To zaostrzenie ustawy aborcyjnej nie tyle mnie wkurzyło, co przeraziło. Dla mnie to jest niewyobrażalne - powiedziała Krystyna Janda.

Aktorka tłumaczyła, że swoimi wpisami wcale nie namawiała kobiet do czarnego protestu.

Zamieściłam jedynie artykuł o strajku islandzkich kobiet 41 lat temu, który zachwycił mnie do tego stopnia, że go zwyczajnie udostępniłam. Pół godziny później dostałam pierwszy telefon, że jest to świetny pomysł. Byłam tym wstrząśnięta, że to tak szybko zadziałało. Sytuacja z jednej strony wyglądała tak, jakby oszalały zaniepokojone tysiące kobiet, przerażony naród szukał przywódcy. I jakaś aktorka coś zamieszcza. Okazuje się, że nagle wystarczy jakaś iskra, jakieś jedno słowo. Ten płomień rośnie, rozprzestrzenia się. Minęło do tej pory cztery dni i jestem zbudowana tym, co się stało dookoła - dodała.

Janda nie ma najlepszego zdania o politykach.

W tej chwili słowo poseł tak się zdewaluowało, wielu z nich nie można traktować poważnie, mnie obraża to co mówią. Byłam przerażona tym, jak kobiety w Sejmie głosowały w sprawie projektów ustaw dot. aborcji, że nie wiedzą, jakie tragedie stoją za tymi decyzjami - stwierdziła aktorka. 

Kobieta powinna mieć prawo wyboru, nikt nikogo do aborcji nie zmusza. Wiele kobiet wiedząc, że urodzi płód uszkodzony, jednak decyduje się na poród. Rozumiem, że ktoś chce wychowywać dziecko niepełnosprawne, ale nie można do tego zmuszać. Teraz niektórzy lekarze powinni sobie napisać na drzwiach "lekarz z klauzulą sumienia". Wtedy kobieta szukająca pomocy nie wejdzie do takiego lekarza - dodała Janda.