Najgorzej znów występować we własnej sprawie. Ale widzę, że moja sprawa nie jest tylko moją, bo ostro ujawniają się przy niej niebezpieczeństwa dla ogółu, a zwłaszcza dla demokracji. Mechanizm zawsze jest podobny: rzucić bezpodstawne oskarżenie, kilka razy powtórzyć i domagać się, żeby inni się tłumaczyli. Oczywiście najlepiej, gdy oskarżenie dotyczy agenturalności, bo wtedy najtrudniej udowodnić kłamstwa i oszczerstwa. Ale żeby nie było tylko o mojej sprawie, będzie o innej przypadłości naszej narodowej – programowym narzekaniu i oszpecaniu nawet najlepszych spraw - pisze w felietonie dla Wirtualnej Polski Lech Wałęsa.

Były prezydent nie ukrywa rozgoryczenia: Przechodziłem to już wiele razy. I to ja zawsze muszę wyjaśniać. Oskarżający nie muszą – oni swoje zrobili. Rzucili błotem i czekają. Znów taki mechanizm się ujawnił. Znów wierni słuchacze rozgłośni z Torunia i inni oskarżają. Nie mają dla nich znaczenia prawomocne wyroki sądów RP -  czytamy w felietonie Wałęsy.

Ostrze krytyki Wałęsa wymierza w stronę środowiska skupionego wokół Radia Maryja i TV Trwam: Zastanawiam się, jak długo można głosić oszczerstwa i snuć bezwstydnie kłamliwe domysły. Wygląda na to, że w nieskończoność, czemu dowodzi korporacja z Torunia. (...) Znany jest ten ośrodek z siania kłamstw i pomówień. Znany jest z zupełnie szczerej nienawiści, co szczególnie boli. Powód takiej postawy widzę jeden główny – utrzymanie słuchaczy i telewidzów, a raczej wyznawców, którzy łakną takiej taniej sensacji, bo już zdążyli się do niej przyzwyczaić, nawet jeśli przy pierwszym włączeniu radia wcale nie tego oczekiwali.

Były prezydent twierdzi, że w sprawach religijnych jest najwytrwalszym zwolennikiem i słuchaczem Radia Maryja, ale wykorzystywanie tej misji do innych celów - zdaniem Wałęsy - nie tylko osłabia misję, ale wręcz uderza w Kościół powszechny. Kiedy więc wreszcie przełożeni religijni zrobią porządek z tymi niegodnymi czynami i działaniami?  (...) Nie mogę milczeć, gdy zapraszani są do audycji ludzie wątpliwej wiarygodności, bezkarnie głoszący swoje teorie, żeby tylko istnieć. Działa to gorzej niż propaganda PRL. W tamtych czasach każdy rozsądny człowiek wiedział, jak daleko sfabrykowania jest słynna „rozmowa z bratem”. A ośrodek toruński taki esbecki materiał traktuje jako najlepszy dowód dla swoich teorii. Nieważne, że na wszystkie te kalumnie można natychmiast odpowiedzieć niezbitymi dowodami i pamięcią żyjących jeszcze świadków. Takie argumenty jednak nie trafiają na podatny grunt. Liczy się efekt polityczny, manipulacja, walka i nienawiść. Już chyba pozostaje mi się tylko modlić za rozgłośnię. I liczyć na cud odmiany - dodaje Wałęsa.