"Polacy dziś czytają o czarnych dniach złotówki i pytają, czy nie nadszedł czas na jej obronę? - zapytał Konrad Piasecki w Kontrwywiadzie RMF FM prezydenckiego doradcę Ryszarda Bugaja.

"Ale myśli pan, że mamy armaty?" - odpowiedział Bugaj. "Ja bym jednak tego nie ruszał. Mamy płynny kurs i myślę sobie, że powinniśmy poczekać troszeczkę, mieć silne nerwy. Takie wahania krótkookresowe z punktu widzenia tych ludzi, którzy mają kredyty, są przykre, ale nie stanowią jeszcze dramatu.(...) Nie sądzę, żebyśmy sięgnęli jednak 5 złotych (za euro). Te rynki musiałyby oszaleć, bo nie ma w tzw. fundamentach powodów, żeby doszło do takich rzeczy."

Bugaj dodaje, że jedna z zasad jest absolutnie żelazna - o interwencji państwa na rynku walutowym nigdy nie mówi się z wyprzedzeniem - żeby spekulanci nie mieli luksusowej sytuacji.

Zdaniem Bugaja cięcia nie są najlepszym sposobem na kryzys, ponieważ polskiej gospodarce potrzebny jest teraz wzrost popytu, czyli rządowe inwestycje. Doradca nie jest zachwycony także tym, co robi minister finansów. Mówi nawet, że o wiele więcej o ekonomicznych realiich wiedział... Leszek Balcerowicz.

Bugaj chwali natomiast pomysł antykryzysowego porozumienia PO i PiS: "Tak, myślę, że to jest w tej chwili Polsce potrzebne. Nigdy nie byłem fanem wspólnego rządu PiS-u z PO. Natomiast jak oni się tak bezustannie leją w każdej sprawie, to nam szkodzi."

Jego zdaniem PO-PiS powinien podjąć kroki, które umożliwią wprowadzenie euro. "Kompromis powinien polegać na tym, że z jednej strony PiS się godzi na zmianę konstytucji już, bez referendum, a z drugiej strony Platforma deklaruje, że nie zrobi tego(wprowadzi euro) przed 2015 rokiem, bo trzeba poczekać, aż te rynki finansowe się trochę uspokoją."