To Niemcy rozpętały II wojnę światową, w trakcie której, w imię zdefiniowanego przez to państwo interesu narodowego, realizując zbrodniczą ideologię nazizmu, dopuszczono się zbrodni ludobójstwa, zbrodni przeciwko ludzkości i zbrodni wojennych. Ich sprawcami byli Niemcy i ich sojusznicy działający pod kontrolą Niemców. Sprawcy są winni niewypowiedzianych cierpień wyrządzonych ludzkości i strat materialnych. Te słowa, mimo że wielokrotnie powtarzane, nie są wcale truizmem. Powinno się je wciąż powtarzać. Sprawiedliwość wymaga, by konsekwencją zbrodni była odpowiedzialność. Jednak przy określeniu, a jeszcze bardziej realizacji odpowiedzialności finansowej Niemców z tego tytułu, zwycięzcy II wojny światowej zachowali się pragmatycznie. Uznano, że odszkodowania dla państw poszkodowanych w zbrodniczej wojnie powinny być możliwe do wyegzekwowania od zobowiązanych. Zadecydowały o tym doświadczenia po I wojnie światowej – skala reparacji współprzyczyniła się do hiperinflacji w Niemczech i wytworzenia klimatu sprzyjającego populizmowi i nazistom. Tego błędu zwycięzcy postanowili nie powtarzać. Niemcy wykorzystały możliwości rozwoju społecznego i gospodarczego dane im przez aliantów. Pojednanie francusko-niemieckie i polsko-niemieckie zapewniło trzem narodom pokój. Dziś demokratyczne, praworządne Niemcy są państwem wnoszącym istotnym wkład w bezpieczeństwo i rozwój Starego Kontynentu i świata. To również nie są truizmy.

Ciągle podnoszone przez niektórych polityków roszczenia Polski z tytułu reparacji wojennych należy postrzegać przez ten pryzmat. Nie sposób wskazać motywów poszczególnych osób; jedni kierują się poczuciem sprawiedliwości, inni kalkulacją polityczną, w przypadku jeszcze innych czynniki są przemieszane. Rząd PiS jest przy tym pierwszym rządem po 1989 r., który zgłaszającym konieczność dochodzenia roszczeń udziela formalnej legitymacji. Powracanie do sprawy w kampaniach politycznych wydaje się być ściśle połączone z sytuacją wewnętrzną w Polsce. Tak więc zasadne jest określenie, co się w tej kwestii dzieje obecnie.

Oficjalne stanowisko polskiego rządu w kwestii reparacji wojennych przedstawił minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz w wywiadzie dla tygodnika „Der Spiegel” 4 września br. („Our Losses Were Much Bigger”, wywiad przeprowadził Markus Becker). Minister wskazał, że sprawą odszkodowań zajmuje się komisja parlamentarna, a rząd nie dyskutuje tej kwestii. Minister Czaputowicz uznaje zarazem, że polsko-niemiecka dyskusja na szczeblu ekspertów nie powinna zostać zamknięta. Wobec jednoznacznego stanowiska rządu niemieckiego brak jest jednak widoków na tę dyskusję w perspektywie krótkoterminowej. Tym, co w wywiadzie zasługuje na jednoznaczne odrzucenie, jest powiązanie przez prowadzącego wywiad Beckera kwestii reparacji z dyskusjami nt. budżetu UE i jego podziału. Jako czytelnik – niewątpliwie mający osobisty stosunek do zbrodni nazistów i ich współpracowników – z obrzydzeniem odebrałem łączenie spraw budżetowych Wspólnoty z materią zbrodni i odpowiedzialności. Negatywnie oceniam także epatowanie niemieckiego czytelnika wysokością roszczeń (Becker podkreśla tę kwotę – 730 mld euro). Od niemieckiego dziennikarza w niemieckiej gazecie oczekuję bowiem w tym przypadku milczenia albo przeliczenia kwoty na miliony ofiar (zamordowanych, zamęczonych i poszkodowanych).

Punktem wyjścia do dyskusji ma być opinia prawna Biura Analiz Sejmowych (BAS) z 6 września 2017 r. prof. Roberta Jastrzębskiego. Tym, co w opinii nie podlega dyskusji, jest ocena strat Polski. Wątpliwa jest natomiast ocena skutków Oświadczenia Rady Ministrów z 23 sierpnia 1953 r. o zrzeczeniu się przez PRL reparacji wojennych. Generalnie opinia jest rzetelnym opracowaniem, spełniającym wszystkie wymogi stawiane opracowaniu naukowemu. Z mojej prawniczej perspektywy na szczególnie pozytywną ocenę zasługuje to, że wnioski końcowe są sformułowane wstrzemięźliwie, zgodnie z regułami sztuki. Uczestnicy debaty politycznej powołują się na ten dokument, cytując go w sposób wybiórczy – ograniczając się w istocie do kwestii wyceny szkód wojennych.

Zarówno w wywiadzie ministra Czaputowicza, jak i w opinii BAS podnoszona jest kwestia dyskryminacji obywateli polskich i samej Polski względem obywateli innych państw i samych tych państw w traktowaniu roszczeń odszkodowawczych. Wydaje się, że więcej powinno się w debacie publicznej mówić na ten temat i szerzej dokumentować to zjawisko.

Reasumując, choć w kwestii reparacji padają kolejne wypowiedzi, nie oznacza to wcale, że toczy się dyskusja. Przez kolejny rok nic nie zbliżyło Polski do uzyskania odszkodowania od Niemiec. Trudno zresztą winić o to rząd, bo przecież możliwości dochodzenia roszczeń nie istnieją. Jestem niestety przekonany, że wypowiedzi polskich polityków na ten temat są jedynie przejawem wewnętrznej licytacji w kwestii poziomu patriotyzmu.

Tym natomiast, co jest możliwe do uzyskania – i w tym kontekście można winić kolejne rządy za ich zaniechania – są odszkodowania z tytułu roszczeń indywidualnych. Abstrahując od sporu prawniczego nt. Oświadczenia Rady Ministrów z 23 sierpnia 1953 r. o zrzeczeniu się przez PRL reparacji wojennych, w treści tego aktu jednostronnego wyraźnie i jednoznacznie wskazano, iż nie obejmuje on roszczeń indywidualnych (J. Menkes, „Prawne i polityczne determinanty sporu wokół Oświadczenia rządu PRL z 23 sierpnia 1953 roku w sprawie zrzeczenia się reparacji od Niemiec” [w:] J. Menkes (red.), „Prawo międzynarodowe – problemy i wyzwania. Księga Pamiątkowa Profesor Renaty Sonnenfeld-Tomporek”, Warszawa 2006). Niestety, czas gra w tym przypadku na niekorzyść ofiar. Rząd może i powinien podjąć konkretne kroki wspierające ofiary w działaniach prawnych prowadzących do uzyskania odszkodowań. Państwo powinno wziąć na siebie ciężar sporządzenia analizy podstaw prawnych tych roszczeń, formuły ich dochodzenia oraz sfinansować ofiarom koszty postępowania do momentu uzyskania odszkodowania. Bardzo wysoko oceniam prawdopodobieństwo sukcesu pierwszych pozwów i szansę na zawarcie ugody, która określi zryczałtowane odszkodowanie. Jednak taka decyzja oznaczałaby rezygnację z gonienia króliczka, a nie jestem przekonany, czy o to chodzi.