Jest jedną z twarzy partii rządzącej, która miała być partią modernizacji Polski, partią jej okcydentalizacji, partią klasy średniej, która dla tej klasy średniej tworzy normy i standardy. Jest też jednym z bogatszych ludzi w Polsce i reprezentantem w polityce wielkiego i średniego polskiego biznesu, ludzi, którzy tworzą nie tylko bogactwo tego kraju, ale także jego normy. Są wzorem dla wielu, także w sferze zachowania. Tych ludzi Palikot reprezentuje w polskiej polityce.

I właśnie człowiek, który znalazł się na skrzyżowaniu dwóch środowisk dla okcydentalizacji Polski kluczowych, zaczął się konsewentnie zachowywać jak Żyrynowski. Po rusku. Bo konferencje Palikota, jego zaplanowana, wręcz wystylizowana brutalność i wulgarność, jego "żarty" obsesyjnie kręcące się wokół sfery ludzkiej seksualności, to nie jest ironia w stylu brytyjskiego parlamentu- to jest od początku do końca ruska stylistyka Żyrynowskiego, który do rosyjskiej polityki wprowadził styl bijatyki, pokazywania członków i świńskich łbów, a wreszcie porównywania przeciwników politycznych do gejów czy prostytutek, a samego siebie przedstawiania jako twardego faceta, takiego, co to z paniami nie ma żadnych problemów.

Wiem, że w Polsce jest rynek dla "ruskiej polityki", choć żal mi, że ten rynek współtworzy Kazimierz Kutz, wielki polski inteligent, twórca najlepszych filmów o Śląsku i najlepszego w historii spektaklu teatru polskiej telewizji - "Opowieści Hollywoodu". Dzisiaj jednak Kutz na żyrynowszczyznę Palikota się załapał i z całego serca jej kibicuje. Żal mi, że kompromituje się przy tej okazji Kazimierz Marcinikiewicz, który po tym, jak Palikot porównał do prostytutki być może najlepszą minister z jego rządu, co prawda subtelnie nie podzielił oceny Palikota na temat Gęsickiej, ale nie wiedząc - tak jak i ja nie wiem - kto tak naprawdę kryje Palikota i kto na jego zachowania przyzwala, nazwał go jednocześnie "nowym polskim Stańczykiem". Nie ma to żadnego pokrycia w rzeczywistości. Stańczyk nie obrzucał nikogo mięsem, w przenośni ani na poziomie świńskich łbów, nie porównywał królów do gejów ani królowej Bony do prostytutki - nie robił tak nawet z liderami rozmaitych rokoszów. On szydził z wad narodowego charakteru dumnych wówczas jeszcze Sarmatów, a także gorzko ironizował na temat słabości państwa i władzy w Polsce, nad czym i dzisiaj warto by poironizować gorzko. Palikot nie założył błazeńskiej czapki Stańczykia, ale gębę Żyrynowskiego. Marcinkiewicz widzi to tak samo dobrze jak ja, a jeśli nie znalazł w sobie odwagi, żeby to powiedzieć, to tylko potwierdza zarzuty Kaczyńskich pod swoim adresem, że był zbyt miękki, aby rządzić państwem.

W ten sposób Palikot, wkręcając wszystkich w swoją wizerunkową kampanię, niszczy wizerunek swojej partii, jej przyjaciół i koalicjantów. Niszczy wizerunek tych wszystkch, którzy usiłują bronić tego, co obronić się nie da, albo nie zauważać tego, co widać wyraźnie - wprowadzania dzisiaj przez Palikota ruskich standardów do polityki kraju, który najbardziej potrzebuje okcydentalizacji.

