Koncepcja rządu Beaty Szydło wykuwała się dłużej niż rok, podczas gdy w przypadku poprzednich gabinetów trwało to po kilka miesięcy. Trudno teraz wyobrazić sobie przywrócenie relacji między Warszawą a Kijowem do stanu sprzed 2014 r. Nowym elementem są relacje z Białorusią. Nie zmienia to faktu, że reszta pozostanie mniej więcej bez zmian. Tak, poszukujemy formuły dla Partnerstwa Wschodniego. Rozglądamy się za nową formułą dla relacji z Niemcami i Francją - co widać w wypowiedziach przedstawicieli obozu rządzącego. Z różnych ośrodków władzy płyną jednak sygnały, że niczego nowego w tej materii - biorąc pod uwagę nasze uwarunkowania - nie wymyślono.

Mamy do czynienia z poważną korektą, a nie totalnym zaprzeczeniem. To także nie jest niczym nietypowym. Platforma chciała w 2007 r. doprowadzić do resetu w stosunkach z Rosją. Celem pierwszej podróży zagranicznej Donalda Tuska była Moskwa i dlatego ówczesny rząd opóźniał wizytę na Ukrainie.

Z kolei dobre relacje Warszawy z Londynem to tradycja polskiej polityki. Oczywiście jest ryzyko, że doświadczona brytyjska dyplomacja spróbuje wykorzystać negocjacje brexitowe jedynie do swoich celów. Uzasadnione jest podejrzenie, że partnerzy będą chcieli nas przy tej okazji potraktować instrumentalnie. Ale to naturalne zagrożenie w relacjach międzynarodowych.

Korekta polskiej polityki zagranicznej jest wynikiem ogólnej sytuacji na świecie i konkretnych potrzeb biorących się z bieżącej polityki wewnętrznej, która w dużo większym stopniu niż dawniej wpływa na politykę zagraniczną. Jaki będzie kształt ostatecznej korekty, tego nie wiemy. Trzeba poczekać, aż rzeka opadnie. Na razie jednak wszystko wskazuje, że wracamy w stare koleiny.