Dziennikarze często narzekają, że władza ich nie słucha. Nie tylko władza, ale cała klasa polityczna solidarnie przestała reagować na nasze śledcze teksty, na nasze krytyki. Całe nasze środowisko ma coraz wyraźniejsze wrażenie, że politycy nas ogrywają.
Strategia jest dziecinnie prosta i zawsze ta sama. Przedstawiane na najwyższym szczeblu, obojętnie, partii rządzącej czy opozycyjnej: sprawa będzie jak najszybciej wyjaśniona, bohater afery złoży wyczerpujące wyjaśnienia, standardy zostaną obronione, winni ukarani.
Potem jednak ci sami politycy, którzy jeszcze przed chwilą udawali powagę i skruchę, zaczynają manipulować mediami i dziennikarzami. Jednymi przeciwko drugim. . Także bohaterowie afer nie składają żadnych wyjaśnień. Za to pojawiają się w innych mediach, gdzie chętnie opowiadają, że dziennikarze, którzy natrafili na kompromitujące ich materiały, są tylko narzędziem w rękach politycznych wrogów. Chętnie opowiadają i chętnie są przez innych dziennikarzy słuchani.
W tym czasie partia osłaniająca swego nadwerężonego wizerunkowo działacza gra na przeczekanie, szuka jakichś tematów, które wpuszczone do konkurencyjnych mediów "zakryłyby" niewygodną aferę. A po paru dniach jej liderzy całą sprawę zwyczajnie "zlewają". Wycofują się z wcześniejszych obietnic, udają, że wyjaśnienia, jakie otrzymali od bohatera afery, są wiarygodne. A w końcu przestają odpowiadać na pytania dziennikarzy, którzy - zajęci jakąś nową sprawą - przestają te pytania powtarzać.
Tak dzieje się w sprawie Palikota i w każdej innej sprawie. W ten sposób
Ale warto zapytać, czy także dziennikarze nie są temu winni. Przez swój brak solidarności w sprawie dla naszego zawodu podstawowej - dociekania prawdy i skutecznego kontrolowania
rządzących.
To nie jest wezwanie do łatwowierności, do jakiejś ślepej korporacyjnej lojalności skierowanej przeciw politykom. Przeciwnie, nasza konkurencyjna drapieżność powinna się wyrażać tym, że
chodzimy po swoich śladach, wzajemnie się sprawdzamy i uzupełniamy. Ale nie może być tak, że pierwszą reakcją na dobrze udokumentowany materiał dziennikarstwa śledczego w jednej gazecie czy
stacji jest formułowanie w innych głośnych insynuacji skierowanych nie przeciwko skorumpowanym politykom, ale przeciwko dziennikarzom. Podważających ich zawodową wiarygodność.
Klasa polityczna wymknęła się daleko poza zasięg wypowiadanych przez nas czy wypisywanych słów. Ale to nie tylko wynik sprytu polityków. To także konsekwencja naszych własnych błędów.