Nieznośnie jest żyć w kraju, w którym nie ma poczucia humoru, ale jeszcze gorzej jest żyć w takim, w którym poczucie humoru jest do życia konieczne – stwierdził przed laty Bertolt Brecht. A ja wciąż nie mogę się zdecydować, do której grupy zaliczyć nasz. Bo wszystko zależy od tego, z której strony barykady w wojnie polsko-polskiej człowiek stoi. Ci z lewej stwierdzą, że poczucia humoru rodacy nie mają, bo nie łapią absurdu, nabzdyczają się, puszą i zamiast się śmiać, co najwyżej rechoczą. Ci z prawej pewnie orzekną inaczej – z poczuciem humoru Polaków jest wszystko w porządku, ale kraj w rozkładzie, pozostał nam jedynie płacz lub śmiech przez łzy.

Choć po upadku PRL-u dowcip się zdemokratyzował, a cenzurę dawno zniesiono, to w naszym kraju, parafrazując staruszków z „Latającego Cyrku Monty Pythona”, każdy może się spodziewać hiszpańskiej inkwizycji. Raz w purpurowych szatach wystąpi parlamentarny zespół ds. przeciwdziałania ateizacji Polski, innym razem ABW wkraczająca nad ranem do mieszkania żartownisia albo smutny pan z teczką od jeszcze bardziej smutnego polityka czy urzędasa, którego ostrze satyry ugodziło w pośladek. A gdyby wszyscy wrzucili na luz?

Papież nie puszcza bąków!

15 sierpnia, w Święto Wniebowzięcia Maryi Panny, cała Rabka miała się pokładać ze śmiechu. A to za sprawą kabaretu Limo, który do miasta zaprosiła na świąteczny weekend dyrektor miejscowego domu kultury. Do występu komików jednak nie doszło.

Przeglądałam programy kabaretu Limo i jestem zszokowana. Ich skecze obrażają moje i nie tylko moje uczucia religijne. Dlatego nie wyobrażam sobie występu takiego kabaretu w Rabce-Zdroju. W związku z powyższym nasze dotychczasowe uzgodnienia telefoniczne uważam za nieaktualne. Jeszcze w Święto Wniebowzięcia NMP! – napisała w e-mailu do menedżerki kabaretu dyrektorka domu kultury.

Gdy dziennikarze zaczęli ją bombardować pytaniami, odesłała ich do burmistrz miasta. Ta ze spokojem odparła, że choć występów Limo nigdy w życiu nie widziała, bo „jest osobą poważną”, to zdążyła zrobić sondę wśród znajomych. I wie, że lepiej nie słuchać i nie oglądać żartów Limo, bo „można się zgorszyć”, a w dodatku przyjdzie jeszcze słać zawiadomienia do prokuratury. Wszak obraza uczuć religijnych to u nas przestępstwo. W Rabce zamiast kabaretowej rozrywki mieszkańcy obejrzeli Mistrzostwa Polski w Dmuchaniu Balona z Gumy do Żucia. Też było wesoło, a nikt ze świętości nie kpił. Limo wystąpił zaś w innym mieście i stanowiskiem Rabki się nie przejął.

Do krytyki zdążył zresztą nawyknąć. Kabaret nawet ze śledczymi miał już w przeszłości do czynienia. Pierwszy raz 10 lat temu, gdy zaprezentowali skecz „Za murami, za stosami”, wymierzony w duchownych. Drugi raz rok temu, gdy zażartowali z papieża. Wiemy, że ma swoje wady, zalety, że ma fajną funkcję... Ale to jest zwykły człowiek. Na przykład puści bąka... Nie! Papież?! No tak. Normalnie. Zjada, przełyka, trawi... To nie zabierają tego anioły?! – słychać w skeczu Abelarda Gizy i spółki.