Donald Tusk ma wszystkie narzędzia, żeby to widowisko przerwać. Jest premierem, szefem partii, której posłem jest Palikot, w dodatku przywództwa Tuska nikt dziś w Platformie nie kwestionuje. Palikot nie jest liderem partii opozycyjnej, bez której poparcia Tusk straci władzę, tak jak bez poparcia Leppera czy Giertycha musiał stracić władzę Kaczyński. Zatem premier może zmusić Palikota do milczenia albo na jakiś czas, albo na jakiś temat - choćby na temat opozycji. Jeśli Palikot by go nie posłuchał, Tusk może Palikota zawiesić, wyrzucić i nikt jego decyzji nie zakwestionuje, przeciwnie - wszyscy odetchną z ulgą. A Platorma odzyska jakiekolwiek moralne czy estetyczne prawo do krytykowania przekroczeń pisowskich. Nie robiąc nic, Tusk wprowadzanie ruskich standardów do polskiej polityki obiektywnie ośmiela. Jestem człowiekiem z Torunia, z Pomorza, zaboru pruskiego, podobnie jak Tusk jest z Gdańska, a Rafał Grupiński z Poznania. Zawsze uważałem bycie z Pomorza czy Wielkopolski za cywilizacyjny atut w kraju, który potrzebuje okcydentalizacji, porzucenia azjatyckich standardów w polityce i życiu społecznym. Dlatego teraz dziwię się milczeniu Tuska i jego otoczenia, gdy Palikot, zamiast skupić się na Gombrowiczu, wybrał odgrywanie roli Übermenscha z Biłgoraja.

A piszę to wszystko z goryczą, bo wiem, jak pozytywną rolę odgrywał Palikot organizując finansowe wsparcie - własne i środowisk polskiego biznesu - dla ważnych inicjatyw wydawniczych i kulturalnych, choćby dla festiwalu gombrowiczowskiego. Kiedy go pierwszy spotkałem, organizował czytanie przekładów Hölderlina autorstwa Antoniego Libery dla biznesmenów z BCC w pałacyku Sobańskich. Zachowywał się tam, przy całej niezwykłości sytuacji, zwyczajnie i bez snobizmu. Pomyślałem wtedy: jak to fajnie, że jeden z nas, mój rówieśnik, koleś z Biłgoraja, który zabłysnął na filozofii w Warszawie, a swój pierwszy milion zarobił na drobnym biznesie, a nie na prywatyzowaniu banku czy centrali handlu zagranicznego, które nie do niego należały, odniósł sukces. Trafił do polskiej elity, może coś tam zmieni na lepsze. Zgadzałem się z większością poglądów Palikota na tematy gospodarcze, a nawet z niektórymi jego poglądami na kwestie obyczajowe. Nawet czasem Gowin wydawał mi się w porównaniu z Palikotem zbyt wielkim konserwatywnym sztywniakiem z Krakowa. Dzisiaj muszę powiedzieć, że to Gowin ma rację, a Palikot się myli. Dzisiaj człowiek, który zrobił wiele dla Gombrowicza, sam zakłada "gębę" Żyrynowskiego. Wielokrotnie apelowałem na łamach DZIENNIKA do Palikota, żeby skupił się na odpowiedzialnym reprezentowaniu racji polskiego biznesu w polskiej polityce. Ale inni, ważniejsi ode mnie, nagradzali go za bycie polskim Żyrynowskim. I to oni odnieśli wychowawczy sukces.

Ponieważ jednak słowa prawdy nie powiedzieli Palikotowi ani Tusk, ani Kutz, ani polscy biznesmeni, których Palikot w polityce reprezentuje, zatem dzisiaj Palikot kompromituje nie tylko siebie, ale także polski biznes i partię, która rządzi państwem i osiąga 60 proc. poparcie w sondażach.

Zrozumiałe jest to, że ludzie czasami przegrywają bez klasy, że zwracać na siebie uwagę za pomocą skandalu próbują liderzy partii walczących o przetrwanie, którzy żadnego merytorycznego potenacjału już nie reprezentują. Że za pomocą prowokacji usiłuje przeżyć Joanna Senyszyn albo Andrzej Lepper. Jednak Palikot w polityce wygrał, wygrała jego partia. Dlaczego zatem Platforma Obywatelska - tolerując, czyli obiektywnie nagradzając żyrynowszyznę Palikota - postanowiła wygrywać bez klasy i rządzić Polską bez klasy?