"Premier na Politechnice Warszawskiej był uroczy i z miną czarodzieja opowiadał bajki. Puszczając oko do zgromadzonej publiczności tokował w manierze: <Nie pytaj - nie mów>. Nie pytaj, czy znowu wciskamy ludziom kit, a my nie powiemy, że i owszem. W dodatku zachowywał się jak lider opozycji, który wprawdzie wie, co trzeba zrobić, ale nie martwi się jak" - wytyka Tuskowi Miller.

Jak pisze były premier na swoim blogu w Onecie, przedstawione przez Donalda Tuska propozycje nie mają "akceptacji rządu, większości sejmowej, ani koalicji PO-PSL". "Życzenia premiera, nazwane Planem Rozwoju i Konsolidacji Finansów, nie mogą być traktowane poważnie nie tylko dlatego, że nie ma tylu głosów w Sejmie, aby je uchwalić, ale ponieważ nie dotykają istoty rosnącego dramatu finansów publicznych" - przekonuje Miller.

Dlaczego tak sądzi? Według niego pomysły Tuska "nie dotyczą w ogóle wydatków stałych, które stanowią trzon długu publicznego, zaś wydatki niesztywne dalej będą rosnąć tyle, że wolniej - nie więcej niż 1% rocznie". Miller wylicza m.in., że nie będzie reformy KRUS, a kasy fiskalne dla prawników i lekarzy kosztować będą 120 mln zł i nie wiadomo, czy wydatek ten się zwróci.

"Pozostałe <nowe> zapowiedzi to przepisane z dwoma wyjątkami fragmenty unijnych programów operacyjnych, lub prezentowane już zwiastuny podczas kampanii do Parlamentu Europejskiego i podsumowania dwóch lat rządu Tuska. Dwa wyjątki to groźna dla finansowej wiarygodności Polski zapowiedź kreatywnej księgowości zmieniającej zasady obliczania długu publicznego i śmieszny postulat powołania ministra do pilnowania innych ministrów" - pisze Miller na blogu.

"O sztandarowym projekcie Tuska z czasów opozycji - podatku <3 razy 15>, ani mru, mru. Zamiast tego słowa, słowa, słowa, słowa" - krytykuje były premier obecnego szefa rządu.