dotarł także do rządów Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. W kwietniu 1944 roku uciekło z KL Auschwitz dwóch Żydów ze Słowacji – Rudolf Vrba i Alfred Wetzler. Na podstawie ich relacji powstało obszerne sprawozdanie w języku słowackim i niemieckim, przekazane potajemnie do rządów państw alianckich, Światowego Kongresu Żydów, Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, a nawet Watykanu. Na Zachód trafiła również relacja sporządzona przez dwóch innych Żydów, uciekinierów – Czesława Mordowicza i Arnošta Rosina. Wszystkie te dokumenty publikowano w całości lub fragmentach w krajach alianckich i Szwajcarii. W listopadzie 1944 roku w Waszyngtonie została wydana broszura „German Extermination Camps – Auschwitz and Birkenau”. Pierwsza jej część zawierała tekst Vrby i Wetzlera, uzupełnione sprawozdaniem Mordowicza i Rosina, w drugiej zaś znajdował się „raport polskiego majora” – Jerzego Tabeau.

Zachodnia opinia publiczna dokładnie wiedziała więc, co dzieje się z więźniami. Dlaczego alianci nie reagowali? Nie mogli wysłać bombowców nad Oświęcim?

Apele o zbombardowanie komór gazowych i krematoriów oraz prowadzących do obozu linii kolejowych kierowane były głównie do Stanów Zjednoczonych. Występowały z nimi przede wszystkim organizacje żydowskie. Te prośby okazały się jednak bezskuteczne. Amerykański Departament Wojny uważał, że siły wojskowe nie powinny być używane do celów innych niż militarne. Ponadto był zdania, że skuteczną pomoc więźniom może przynieść tylko szybkie zwycięstwo aliantów nad III Rzeszą. Podobny pogląd zresztą wyrażało również brytyjskie Ministerstwo Lotnictwa.

Ale polskie podziemie zakładało, że w Auschwitz mogą wybuchnąć walki między więźniami a załogą SS. Sytuację na miejscu monitorował przysłany z Wielkiej Brytanii podporucznik Jasieński.

Stefan Jasieński to niezwykła postać. Był znakomicie wyszkolonym żołnierzem, cichociemnym wywiadowcą. Walczył w kampanii wrześniowej, a po jej upadku przedostał się przez Węgry do Francji i Anglii. Tam już jako oficer został powołany na kurs skoczków spadochronowych. W marcu 1943 roku wraz z trzema kolegami został zrzucony w okolicach Częstochowy. Szczęśliwie dotarł do Warszawy, skąd Komenda Główna skierowała go do pracy wywiadowczej na Wileńszczyźnie. Używał pseudonimu „Urban”. Latem 1944 roku, a więc już po ucieczce Witolda Pileckiego, „Urban” został wysłany w okolice KL Auschwitz, gdzie nawiązał kontakt z obozową konspiracyjną Radą Wojskową Oświęcim. Dzięki temu zdobył szczegółowe informacje między innymi o zasadach funkcjonowania obozu, zwyczajach strażników, stanie kompanii wartowniczych SS. Prowadzone przez niego prace nad planem uwolnienia jak największej liczby więźniów przerwało tragiczne wydarzenie. Podporucznik Jasieński w nocy z 28 na 29 września 1944 roku został w Malcu pod Oświęcimiem postrzelony i aresztowany przez patrol żandarmerii.

Rany „Urbana” były na tyle poważne, że po przewiezieniu go do KL Auschwitz trafił najpierw do szpitala obozowego, a po około trzech tygodniach do celi nr 21 w podziemiach Bloku Śmierci.

Jak wyglądały przesłuchania „Urbana”?

Nie wiemy nic na ten temat, można jednak z dużym prawdopodobieństwem założyć, że był torturowany. Wiadomo jedynie, że nikogo nie zdradził. Nikt z obozowej organizacji nie został przez jego zeznania aresztowany.

Uwięzienie podporucznika Jasieńskiego nie przekreśliło planów wywołania buntu?

