PIOTR ZAREMBA: Dlaczego pan walczy akurat o PiS?

LUDWIK DORN: Gdybym był o 15 lat mlodszy, zacząłbym drogę polityczną od początku. Ale ja mam 54 lata i palę dużo papierosów. I myślę też, niech się pan nie uśmiecha, o Polsce. Nie chcę, aby nie najlepsza partia rządząca nie miała przeciwwagi w postaci silnej racjonalnej opozycji, która będzie w stanie objąć władzę.

Ale dlaczego akurat PiS? Jest pan, poza Kaczyńskim, chyba jedynym naprawdę świadomym ideologiem tej partii. Ideologiem na wygnaniu.

PiS jest partią traktującą Polaków jako naród polityczny, a państwo narodowe jako najwyższą wartość.

Krytykował pan Kaczyńskiego za to, że przypisywał Platformie intencje dezintegracji polskiego narodu. Czy w tym rozróżnieniu nie pobrzmiewa podobny zarzut?

Nie, bo ja uważam członków Platformy za subiektywnie dobrych Polaków, patriotów. Tyle że nierozumiejących, jak wielką wartością jest państwo.

Nie boi sie pan, ze stanie się pan kimś w rodzaju Piskorskiego PiS? Człowiekiem szukającym w polityce odwetu na liderze, który go skrzywdził.

Czytał pan mój list do delegatów? Czy ja proponuję jakąkolwiek zemstę na panu Kaczyńskim? Proponuję tylko ograniczenie jego władzy.

To chyba dla każdego polityka najgorsza zemsta.

Przy całym dostrzeganiu u niego silnego pierwiastka egoizmu, oceniam go chyba wyżej niż pan. To nie jest człowiek skoncentrowany wyłącznie na własnej osobie.

A ma pan do kogoś w PiS żal? Oczywiście poza Kaczyńskim.

Powinienem mieć do tych, którzy zajmowali się moim życiem osobistym. Ale nie upadłem na tyle nisko, żeby mieć żal do Gosiewskiego czy Kurskiego.

Więcej w jutrzejszym wydaniu DZIENNIKA