Prokuratura chciała, by dziennikarze "dobrowolnie" oddali nośniki, na których zarejestrowano podsłuchane rozmowy polityków. Redakcja "Wprost" odmówiła.

Zdaniem dziennikarzy "Wprost" służby próbują ich zastraszyć. Szef tygodnika zapowiada ujawnienie kolejnej porcji materiałów. Jak podkreśla, "Wprost" opublikuje nagrania w całości, również tę ich część, która do tej pory nie została ujawniona.

To forma wywierania presji - tak o wejściu ABW do redakcji mówi dziennikarz "Wprost" Michał Majewski. Jak zaznacza, prokuratura, albo ABW mogły po prostu wezwać redaktora naczelnego do siebie. Forma, którą wybrano, czyli wkroczenie trzech funkcjonariuszy do redakcji nie jest, jego zdaniem, najlepszym sposobem prowadzenia czynności. Jak dodaje, niektóre osoby w redakcji mocno się przejęły sytuacją. Działania służb, jak zaznacza Michał Majewski, są odbierane przez dziennikarzy "Wprost" jako próba wywierania presji i przeszkadzania w pracy dziennikarskiej.

Majewski opublikował zdjęcie prokuratorskiego "postanowienia o wydaniu rzeczy". Czytamy w nim, że prokuratura żąda od redaktora naczelnego i kilkorga dziennikarzy "dobrowolnego" wydania nośników zawierających treści rozmów prowadzonych podczas spotkań polityków w restauracji "Sowa&Przyjaciele" oraz w restauracji w Amber Room w Pałacyku Sobańskich w Warszawie. 

CZYTAJ TAKŻE: Jarosław Kaczyński: Skandaliczna interwencja funkcjonariuszy ABW w redakcji "Wprost">>>