Krzysztof Kwiatkowski oczekuje przeprosin od prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Jego zdaniem, prezes PiS zarzucił mu współpracę ze służbą bezpieczeństwa.

Chodzi o dzisiejsze słowa Kaczyńskiego na temat "nominacji w resorcie sprawiedliwości". Prezes PiS powiedział w Olsztynie: "Niepokojąca jest nominacja na wiceministra, osoby która ma za sobą współpracę ze służbą bezpieczeństwa. To jest informacja, którą otrzymałem dzisiaj".

>>>Kwiatkowski - wiceminister, który ma walkę we krwi

Prezes PiS nie wymienił nazwiska osoby, której zarzucił współpracę z SB. Jedynym powołanym w resorcie wiceministrem jest 38-letni Kwiatkowski, który miał 18 lat, kiedy likwidowano SB. Kwiatkowskiego powołano na stanowisko wiceministra sprawiedliwości 4 lutego.

Tymczasem dziś pojawiły się informacje, że kandydatem na drugiego wiceministra sprawiedliwości jest związany z PSL Tadeusz Nalewajk, który od grudnia 2007 do grudnia ub.r. był wiceministrem MSWiA. Prezes PiS prawdopodobnie mówił o nim. Nalewajk nie został jednak jeszcze powołany na to stanowisko.

W 2008 r. Nalewajk podał się do dymisji, składając wniosek o autolustrację. Sąd Okręgowy uznał, że złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne i nie był tajnym współpracownikiem służb specjalnych PRL.

Pomyłka prezesa chce teraz wykorzystać PO. Według Kwiatkowskiego, zachowanie i wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, "to szczyt awanturnictwa i kłamstwa". "Oczekuję sprostowania tych nieprawdziwych informacji i przeprosin" - oświadczył Kwiatkowski.

Zdaniem szefa klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego, wypowiedź Kaczyńskiego była skandaliczna i haniebna. Poinformowany przez dziennikarzy, że Kaczyńskiemu chodziło o osobę Nalewajka, a nie Kwiatkowskiego powiedział: "Prezes PiS mówił wyraźnie o nominacji na wiceministra, a jedynym nominowanym jest Krzysztof Kwiatkowski. Nie ma o czym mówić".

Chlebowski poinformował też, że jeszcze w czwartek klub PO złoży do Komisji Etyki Poselskiej wniosek o ukaranie Kaczyńskiego za jego wypowiedź.

Tymczasem, zdaniem Jana Dziedziczaka, sekretarza prasowego prezesa PiS, "PO (...) chce wywołać sztuczną awanturę"."Dla każdego obserwatora sceny politycznej jest to oczywiste" - mówił. "Chodziło o pana Nalewajka, który - co chcemy doprecyzować - był wcześniej podejrzewany o współpracę ze służbami" - dodał Dziedziczak.

Również Jacek Kurski podkreśla, że prezesowi PiS nie chodziło o Kwiatkowskiego. "Nie rozumiem w czym problem. Skoro PO zapowiada, że powoła pana Nalewajka, to chyba chodzi o pana Nalewajka" - powiedział dziennikarzom polityk PiS.

Jego zdaniem, potrzeba bardzo dużo złej woli, żeby odnosić słowa Kaczyńskiego do - jak to określił - Bogu ducha winnego - wiceministra Kwiatkowskiego.