Po telewizyjnej emisji posypały się gromy. Papieski bąk wywołał ogólnopolską debatę godną realnego problemu. Jak żartować z papieża? A może nie żartować wcale? Na domiar złego w skeczu mowa też była o „moherowych terrorystkach”, więc głos w dyskusji niemal natychmiast zabrali ich polityczni reprezentanci. Program kabaretu nigdy nie powinien być nadany w żadnej telewizji, zwłaszcza w telewizji publicznej. Przekroczył on [...] granicę obrzydliwości – napisali we wniosku parlamentarzyści PiS z parlamentarnego zespołu ds. przeciwdziałania ateizacji Polski. To oni złożyli wniosek do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o ukaranie Programu 2 TVP. Powód? „Antykatolickie treści i poniżanie osób starszych i niepełnosprawnych”. TVP za skecz przeprosiła i karę zapłaciła. Ale niesmak pozostał.

Jednych gorszył niski poziom skeczu Limo, innych rzekomo antykatolicka wymowa żartu, a jeszcze innych cała nagonka na kabareciarzy. Ci ostatni mówili wprost – humor nie zna świętych krów, tymczasem w Polsce mają się one lepiej niż w Indiach.

Polacy to spięty i zakompleksiony naród. Ale to się zmienia. Ciągle jednak skecze są mylone z publicystyką czy manifestem. A przecież nikt z nas nie próbuje wbić dzidy w serce albo krzyż, ale rozbawić. A jeśli komuś się nie podoba, niech nie kupuje biletu – mówi Wojciech Termiszewski z kabaretu Limo. Przyznaje jednak, że członkowie grupy często obrywają za swoje żarty. – Pamiętam, jak po aferze z żartem o papieżu jakiś nastolatek prosił publicznie zawodnika MMA (mieszane sztuki walki), żeby umówił się na sparing z Abelardem (Giza jest liderem zespołu) – wspomina Termiszewski.

Jego zdaniem Polacy nie potrafią śmiać się nie tylko z religii czy spraw Kościoła. Nie mamy dystansu do własnej historii, bohaterów narodowych i legend. Nie umiemy też drwić z siebie. Polak, nawet jeśli prywatnie jest dowcipny i zdystansowany, to na forum sztywnieje, jakby kij połknął. Przez co wychodzi na mało inteligentnego i zadufanego.

Polacy ponuracy?

Gdy w Berlinie na mistrzostwach Europy w pływaniu spiker, przedstawiając polską drużynę, powiedział: Witamy! To ekipa, która wróci stąd naszymi samochodami – wszyscy zareagowali świętym oburzeniem. Oficjalnie protestował Polski Związek Pływacki i nasza ambasada w Berlinie. Niemiec śmie nas obrażać? Chamstwo, skandal – grzmiało w mediach. Spiker kajał się, przepraszał, tłumaczył, że wypadło mu z głowy polskie „dzień dobry” i dał się ponieść. Na nic się to zdało. Fakt, żart był na miarę suchara, ale czy rzeczywiście warto było słać dyplomatyczne noty?

Burzę wywołał też nie tak dawno żart Jeremy’ego Clarksona z popularnego programu motoryzacyjnego „Top Gear”. Dziennikarz sparodiował inwazję Niemiec w 1939 r. i w reklamie Volkswagena pokazał sceny panicznej ucieczki Polaków przed domniemaną agresją niemiecką. Reklamówka niemieckiego auta kończy się stwierdzeniem: „Z Berlina do Warszawy dojedzie na jednym baku”. Przy czym słowo bak („tank”) po angielsku można przetłumaczyć dwojako, także jako czołg. I znów nad Wisłą zawrzało. Okazuje się bowiem, że dowcip historyczny ma w Polsce sztywne ramy – można śmiać się z Hitlera czy drwić z komunistów – ale wara od bohaterów, nawet jeśli nie są krystaliczni.

Faktem jest, że większość oprotestowanych żartów poziomem nie powala. Zgłoszony do prokuratury profil na Facebooku szydzący z Powstania Warszawskiego publikował żenujące memy ze zdjęciami powstańców i przypisanymi im głupkowatymi bądź wulgarnymi cytatami. Nikt przy zdrowych zmysłach szczeniackiego profilu nie potraktowałby poważnie. Ale znów strzelono z armaty do wróbla. Zawiadomienie do prokuratury złożyła Polska Liga przeciwko Zniesławieniom.

