Według "Rzeczpospolitej" nowa taktyka Prawa i Sprawiedliwości to efekt przewartościowania, do którego w ostatnim czasie doszło w mediach. "W związku z aferą hazardową to Platforma znalazła się pod obstrzałem. Nie ma sensu pakować się na pierwszą linię ognia. Teraz tylko dobijamy rannych i czekamy na właściwy moment" - mówi polityk PiS "Rzeczpospolitej".

Janusz Palikot widzi to tak: "Nie występować w mediach - to pierwszy punkt planu opracowanego przez spin-doktorów z PiS-u. Zapowiadać, ale nie występować. Każde wystąpienie bowiem - jak czytamy w uzasadnieniu - to pogorszenie szans na dobry wynik wyborczy".

"Jeśli już ktoś zostanie złapany na gorącym uczynku i będzie musiał coś powiedzieć, to trzeba mówić jak najmniej!! - tak brzmi drugi punkt planu marketingowego. Każde bowiem zdanie wypowiedziane przez działacza to znaczne zmniejszenie szans wyborczych - jak czytamy w uzasadnieniu" - pisze polityk Platformy.

I dodaje: "Nie prowadzić żadnej aktywności i - broń Boże - niczego nie proponować! Tak brzmi trzeci - kluczowy - punkt planu. Propozycje bowiem - twierdzi konsekwentnie autor uzasadnienia - znacznie pogarszają szanse na dobry wynik wyborczy".

W ocenie posła "to szalenie trudny i ambitny plan". "To ponad siły nawet Brudzińskiego, który uciekając ze studia przed mówieniem, też coś mówił w ten sposób" - wspomina audycję w Radiu ZET, z której Joachim Brudziński zdezerterował - na wieść, iż musiałby wystąpić z Palikotem.

"Ta ucieczka zmusiła zaś do komentarza Jarosława, który nazwał - i nie jest to obraźliwe - nieprzyzwoitością siadanie przy mnie w studio. To niestety zmusiło tysiące działaczy PiS-u do wyrażenia poparcia dla Jarosława i w ten sposób do - który to już raz - zatrzymania trendu wzrostowego i następnie do spadku" - ironizuje Janusz Palikot.

"Drodzy działacze PiS-u - milczenie też coś mówi. Nie ma ucieczki od znaczenia! Wszędzie czyha na Was jakaś treść" - kończy polityk Platformy Obywatelskiej na swoim blogu w Onecie.