Nie. 7 października w 1944 roku doszło do największego i jednocześnie najtragiczniejszego w dziejach KL Auschwitz zrywu więźniów. Zorganizowali go Żydzi z Sonderkommando, którzy w czterech krematoriach w Birkenau zajmowali się spopielaniem ciał. Byli oni przekonani, że wkrótce zostaną zamordowani przez esesmanów jako bezpośredni świadkowie ludobójstwa i dlatego podjęli próbę buntu i ucieczki z obozu. Podpalili i uszkodzili jedno z krematoriów, a następnie zaatakowali esesmanów. Niektórym więźniom udało się wydostać z obozu, ale podczas pościgu Niemcy schwytali wszystkich i zastrzelili. Zginęło około 250 Żydów, w tym przywódcy buntu, Załmen Gradowski i Józef Deresiński. Życie straciło jednak także trzech esesmanów, a kilkunastu zostało poważnie rannych. W odwecie władze obozu nakazały zamordować jeszcze 200 więźniów z obsługi krematoriów. Historia buntu Sonderkommando pokazuje jakie byłyby konsekwencje wywołania powszechnego powstania w obozie bez zbrojnego wsparcia z zewnątrz, a na takie więźniowie nie mogli wówczas liczyć ze względu na słabość Okręgu Śląskiego AK. Dlatego polska konspiracja więźniarska zakładała, że powstanie będzie ostatecznością i wybuchnie tylko w wypadku podjęcia przez SS próby wymordowania wszystkich więźniów podczas likwidacji obozu. Ostatni akt tragedii buntu Sonderkomando miał miejsce 6 stycznia 1945 roku, kiedy publicznie powieszono także cztery polskie Żydówki, które wykradły z zakładów zbrojeniowych Union-Werke materiał wybuchowy i przekazały go więźniom z Sonderkommando.

Wtedy podporucznik Jasieński żył jeszcze?

Dokładna data i okoliczności jego śmierci są nieznane. Wiadomo, że żył jeszcze 3 grudnia 1944 roku. Rozmawiał z nim wtedy ksiądz Władysław Grohs de Rosenburg, ówczesny wikary z Oświęcimia, kapelan obwodu oświęcimskiego AK i jeden z organizatorów pomocy dla więzionych w KL Auschwitz, osadzony w obozie 10 listopada 1944 roku. Stefan Jasieński poprosił go wówczas o spowiedź.

Na drzwiach celi nr 21 podporucznik Jasieński pozostawił po sobie szereg rysunków stanowiących jego symboliczny pamiętnik. Jest tam między innymi wizerunek herbu rodu Jasieńskich „Dołęga”, lanca ułańska z proporcem, szabla, motocykl, angielski czołgu Cromwell, nad nim Znak Spadochronowy przedstawiający atakującego orła, a także samolot bombowy Halifax i skoczek opadający na spadochronie. Ponadto wydrapał rysunki w tynku ścian, w tym dwa o tematyce religijnej. Pierwszy przedstawia postać Chrystusa Ukrzyżowanego, natomiast drugi wizerunek – Chrystusa Miłosiernego.

Datę śmierci „Urbana” możemy orientacyjnie określić dzięki kalendarzowi wyrytemu na ścianie celi. Podporucznik Jasieński oznaczył kolejne poniedziałki, od 13 listopada 1944 roku do 1 stycznia 1945 roku. Zginął mniej więcej trzy tygodnie przed wyzwoleniem KL Auschwitz przez Armię Czerwoną.

CZYTAJ TAKŻE: "Skatowali go, a on siedział spokojnie". Syn rotmistrza Pileckiego wspomina ojca. ROZMOWA DZIENNIK.PL >>>

ADAM CYRA – historyk, doktor Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, specjalista od historii najnowszej i II wojny światowej, pracownik naukowy Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Prowadzi badania nad zagadnieniami związanymi z ruchem oporu w KL Auschwitz