Jesteśmy jednym z najbardziej ponurych narodów na świecie – twierdzi Jerzy Urban, naczelny tygodnika „Nie” i autor kanału na YouTube z satyrycznymi filmikami ze sobą w roli głównej, znienawidzony i wyszydzany rzecznik rządu Wojciecha Jaruzelskiego. Gdy Urban robił polityczną karierę, satyryk Jan Pietrzak żartował, że Polska jest „najweselszym barakiem w tym obozie”. Ale to się zmieniło. – Dopóki funkcjonowała cenzura, humor był wysublimowany, angażował elity, m.in. znanych literatów. A współcześni poeci, to – z wyjątkiem Wisławy Szymborskiej – ponuracy, co stoją na koturnach – mówi Urban i zapewnia, że w odróżnieniu od rodaków dowcipy na swój temat uwielbia. Ponoć nigdy się nie obraża. Zareagował tylko raz – gdy porównano go do Goebbelsa. Procesował się w tej sprawie – jak twierdzi – nie dlatego że poczuł się dotknięty, ale dlatego że nie chciał, by ktoś porównywał PZPR do nazistów.

Jerzy Urban: Lubię subtelne poczucie humoru Tuska, żałosne są żarty Komorowskiego>>>

Większość Polaków, jak twierdzi, nie potrafi jednak śmiać się z samych siebie. – Podobnie jak nie rozumie absurdalnych dowcipów czy angielskiego humoru podszytego purnonsensem. Polacy wolą znacznie prostsze żarty – tort w mordę, chłop przebrany za babę – wylicza Urban.

Jeśli chodzi o deklarowane poczucie humoru, Polacy wypadają całkiem nieźle. Na pytanie miesięcznika „Reader’s Digest”: „Z czego nie powinniśmy żartować?” aż 58 proc. Polaków odpowiedziało, że każdy temat jest dobry. Dla porównania z tym stwierdzeniem zgodziło się jedynie 18 proc. Niemców. W tym samym badaniu Polacy wypowiadali się na temat żartów z religii (38 proc. Polaków uznało, że religia to nieodpowiedni temat) i dowcipów z orientacji seksualnej – co dziesiąty uważa, że orientacja seksualna nie powinna stanowić tematu dowcipów.

Są bezpieczne tematy, jak piłka nożna czy żarty z teściowej. To śmieszy i nie wzbudza kontrowersji. Powodzenie zapewniają też świńskie kawały o seksie – mówi Termiszewski. Aby się przekonać, co jest na fali, wystarczy włączyć w weekend telewizję i obejrzeć jeden z bijących rekordy popularności kabaretonów. Model biesiadny, weselno-festynowy święci triumfy.

Żarty z plebana

Zdaniem Urbana nie ma dziś „mentalnego klimatu” dla drwin w stylu Sławomira Mrożka, który potrafił śmiać się z bohaterskiego etosu czy z chłopów.

Dziś nikt się nie bawi kosztem mocarnych grup społecznych. Dla przykładu aż się prosi o kabaret antyklerykalny... Choć obawiam się, że byłby prymitywny. Sam nie mam dobrego pomysłu – zaraz dodaje.

Trzeba mu przyznać, że duchowni to wdzięczny temat do żartów – zamknięta, zhierarchizowana grupa namaszczona przez Boga, ale niepozbawiona ludzkich wad. A do tego dzierży władzę nad duszami parafian – spowiada ich, rozgrzesza, poucza – podczas gdy sama nie jest wolna od wad. Aż się prosi o satyryczną szpilę. O ile jednak żart z prostego wikarego przechodzi bez echa, to gdy dotyczy najwyższych dostojników, zaraz budzi sprzeciw.

