Dziennik Gazeta Prawana logo

"Spekulanci wypompują 50 mld dolarów"

18 lutego 2009, 15:47
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
"Spekulanci wypompują 50 mld dolarów"
Inne
Rząd, stając w obronie złotego, podjął bardzo ryzykowną grę, która może doprowadzić nasz kraj do bankructwa. Fundusze spekulacyjne ostrzą sobie zęby na nasze rezerwy dewizowe. Ile jest do wzięcia? Ok. 50 miliardów dolarow - mówią DZIENIKOWI ekonomiści i dodają, że fundusze tylko czekają na błąd rządu.


Jeśli rzeczywiście jesteśmy w trakcie ataku funduszy spekulacyjnych, jest wielce prawdopodobne, że stracimy te pieniądze. Porównując środki, które mają fundusze i którymi dysponuje nasz rząd, to dysproporcja jest olbrzymia. Kilkanaście lat temu ani rządy Wielkiej Brytanii, ani Szwecji, nie były w stanie obronić się przed takimi atakiem. Zresztą najnowszy przykład Rosji pokazuje to samo. Każdy taki fundusz ma kilka miliardów euro, które są zaangażowane w operację i kilkadziesiąt następnych, żeby nimi straszyć. Ale to tylko jeden fundusz, a one działają w stadzie.
: Premier Władimir Putin przy rezerwie 600 miliardów dolarów i wydaniu ponad 200 miliardów osiągnął to, że kurs rubla dalej spadał. Czy naprawdę, w takiej sytuacji, polski rząd myśli, że przy swoich skromnych środkach może konkurować z funduszami spekulacyjnymi?

>>> Do czego można się posunąć w obronie złotego – pisze Marcin Piasecki


AS: Taki krok rządu będzie tylko zachętą dla funduszy do dalszej aktywności.
IJ: Skromne zasoby są wyprzedawane, czemu towarzyszy chwilowy i nikłym spadek wartości euro. Pieniądze kupują spekulanci, a potem złotówka znowu traci na wartości, a oni zarabiają na różnicy kursów. Dodatkowo czerpią zyski z zaciągniętych wcześniej pożyczek. Gra nie toczy się oczywiście o złotówki. One są tylko wehikułem. Gra idzie o rezerwy dewizowe. O dolary i euro. To co trzyma rząd i to co ma Narodowy Bank Polski.


IJ: Podobno George Soros zarobił na Wielkiej Brytanii w ciągu paru dni miliard dolarów. A ile zarobili inni? Jesteśmy krajem, który jest ciekawy dla spekulantów. Nasze rezerwy to ok. 50 mld dolarów. A w dodatku jesteśmy państwem relatywnie słabym, wobec którego łatwo stosować czarny PR. Jesteśmy rynkiem wschodzącym w części Europy, w której nie wiedzie się na przykład naszym sąsiadom. Z punktu widzenia spekulantów jesteśmy dobrym celem.


IJ: Fundusze grające na spekulacjach, czyli krótkich, ryzykownych i niosących dużą stopę zwrotu inwestycjach, którym często towarzyszą działania poprzedzające.


IJ: To jest jedna z możliwości. Ujawnienie skali opcji walutowych mogło być elementem, który spowodował, że fundusze się nami zainteresowały. Jeśli ich wartość rzeczywiście stanowi od kilku do kilkunastu miliardów złotych, to jest to wartość atrakcyjna dla takich graczy. A opcje mają to do siebie, że muszą być bezwzględnie realizowane. I być może jest jakaś gra na rynku wtórnym opcjami i prawami do opcji, szczególnie teraz, czyli w okresie terminów ich zapadalności - gdy następuje konieczności ich wykupienia. Spadek wartości złotego przynosi tu oczywisty zysk. Im złoty słabszy, tym większa premia dla wystawcy opcji lub tego, kto kupił do niej prawo.


IJ: Złożyć deklarację lub, co gorsze, podjąć działania polegające na obronie wartości waluty. Przykłady brytyjski, szwedzki i rosyjski zakończyły się klęską rządów.
AS: Oświadczenie, że broni się kursu jest zaproszeniem spekulantów do kraju, a wyznaczenie ceny jest już dla nich najlepszą sytuacją.


IJ: Jedyne co można robić, to pozwolić, żeby impet tych działań spekulacyjnych wygasł, bo on zawsze ma charakter krótkotrwały.
AS: Spekulacja ma sprowokować kraj do działania. Po to się ją robi. W przypadku ataku na Wielka Brytanie użyto nawet agencji PR, które przekonywały rząd do interwencji. To była spekulacja medialnie wspomagana. Ale to okazało się dopiero po latach. Niestety, w Polsce oświadczenie wicepremiera Waldemara Pawlaka i prezesa NBP Sławomira Skrzypka, że złotówka nie będzie broniona w specjalny sposób, zostało zdezawuowane przez premiera.


IJ: Takie działania widać raczej w mediach drukowanych i elektronicznych w krajach, z których pochodzą fundusze spekulacyjne. To teksty, na przykład o tym, że Ukraina jest niewypłacalna i przez bliskość geograficzną Polska jest również niewiarygodna. Taka teza może wynikać z ignorancji autora, ale być napisana na zamówienie i służyć osłabieniu wizerunku Polski.


IJ: Nie potrafię tego teraz zrobić. Być może w przyszłości. Teraz trzeba pytać o to analityków rynku, którzy na bieżąco śledzą sytuację. Może już to wiedzą.

Ireneusz Jabłoński i Andrzej Sadowski, ekonomiści z Centrum Adama Smitha

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj