Premier Donald Tusk zapowiedział w poniedziałek refundację metody in vitro w ramach programu zdrowotnego resortu zdrowia. Program przewidziany jest na 3 lata; ma objąć 15 tysięcy par. Dalsze losy programu będą zależały od zapisów ustawy, która miałaby powstać w ciągu pierwszych trzech lat działania programu.

Nie jestem zachwycony tym rozwiązaniem, które pan premier i minister Arłukowicz, przedstawili. Chętnie bym powiedział, że to jest niezgodne z prawem, ale to jest zgodne z prawem. Taki program jest dopuszczalny, co nie zmienia faktu, że jesteśmy ostatnim państwem w Europie, w którym nie ma ustawy bioetycznej - powiedział Gowin w TVN24.

Uważam, że powinno być nas stać na uchwalenie ustawy, a jeżeli to jest niemożliwe, to powinniśmy ratyfikować konwencję bioetyczną - dodał Gowin.

Do połowy listopada wewnętrzny zespół PO ma przedstawić klubowi parlamentarnemu wyniki prac nad ustawą o in vitro. Kwestią sporną między partyjnymi liberałami a konserwatystami pozostają nadliczbowe zarodki. Część skrzydła konserwatywnego nie sprzeciwia się ich mrożeniu w ogóle, ale chce, aby wytwarzać możliwie mało zarodków. Jednak w klubie są też zdeklarowani przeciwnicy mrożenia zarodków.

W PO są dwa projekty dot. in vitro. Małgorzata Kidawa-Błońska proponuje, aby zarodki można było mrozić, ale nie niszczyć. Jej propozycja zakazuje natomiast selekcji zarodków i handlu nimi. Z kolei projekt Jarosława Gowina nie przewiduje mrożenia zarodków (proponuje, aby wytwarzać ich maksymalnie dwa, ale pod warunkiem, że oba miałyby być implantowane). Zwolennicy projektu Kidawy-Błońskiej zapewniają, że nie zrezygnują z mrożenia zarodków.

Niedawno pan premier mówił, że daje temu zespołowi czas do końca roku i to jest moim zdaniem wykonalne. Do końca roku spokojnie można przygotować taki projekt, który będzie łączył Platformę. Środowisko konserwatywne złożyło swoje propozycje. Czekamy na odpowiedź tego - umownie mówiąc - środowiska liberalnego - powiedział Gowin.