Nie należy się śmiać z żadnego tematu, który uderza w godność drugiej osoby – mówi ks. Robert Nęcek, rzecznik krakowskiej kurii. Jego zdaniem osoby na świeczniku, takie jak prezydent czy papież, powinny być chronione przed niegodnymi atakami.

Nawet jeśli to oznacza nasłanie na żartownisia służb? – Reakcja powinna być współmierna do zachowania. Czasem lepiej przemilczeć i nie robić rozgłosu, a tym samym reklamy takim osobom. Zwłaszcza że na prymitywnym wózku daleko się nie zajedzie. Z drugiej strony, czy ktoś pozwoliłby sobie na takie żarty z głównego rabina? Chrześcijaństwo jest najbardziej tolerancyjną religią w tym względzie – mówi ks. Nęcek.

Zapewnia przy tym, że księżom poczucia humoru nie brakuje i sypie anegdotami z własnego podwórka. Trwa spotkanie opłatkowe w kurii, spóźniona dziennikarka wpada i z progu przeprasza, że przyjechała w dżinsach, ale gnała prosto z dworca. Jeden z księży uspokaja: pani redaktor, ale my nie patrzymy na nogi, tylko w oczy – cytuje ks. Nęcek jednego z duchownych. Ciętą ripostą uraczył nawet ostatnio swoich podwładnych ks. Wojciech Lemański. Gdy kuria cofnęła mu pozwolenie na odprawianie mszy w Jasienicy, skomentował to krótko: „Może za wolno szedłem na pielgrzymkę?”.

Praska kuria chyba z żartu się nie śmiała. Podobnie jak o. Tadeusz Rydzyk, z którego zakpili internauci, publikując mem internetowy ze zdjęciem redemptorysty opatrzonym podpisem: Papież Franciszek w 2016 r. w Polsce. »K..., gdzie ja schowam maybacha«. Strzegący dobrego imienia ojca dyrektora Ryszard Nowak, który powszechnie jest znany ze swojej publicznej walki z sektami, doniósł na portal Dziennik.pl do prokuratury właśnie za wspomniany mem. Tłumaczył, że portal szkaluje o. dyrektora, bo on sam wielokrotnie prostował, że maybacha w garażu nie posiada.

„Pą Prezydą”

Jesteśmy specjalistami od chodzenia po skrajnościach. Poziom polskich dowcipów jest równie niski jak poziom dyskusji. Najczęściej żartujemy tak, aby komuś dołożyć, a nie kogoś podbudować – mówi ks. Robert Nęcek.

Sęk w tym, że żarty o „nieobecnych” to jedna z najbardziej powszechnych form kabaretowych. Polacy – i nie tylko – uwielbiają żarty sugerujące, że gdzieś są ludzie od nich gorsi, głupsi i brudniejsi. Jak w dowcipach o policjancie, blondynkach czy o „Polaku, Rusku i Niemcu”. Jak twierdzi Władysław Sikora z nieodżałowanego kabaretu Potem: – Królestwo temu, kto nigdy nie skusił się na wyśmianie jakiejś grupy czy człowieka. Nie da się. Ale jeśli tylko to jest obiektem zainteresowania kabaretu – i poza wyśmiewaniem innych nie ma nic więcej do zaproponowania – to najgorszy rodzaj kabaretu.

Niewybredne żarty z Bronisława Komorowskiego na stronie Antykomor.pl trudno nazwać humorem z wyższej półki. Wspomniany portal powstał jeszcze przed wyborem Komorowskiego na prezydenta i szybko zyskał popularność. Znaleźć można tu było satyryczne memy z „naczelnym gajowym”, „tak zwanym prezydentem” czy „hrabio-prezydentem” – jak określa Komorowskiego jej twórca – oraz gry z wąsatym politykiem w roli głównej. Witryna tworzona przez 25-letniego studenta anglistyki tak bardzo rozjuszyła pracowników kancelarii, a być może i samego szefa – pewności nie ma, bo Komorowski oficjalnie powiedział, że nie inicjował sprawy i osobiście nie czuje się urażony – że trafiła pod lupę służb.

A konkretnie ABW. Ośmiu wyrośniętych panów odwiedziło jego i jego rodziców o świcie. Przetrzepali mu pokój, sprawdzili komputer. Strona została zamknięta, a jej właściciel wylądował na ławie oskarżonych. Zarzucono mu znieważenie prezydenta i nawoływanie do agresji (w jednej z gier można było do wizerunku Komorowskiego strzelać jak do tarczy). Przegrał proces w pierwszej instancji i został skazany na rok i trzy miesiące prac społecznych. Wyrok w drugiej instancji złagodzono, co nie zmienia faktu, że cała afera zamiast bronić wizerunku prezydenta, tylko go dodatkowo ośmieszyła.

Podobnie rzecz miała się z szefem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Janem Dworakiem, który urzędowym sprostowaniem zareagował na prześmiewczy news z ASZdziennika. Ten internetowy serwis, reklamujący się jako miejsce, gdzie podawane są „najlepsze zmyślone newsy z kraju”, miał czelność zażartować w czasie kampanii wyborczej i napisał, że telewizja będzie emitowała spoty wyborcze Michała Boniego i Karola Karskiego po godzinie 23, bo zdaniem KRRiT zagrażają one „psychicznemu rozwojowi małoletnich”. Dworak wysłał do redakcji dwustronicowe pismo z wyrzutami. Oskarżył je o celowe wprowadzanie czytelników w błąd, przekraczanie granic, jakie narzuca autorowi gatunek satyry, oraz „niespełnianie funkcji informacyjnej i niezabezpieczanie praw”, a nade wszystko naruszanie dobrego imienia KRRiT.

Politycy nie mają dystansu do siebie i poczucia humoru. Nawet Leszek Miller, który sam sypie bon motami, za żarty na jego temat potrafi się śmiertelnie obrazić – przyznaje Urban, który niedawno usłyszał wyrok za opublikowanie żartu primaaprilisowego z premiera.

Wtóruje mu Marcin Wolski, autor noworocznej szopki i „Polskiego Zoo”. Szopka zniknęła z ekranów za rządów lewicy, bo – wedle plotki – Jolanta Kwaśniewska zażądała interwencji, gdy w sylwestrowym odcinku znalazła się scena z pijącym wino Aleksandrem Kwaśniewskim. Stojąca obok prezydentowa wytrącała mu kieliszek, dając ostentacyjnie do zrozumienia, że ma już dość.

Spadkobiercy Stańczyka

Ale pewne rzeczy, z których Polacy nie potrafią się śmiać, uważam za powód do dumy – mówi Wolski i wymienia: powstania, Holocaust, papieża. – To dobrze świadczy o naszym narodzie – dodaje. Jego zdaniem, gdy ktoś szarga świętości, należy się oburzać: – A kiedy człowiek robi kupę na środku rynku, to też mamy nie reagować? Przyzwolenie powoduje, że ludzie mniej wyrobieni uznają, że jest to OK – tłumaczy satyryk. Wolski wcale nie zazdrości Brytyjczykom ich umiejętności kpienia ze wszystkich i wszystkiego.

A trzeba przyznać, że nikt inny jak oni nie potrafi śmiać się z tematów tabu. Gdy ze sceny londyńskiego stadionu A2 Arena w lipcu tego roku popłynęły skecze reanimowanej po ponad 30 latach najsłynniejszej grupy brytyjskich komików, śmiali się gremialnie wszyscy. Gwizdów nie było, a przecież piątka „Pythonów” od początku szargała świętości, łamała reguły medialnej moralności i dobrego smaku. „Cyrk” śpiewał o „świętej spermie katolika”, śmiał się z nieużywanej prezerwatywy protestanta, wykonywał hymn do penisa.

