Rozmowy trwają, mimo że ludowcy zdecydowali się wczoraj dorzucić do nich cały katalog nowych spraw, np. kwestie dotyczące rynku pracy. Jednocześnie władze PSL upoważniły Waldemara Pawlaka do rozmów z PO nie tylko o kompromisie w sprawie emerytur, ale też w sprawie strategicznych kierunków działania koalicji do roku 2015.

Politycy PO liczą, że to rodzaj medialnego przygotowania dla zawarcia porozumienia. Z kolei prezydent Komorowski spotkał się z Januszem Palikotem i rozmawiał z nim właśnie na temat poparcia podwyższenia wieku emerytalnego. W tym czasie w kancelarii premiera Donald Tusk, Jacek Rostowski z jednej strony i Waldemar Pawlak oraz Władysław Kosiniak-Kamysz z drugiej rozmawiali o możliwym kompromisie.

Centralnym punktem rozmów są emerytury częściowe, które miałyby być rodzajem rekompensaty dla starszych osób mających kłopot ze znalezieniem pracy przed osiągnięciem wieku emerytalnego. Lider PSL zaczął wczoraj powoływać się na Niemcy, gdzie takie świadczenie wynosi 80 proc. należnej emerytury i można je pobierać od 63. roku życia. Dla PO to za dużo, politycy boją się, że osoby najsłabiej zarabiające zaczęłyby masowo przechodzić na taki rodzaj wcześniejszej emerytury. – Moim zdaniem to nie przywilej, ale konieczność.

Ludzie wiedzą, że lepiej utrzymać się z wyższej pensji niż z niższej emerytury – mówi Jolanta Fedak, była minister pracy. Rozwiązania koalicyjne budzą obawy zwolenników podniesienia wieku emerytalnego. Boją się, że kompromis w sprawie emerytur częściowych może podważyć sens wprowadzania reformy. Gdyby emerytura częściowa wynosiła 80 proc. należnej, zdecydowana większość wycofywałaby się z rynku pracy wcześniej, przed osiągnięciem wieku emerytalnego. To podważyłoby cały sens wprowadzanych zmian.

A skutkiem tego byłoby przekreślenie na co najmniej kilka lat faktycznych zmian w systemie emerytalnym, nie byłoby też pozytywnych efektów dla gospodarki. Jakiekolwiek rozwadnianie tej reformy, np. przez emerytury częściowe, spowoduje, że polska gospodarka będzie rozwijać się jeszcze wolniej - mówi Wiktor Wojciechowski, głowny ekonomista Invest Banku. Radzi też, by w tym przypadku nie wzorować się na niemieckich rozwiązaniach.