Dzisiejszy: „Szpitalny oddział pracoholików”. Każdy z materiałów dotyczy innego zakresu działania służby zdrowia, ale każdy wskazuje na główny problem – systemowy. To, że pacjenci dostają od szpitali żenujące propozycje wysokości odszkodowań albo że instytuty badawcze po raz kolejny muszą być wyciągane ze spirali zadłużenia na koszt państwa, stanowi wrzód na ciele lecznictwa. To efekt lat zaniedbań.

Do tej listy można dorzucić kolejne: nierozwiązana kwestia brakującej liczby personelu medycznego, odejście od dyskusji w sprawie wprowadzenia współpłacenia oraz tanich dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych. Do tego dochodzi problem braku spójnych rozwiązań związanych ze starzejącym się społeczeństwem czy niedofinansowaniem psychiatrii.

Obecna ekipa rządząca miała 8 lat na zrealizowanie swojego programu politycznego z zakresu ochrony zdrowia. Ten, jeżeli się wczytać, dawno przestał być aktualny. Kolejna, której szanse na wygrane rosną, wciąż swojego pomysłu nie przedstawiła. Bo hasła likwidacji NFZ czy wprowadzenia sieci szpitali to odgrzewane kotlety. Czekam na taką ekipę, która przestanie traktować pacjentów jak pożytecznych idiotów, których się dopieszcza, ale tylko w czasie kampanii wyborczej.