Podczas kampanii mówiłem, że chcę odzyskać z powrotem mój kraj. Dzisiaj mówię, że chcę odzyskać z powrotem swoje życie. Nigdy nie byłem i nigdy nie chciałem być zawodowym politykiem. Nie zmienię zdania jeszcze raz, mogę wam obiecać – oświadczył. I chyba można mu wierzyć, bo w odróżnieniu od dwóch poprzednich razów nie odchodzi jako przegrany, lecz jako zwycięzca. Być może nawet jako największy zwycięzca brexitowego referendum.

Trudno sobie zatem wyobrazić lepszy moment na wycofanie się z polityki. Inna sprawa, że UKIP – partia, która od jej założenia w 1993 r. była skoncentrowana głównie na jednej sprawie, czyli wyprowadzeniu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej – 24 czerwca rano, gdy ogłoszono wyniki referendum, straciła w zasadzie rację bytu. Oczywiście proces wychodzenia z Unii dopiero się zaczyna i przed Brytyjczykami jeszcze długie negocjacje, ale trudno mieć do Nigela Farage’a pretensje o to, że „nabroił, a  teraz zostawia bałagan komu innemu”. Farage i tak w żadnych negocjacjach by nie uczestniczył, więc to nawet lepiej dla Wielkiej Brytanii, że swoimi – nie zawsze dyplomatycznymi – wypowiedziami nie będzie przeszkadzał.

Kluczową sprawą jest teraz to, jaki wpływ będzie miało odejście Farage’a na całą brytyjską politykę – a zapewne będzie mieć spory. Można Farage’a nie lubić, wręcz nie znosić, można mu zarzucać populizm, ksenofobię czy przekraczanie granic dobrego smaku, ale trudno mu odmówić, że jest (był●) politykiem wyrazistym i konsekwentnym. Trudno nie przyznać, że jego wystąpienia w Parlamencie Europejskim były zapamiętywane na długo. Nie wydaje się, by UKIP pozbawiony nagle głównego celu istnienia i niemający kandydata na nowego lidera, który byłby choć w połowie tak rozpoznawalny, jak Nigel Farage, przetrwał tę zmianę bez szwanku. Zresztą już jego dwie poprzednie rezygnacje – w 2009 r. i wycofana po trzech dniach w 2015 r. – pokazały, że UKIP stał się partią jednego człowieka i bez Farage’a radzi sobie znacznie gorzej.

A ewentualna degrengolada UKIP oznacza, że do zagospodarowania będzie w przyszłości spora grupa wyborców. Fakt, że UKIP ma tylko jednego posła do Izby Gmin, może być złudny. Pod kierownictwem Nigela Farage’a partia weszła na poziomy nienotowane w przeszłości. W zeszłorocznych wyborach parlamentarnych głosowały na nią prawie 4 mln ludzi, co pod względem poparcia dało jej trzecie miejsce w kraju i było wynikiem o półtora miliona lepszym, niż uzyskali Liberalni Demokraci, tradycyjnie będący trzecią siłą polityczną. W wyborach do Parlamentu Europejskiego na UKIP głosowało jeszcze więcej, bo 4,3 mln osób, co było najlepszym wynikiem w kraju. Biorąc pod uwagę, że w wyborach do Izby Gmin w 2005 r. – ostatnich, zanim stery w UKIP przejął Farage – dostała ona... 600 głosów, postęp jest znaczący.

O ile w początkowych latach istnienia UKIP głosowali na nią głównie rozczarowani zwolennicy konserwatystów, to z czasem społeczny przekrój wyborców trochę się zmienił i UKIP został ugrupowaniem wszystkich niezadowolonych z systemu politycznego. Także tych, którzy zwykle głosowali na Partię Pracy. Niemniej największe szanse na przejęcie tych wyborców wciąż ma Partia Konserwatywna, szczególnie jeśli w negocjacjach o warunkach wystąpienia z Unii Europejskiej będzie naciskać na przykład na ograniczenie swobodnego przepływu osób.

Z drugiej strony brak konkurencji ze strony Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa może spowodować, że konserwatyści nie będą musieli tak bardzo dryfować w stronę eurosceptycyzmu, jak to mieli ostatnio w zwyczaju. Pamiętajmy, że David Cameron rozpisał unijne referendum między innymi po to, by zatrzymać coraz bardziej widoczny odpływ własnych wyborców do UKIP. Tak czy inaczej, osłabienie eurosceptycznego ugrupowania oznacza, że konserwatystom będzie łatwiej wygrywać kolejne wybory.

Wszystkie te rozważania mają sens przy jednym wszakże założeniu – że Wielka Brytania faktycznie rozpocznie negocjacje o wyjściu z Unii Europejskiej i dojdzie do Brexitu. Jeśli z jakichś przyczyn by do tego nie doszło albo w którymś momencie proces rozwodu zostałby zatrzymany – bo przecież pojawiają się i takie spekulacje – może się okazać, że UKIP jeszcze nie straciła racji bytu, a Nigel Farage powróci z politycznej emerytury. Mając obecnie 52 lata, miałby jeszcze sporo czasu, by powalczyć o odzyskanie z powrotem kraju.

UKIP – partia, która od jej założenia w 1993 r. była skoncentrowana na wyprowadzeniu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej – 24 czerwca rano, gdy ogłoszono wyniki referendum, straciła w zasadzie rację bytu