"Podjąłem decyzję o mojej gotowości do wyjazdu do Krakowa w niedzielę, wygłoszenia precyzyjnego komunikatu i informacji wobec kongresu największej partii opozycyjnej" - powiedział dziś premier, czym zaskoczył absolutnie wszystkich.

Dodał, że ostatnio ma często wrażenie, iż opozycja nie zawsze rozumie intencje rządu, a ten rok wymaga bezwzględnie wspólnego działania. "Liczę na zaproszenie i gościnność. Jestem gotowy do wystąpienia i poważnej rozmowy o tym, jak wspólnie podjąć wysiłek na rzecz przeprowadzania Polski możliwie bezpiecznie przez ten czas kryzysu" - powiedział Tusk.

>>>Kurski: nie damy się nabrać na sztuczki Tuska

Nie minęło 30 minut, a już poznaliśmy odpowiedź PiS. "Kongres to impreza wewnętrzna, ale mamy dwie inne propozycje dla Donalda Tuska" - powiedział Adam Bielan, rzecznik PiS. "Prezes Jarosław Kaczyński chętnie spotka się z premierem w przyszłym tygodniu. Zapraszamy go też na posiedzenie klubu parlamentarnego PiS."

To uspokoiło delegatów na zjazd partii. Politycy PiS, którzy są już na miejscu w Krakowie, po słowach premiera mówili wprost. "Mamy kłopot. Tusk popsuł nam cały kongres. Wszyscy mówią teraz o nim, a nie o nas" - powiedział nam jeden z delegatów.

Deklaracja premiera wywołała jednak szczery uśmiech na twarzy posła Mariusza Kamińskiego, rzecznik Parlamentarnego Klubu PiS. "Czy to jest sugestia, że pan premier chce wstąpić do PiS?" - śmiał się Mariusz Kamiński. "Widać, że nasz kongres wzbudził na prawdę duże zainteresowanie. Jeśli Pan premier chce przyjechać, to jesteśmy otwarci. Ale wiem, że to ze strony premiera tylko słowa i że na deklaracjach wszystko się skończy. Mam jednak nadzieję, że przy tej okazji premier przeczyta nasz program i zacznie go realizować, bo on jest dobry dla Polski."

Decyzja PiS spotkała się z natychmiastową krytyką ze strony PO. "Odmawiając zaproszenia premiera na kongres, PiS daje ewidentny dowód, że nie zależy mu na budowaniu kompromisu w obliczu kryzysu finansowego" - ocenia Grzegorz Dolniak wiceszef klubu PO. "Widać, że partia Kaczyńskiego chce jedynie zbić kapitał polityczny wykorzystując sytuację spowolnienia gospodarczego" - dodaje.

p

Jak pan skomentuje słowa premiera?
Marek Migalski*
To bardzo sprytne zagranie Donalda Tuska. Jeśli PiS odmówi, to da sygnał, że odmawia współpracy z rządem, że jest niekoncyliacyjny, że stanowi w dalszym ciągu twardą, fundamentalną, betonową opozycję. Natomiast jeśli PiS zaprosi premiera, to stanie się on główną postacią zjazdu. Donald Tusk dokonałby wówczas czegoś, co nazywa się w ekonomii wrogim przejęciem. To on stałby się panem tego kongresu i jego przemówienie stałoby się najważniejsze.

Co powinien zrobić PiS?
Musi odmówić. Każdy kto zna się na polityce wie, że kongresy partii nie są od tego, żeby tam przemawiali główni oponenci. Czasami są tam zapraszani goście, ale z małych zaprzyjaźnionych partii o podobnych poglądach. Ale o to właśnie chodzi Donaldowi Tuskowi. Odmawiając mu, PiS postawi się złej sytuacji. Tusk będzie przypominał, że chciał rozmawiać o kryzysie, ale PiS mu odmówił. Podsumowując to sprytna i ciekawa, ale populistyczna, PR-owska zagrywka premiera.

Czy są jeszcze inne rozwiązania?
PiS mogłoby zaprosić Tuska, ale równocześnie zrobić wszystko, żeby nie był on kimś znaczącym podczas kongresu. W takim układzie Tusk będzie musiał odrzucić zaproszenie PiS. Na miejscu PiS zaprosiłbym go, ale nie do dyskusji z głównymi politykami. Tusk mógłby porozmawiać z posłem Putrą czy Suskim, gdzieś przy małym stoliku. Prawdopodobnie PiS tak zrobi i wtedy Donald Tusk zostanie upokorzony. I znowu zamiast poważnej dyskusji o sytuacji Polski, będziemy mieli przerzucanie się zagrywkami i kombinacjami rodem z Zachodu.

doktor Marek Migalski, politolog, rozmawialismy z nim po deklaracji premiera i przed odpowiedzią PiS