Wiceprezes PJN Marek Migalski najpierw opisuje koncert Kultu w katowickim Spodku. - "Zaczęło się obiecująco – Kazik wydawał się postacią elektryzującą, skupiającą na sobie uwagę tysięcy młodych ludzi, którzy spijali słowa z jego ust. Ale nagle wszystko zaczęło się sypać – Kazik zniknął gdzieś na kilkanaście minut. (...) I kiedy lider Kultu wrócił wszystko się odmieniło – widać było, że jest coraz bardziej pijany" - pisze Migalski na swoim blogu w Salon24.

Europoseł relacjonuje, że Kazik zaczął pozdrawiać ludzi ze swojej obsługi, ściągnął koszulę, zataczał się. "Publiczność chyba to zauważyła, bo zaczęła się zajmować sobą – pogowała bez względu na to, co akurat było grane, doszło do kilku bójek pod sceną" - opisuje Migalski i dodaje, że to, co widział w Spodku, skojarzyło się z polską prawicą.

"Kiedy w 2005 roku stawała przed wyborcami, wszyscy obiecywali sobie bardzo dużo – wierzyliśmy, że oto nastał wreszcie czas zbudowania sprawiedliwej i nowoczesnej Rzeczy Pospolitej. Ale potem tak to się jakoś potoczyło, że partie prawicowe zajęły się sobą, publiczność była im coraz bardziej zbędna. Czasami zajmowała się bójkami, czasami fundowała sobie pogo. Ale pożytku już z tego wiele nie było. Liderzy obnażyli się i zobaczyliśmy tylko brzydkie ich cechy – tak, jak wczoraj kilka tysięcy fanów mogło zobaczyć zapuszczone ciało swego 50-letniego idola. Hasła były coraz bardziej fałszywe i wypowiadane z coraz większym trudem. Czasami rolę liderów przejmowały różnego rodzaju substytutywne zapiewajły. Zamiast ważnych tekstów, coraz częściej słyszeliśmy bełkot"  -pisze Migalski.

Dalej europoseł pisze o cynizmie polityków. Zauważa jednak, że w odróżnieniu od Kazika, który koncert zaczął od piosenki z tekstem „…sprzedaliśmy nasze piosenki handlarzom i prostytutkom”, posłowie zaczynali od hymnu państwowego i Bogurodzicy. "I wciąż przed nami udają, że chodzi im o coś więcej, niż czerpanie konkretnych zysków z bycia w polityce. Dlatego dedykuję im cytat z innego zespołu młodej młodości, ale nie mam nadziei, żeby się tym przejęli – „Hej, prorocy moi z gniewnych lat, obrastacie w tłuszcz, już was w swoje szpony dopadł szmal, zdrada płynie z ust.” - kończy swój wywód Migalski.