Po wakacyjnej telewizyjnej relacji z ostatniego występu na trasie, którą ze względu na zbyt wczesną porę „wypikowano”, brytyjski odpowiednik naszej KRRiT został zasypany skargami od widzów, tych oburzanych wulgarnym show i tych, którzy zarzucili stacji Gold cenzurę (sic!). W repertuarze najnowszego tournée znalazło się miejsce na piosenkę Michaela Palina marzącego o tym, by stać się kanadyjskim drwalem transwestytą.

A u nas nawet homoseksualiści jakby wrażliwsi i pokryci cieńszą skórą. Z nagranej przez Piotra Nisztora pijackiej rozmowy z Romanem Giertychem równie głośnym echem odbiła się propozycja robienia biznesu na hakach przeciwko rekinom biznesu, jak toporny żart Giertycha z homoseksualnych polityków. Tymczasem każdego, kto zna poglądy byłego ministra edukacji, ten rodzaj dowcipu nie powinien dziwić.

My jesteśmy narodem biednym i ciężko doświadczonym, dlatego czasem świętości to jedyne, co nam zostaje. A oni są wielcy, bogaci i szczęśliwi – mówi o mieszkańcach Wysp Wolski. Nie wyobraża sobie, by Polacy leczyli traumę po jakiejkolwiek tragedii, żartując z niej. W Wielkiej Brytanii po śmierci księżnej Diany niemal następnego dnia pojawiły się żarty na ten temat. W USA, gdy huragan „Katrina” spustoszył setki domów, na jednej z takich posesji właściciel na płocie powiesił transparent: przeminęło z wiatrem. Kogo byłoby u nas na to stać? W Polsce czarny humor nie jest w cenie.

Takie żarty są charakterystyczne dla społeczeństw sytych, bezpiecznych i zasobnych – tłumaczy Wolski. Poza tym – jego zdaniem – nasz humor wywodzi się z zupełnie innych tradycji. To humor szlachecki, a nie plebejsko-mieszczański. – Polski kabaret nie odwoływał się do jarmarcznych występów dla gawiedzi, ale tworzyli go wielcy poeci. To oni podnosili kabaret do rangi sztuki. Nasz błazen nie był klaunem, ale stańczykiem. Kontynuujmy tę tradycję – mówi Wolski.

Ale zaraz przyznaje, że polski dowcip dziś znacznie obniżył loty. – Finezja jest dziś niezrozumiała, trzeba ostro, grubo, dosadnie – mówi Wolski, poza tym co innego śmieszy na lewicy, co innego na prawicy.

20 lat noworocznej szopki. Wolski: Nigdy nie byłem dyżurnym satyrykiem, który kopie z rozdzielnika>>>>

Ale świętym prawem artysty, a już szczególnie kabaretowego, jest drażnić i kpić z widza bez względu na to, do jakiego obozu należy. I wiadomo, że jedni robią to subtelnie, inni walą na odlew, bo rodzajów humoru jest wiele.

Dotykanie śmiechem religii, moralności, wrażliwości, godności to zajęcie ryzykowne. Porównałbym to do rzucania nożami w cyrku w tarczę z przypiętą kobietą. Jak ktoś naprawdę umie, to może rzucać, ale jak ktoś trafia 9 na 10, to lepiej, żeby tego w ogóle nie próbował – tłumaczy Sikora.

I przestrzega przed prowokacją tylko i wyłącznie dla manifestacji i pustego show:

Jest wiele rzeczy, dla których warto być niepoprawnym. Nie uważam jednak nowatorstwa ani demonstracji odwagi za wartości, dla których warto szarpać ludźmi. Porzyganie się na scenie tylko dlatego, że nikt inny tego nie zrobił... publiczne oplucie symboli religijnych, żeby pokazać pogardę dla strachu... – to niczym nieusprawiedliwiona wulgarecha – dodaje.

A gdy już taka wulgarecha pójdzie w eter, najlepszą karą nie jest żaden donos, śledztwo czy publiczny lincz, tylko milczenie. Bo nic tak dowcipowi nie podcina skrzydeł jak głucha cisza zamiast śmiechu w odpowiedzi.