Stanowisko zaprezentował wiceminister Michał Królikowski. Sam minister Marek Biernacki stwierdził zaś wprost, że na szczęście nie doszło do wydania laptopa przez Sylwestra Latkowskiego. To, co działo się w redakcji tygodnika, porównał do interwencji straży miejskiej.

Lista zarzutów i zastrzeżeń

Resort sprawiedliwości zwraca uwagę, że działania prokuratury - żądanie wydania nośników z nagraniami, a później postanowienie o przeszukaniu redakcji - z punktu widzenia formalnego były dopuszczalne. Nie znaczy to jednak, że nie ma do postawy śledczych żadnych zarzutów. Zdaniem ministerstwa, zlekceważone zostały standardy postępowania procesowego z informacjami będącymi w posiadaniu dziennikarzy.

- Prokuratura zdecydowała się na podjęcie działań ingerujących w kluczowe dla tego porządku prawnego wartości chronione w art. 54 Konstytucji RP w sytuacji, gdy domniemane przestępstwo jest zagrożone jedynie karą dwóch lat pozbawienia wolności - czytamy w stanowisko resortu.

Resort dopatrzył się zarówno pewnych uchybień formalnoprawnych, jak i błędów z zakresu taktyki wykonania czynności procesowej. Jeden zarzutów mówi, że śledczy nie starali się w wystarczający sposób zadbać o zabezpieczenie informacji objętych tajemnicą dziennikarską. Skrytykowane zostało także użycie siły w sytuacji, kiedy nie było potrzeby pilnego zajęcia materiałów, a z racji na czas - wieczór tuż przed świętem - także możliwości uzgodnienia współdziałania z sądem.

Nie było również koordynacji działań policji i ABW, które - jak podkreśla resort - tylko wykonywały polecenia prokuratora. Prokurator nie miał również planu B na wypadek, gdyby redakcja tygodnika "Wprost" zasłoniła się tajemnicą dziennikarską.