PAP: Zbliża się uroczystość Wszystkich Świętych. Na czym polega istota tego święta?

Kard. Kazimierz Nycz: Warto zaznaczyć, że na początku listopada są dwa dni świąteczne. Pierwszy to radosna uroczystość Wszystkich Świętych - radosna, bo uświadamia nam, że wśród ludzi, którzy umarli, jest ogromna rzesza tych, którzy osiągnęli świętość, są w niebie i spotykają się z Panem Bogiem. To nie są tylko wyniesieni przez Kościół na ołtarze - wierzymy, że to tylko promil tych, którzy już są w niebie.

Drugiego listopada - w Dzień Zaduszny - będziemy wspominać wszystkich zmarłych, pójdziemy na cmentarze po to, by modlić się na grobach naszych bliskich, a przede wszystkim tych, którzy jeszcze oczekują na pełne oczyszczenie w czyśćcu i potrzebują naszej modlitwy. Ważne jest, żeby nawiedzenie cmentarza nie stało się zwykłą rodzinną wycieczką, ale żeby ocalić ten wymiar modlitewny całego święta.

Muszę powiedzieć, że im człowiek jest starszy - a ja sam siebie do osób starszych zaliczam - tym bardziej to święto przeżywa egzystencjalnie. Kiedy jest się młodym, rzadko się myśli o śmierci, o tym, co nas po niej czeka. Z wiekiem ta myśl zaczyna często powracać. A dla wszystkich - starszych, młodszych, średnich - oba te święta są wspaniałą okazją do tego, żeby przeżyć pogłębioną refleksję nad swoim życiem, zadać sobie pytanie, ku czemu ono zmierza. Cmentarz zawsze sprzyja refleksji, że nasze życie zbliża się do śmierci, która dla człowieka wierzącego nie jest końcem, ale otwarciem na spotkanie z Bogiem.

PAP: W uroczystość Wszystkich Świętych w kościołach czytana jest Ewangelia o ośmiu błogosławieństwach. Dlaczego?

Kard. Nycz: Ponieważ to święto jest również wezwaniem do uświadomienia sobie, że wszyscy jesteśmy wezwani do świętości. Świętość to nie przywilej dla wybranych. A nie ma innej drogi do zbawienia niż życie według ośmiu błogosławieństw i dziesięciu przykazań oraz odpowiadanie na Bożą miłość. Ciągłe wspinanie się na górę błogosławieństw nie jest łatwą rzeczą, bo przewraca do góry nogami nasze myślenie. Nie jest łatwo przyjąć słowa "błogosławieni, którzy cierpią prześladowania dla sprawiedliwości". Albo Jezusowe wezwanie, że powinniśmy być "ubodzy w duchu", czyli wolni od przywiązania do rzeczy materialnych - jak to przyjąć bez wiary? Tego możemy nauczyć się od świętych - radykalnie ubogi w duchu był np. Brat Albert, który nie posiadał niczego na własność, ale wszystko oddawał biednym.

PAP: Część osób, zwłaszcza młodych, w przeddzień uroczystości Wszystkich Świętych bierze udział w zabawach z okazji tzw. Halloween. Czy zdaniem ks. kardynała Halloween to nieszkodliwa zabawa czy niepokojący trend?

Kard. Nycz: Przede wszystkim Halloween jest obce tradycji chrześcijańskiej. Moda na świętowanie Halloween przyszła do nas z Zachodu i stała się popularna, ponieważ zapełniła pewną pustkę. My Polacy mamy od wieków trwającą tradycję kultu świętych i modlitwy za zmarłych. Musieliśmy coś zaniedbać w przeżywaniu tych dwóch świątecznych dni, skoro tak łatwo zaakceptowaliśmy święto, które jest niechrześcijańskie.

Jeżeli człowiek poważnie myśli o swojej wierze, to będzie dbał o to, żeby żadnych erzaców, które często są dramatycznie sprzeczne z myślą chrześcijańską, w swoje życie nie wprowadzać. To przede wszystkim odpowiedzialność Kościoła - nie ma innego sposobu walki z Halloween jak to, żebyśmy powracali do własnych tradycji i zwyczajów. Widzę tu analogię z faktem, że wiele osób nagle zaczęło interesować się duchowością Dalekiego Wschodu opartą na buddyzmie i religiach azjatyckich. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ zaprzepaściliśmy piękną tradycję modlitwy kontemplacyjnej. Mając takie skarby i nie używając ich stwarzamy lukę, bo człowiek nie może żyć w pustce.

PAP: Może sposobem na odkrycie wielowiekowej tradycji w nowej odsłonie są organizowane przez wiele parafii "Marsze Wszystkich Świętych"?

Kard. Nycz: Te wszystkie pochody ludzi przebranych za świętych, które przechodzą ulicami miast 29 listopada, to piękny powrót do zwyczaju kultu świętych. Nie chciałbym tego nazywać "odtrutką" na Halloween, ale jednym ze sposobów na dotarcie z tradycją do dzieci i młodzieży. Wykorzystajmy to, że dzieci lubią się przebierać i uczestniczyć w zabawach, żeby przybliżyć im tradycję. Wykorzystajmy to, że dzieci lubią nastrój cmentarza, zabierzmy je tam. Nie bójmy się, że przestraszą się myśli o śmierci, bo ona jest częścią życia.