Nie ulega już najmniejszej wątpliwości, że to, co obserwujemy w ostatnich tygodniach, to dopiero po drugie jest ofensywa PiS, a po pierwsze mamy do czynienia z kryzysem i walką wewnętrzną w Platformie i w obozie władzy - powiedział PAP Chwedoruk.

Na to Donald Tusk będzie musiał odpowiedzieć, ponieważ przesłanie ze strony jego wewnętrznych oponentów jest bardzo jasne: Tusk jest politykiem słabnącym, a w dobie eskalacji kryzysu będzie jeszcze słabszym. Ergo, za kilka miesięcy powstanie problem jego przywództwa i z głównego atutu stanie się obciążeniem PO - ocenił politolog.

Dopytywany, czy za oponentów Tuska uważa partyjnych konserwatystów, Chwedoruk odparł, że myśli raczej o środowisku Grzegorza Schetyny i obozie prezydenta. Na to musiałby Donald Tusk znaleźć odpowiedź. Pokazać, że to on sprawuje realną władzę w partii, że jest w stanie zredefiniować polską politykę, znaleźć taki sposób jej uprawiania, który nie będzie polegał już tylko na bipolaryzacji sceny politycznej - podkreślił ekspert. Odniósł się w ten sposób do zaplanowanego na piątek wystąpienia premiera, nazywanego przez media mianem "drugiego expose".

Zdaniem Chwedoruka, to przemówienie premiera będzie miało różnych adresatów. Moim zdaniem w pierwszej kolejności będzie kierowane do żelaznego zaplecza Platformy, a więc do tych wyborców, którzy głosują na PO nie tylko z powodu jej antypisowskiego oblicza. Każdy polityk musi sobie zdawać sprawę, że w dobie kryzysu bardzo trudne do utrzymania będzie poparcie wykraczające poza najwierniejszy elektorat, w sytuacji, kiedy jest się partią rządzącą - ocenił. Jak zauważył, ta konsolidacja będzie dotyczyła nie tylko elektoratu, ale też Platformy jako partii.

Pytany, czy jego zdaniem do zmian u steru władzy w PO może dojść w najbliższych latach, np. jeszcze w tej kadencji Sejmu, Chwedoruk ocenił, że przeciwnicy premiera są bardzo zdeterminowani.

Według opublikowanego przed kilkoma dniami sondażu TNS Polska dla programu "Forum" w TVP Info, PiS wyprzedziło PO o 6 punktów proc. Zgodnie z sondażem na PiS chce głosować 39 proc. respondentów, na PO - 33 proc. Według TNS Polska, w ciągu miesiąca poparcie dla PiS wzrosło o 8 punktów proc., a PO straciła 6 pkt proc.

Politolog dr Anna Materska-Sosnowska podkreśliła w rozmowie z PAP, że spadek notowań Platformy i rządu jest widoczny od dłuższego czasu. Jedno expose premiera nie odwróci tego, w jaki sposób postrzegany jest rząd - powiedziała. Oceniła też, że wzrost notowań opozycyjnego PiS spowodowała nie sama działalność tej partii, ale niemoc rządu.

Natomiast myślę, że podsumowanie tego, co zrobił rząd - nie obiecanek, bo tego było dosyć dużo - ale punktowe podsumowanie tego, co się udało faktycznie może być dobrze odebrane - dodała.

Przywołała stwierdzenie publicystki Janiny Paradowskiej, iż "expose" premiera zaczyna przypominać przenoszoną ciążę. Oczekiwania w stosunku do tego wystąpienia są tak wielkie, że może nastąpić duże rozczarowanie - przyznała Materska-Sosnowska.

Jej zdaniem, jeśli premier zapowie niepopularne społecznie reformy - np. ograniczenie przywilejów górniczych - to nie wpłynie to negatywnie na twardy elektorat Platformy. Ci wyborcy powiedzą: bardzo dobrze - to jest to, z czym Platforma szła do rządu. Natomiast ci, którzy są i będą niezadowoleni (z takich zmian), to nie są zwolennicy Platformy - oceniła Materska-Sosnowska.

Socjolog prof. Andrzej Rychard podkreśla, że do tej pory tylko w jednym sondażu notowania Platformy tak wyraźnie poszły w dół. Choć rzeczywiście widać, że w tym ośrodku badawczym od dłuższego czasu poparcie dla PO delikatnie mówiąc nie rośnie. Platforma powinna uważać, natomiast nie jest to jeszcze bardzo dramatyczny sygnał - uważa ekspert.

Jak mówił, pojawia się pytanie, czy expose premiera może dać nowy impet, nową siłę uderzenia, wiatr w żagle. Myślę, że pod pewnymi warunkami tak. Po pierwsze premier musi uczciwie zdać sprawę z tego, co się udało, a czego się nie udało. Nie można tego sprzedawać wyłącznie, jako expose, bo expose wygłasza się obejmując władzę, a tutaj władza została już objęta jakiś czas temu. Dlatego powinna zostać dokonana jakaś próba bilansu, bo inaczej ludzie odbiorą to, jako grę nieuczciwą. Ale premier zdaje sobie chyba z tego sprawę i jest dosyć sprawny, jeśli chodzi o mówienie o rzeczach niepopularnych - zaznaczył Rychard.

Jak ocenił, premier potrafi dość konkretnie tłumaczyć również posunięcia dość bolesne dla różnych grup społecznych. Ale nie można tego przedstawić w taki sposób, że będą tylko kroki, które będą bolały. Musi być jakiś rodzaj otwarcia, czegoś, co zainteresuje społeczeństwo. A tu Platforma jest w trudnej sytuacji, ponieważ w ostatnim czasie dwie rzeczy, które były traktowane w pewnym sensie, jako specjalność Platformy zostały jej odebrane - dodał.

Według Rycharda, to nie Tusk a wicepremier Waldemar Pawlak prezentuje się, jako obrońca interesów przedsiębiorców, podczas gdy kandydat PiS na premiera prof. Piotr Gliński jawi się, jako główny propagator społeczeństwa obywatelskiego, sygnalizując, że Platforma - mimo, iż ma w nazwie słowo obywatelska o tym zapomniała.

Ekspert podkreślił, że Donald Tusk powinien przedstawić bardzo konkretny plan realizacji swoich celów - łącznie z zarysowaniem terminów reform oraz wskazaniem osób odpowiedzialnych za poszczególne cele. Do tej pory siłą Tuska był zawsze konkret - zauważył Rychard.

W piątkowym wystąpieniu musi zostać przede wszystkim przedstawiona wizja polityczna i społeczna Polski, musi być widać, że premier w tę wizję sam osobiście wierzy. Bo trochę w tej chwili osłabienie pozycji Platformy bierze się z tego, że przestajemy widzieć, iż jest to partia, której o coś chodzi i której na tym zależy. Platforma w sensie programowym jest ostatnio dosyć małomówna, a te silne oczekiwania, jakie - właśnie przez tę małomówność - wygenerowała pod adresem expose, czynią piątkowe wystąpienie premiera sporym wyzwaniem - podkreślił ekspert.