Jak przyznaje trudno mu jest w ogóle uwierzyć, że osoby tak wysoko uplasowane w strukturach rządowych idą do restauracji, by to tam omawiać podobne tematy. CZYTAJ WSZYSTKO O AFERZE TAŚMOWEJ. ZOBACZ TEŻ ZDJĘCIA >>>

- Jeżeli miały tego typu nieodpartą potrzebę, to powinny to robić w zaciszu swoich gabinetów lub innych rządowych obiektów - mówi w "Do Rzeczy" gen. Marian Zacharski.

Jego zdaniem, nie byłoby afery, gdyby podobne dyskusje toczyły się w miejscach mniej narażonych na inwigilację, choć - jak podkreśla - dziś "w ogóle trudno mówić o czymś takim jak prywatność". 

- Stąd wszyscy, którzy są na świeczniku, muszą lepiej się kontrolować, a jeśli tego - przy takiej lub innej sytuacji - nie robią, to nie powinni dziwić się późniejszym skutkom. Udział w życiu politycznym zawsze niesie ze sobą pewien element ryzyka - dodaje.

Zastrzega przy tym, że "służby nie są od kontrolowania wypowiedzi ważnych osób w państwie".