Bronisław Komorowski stwierdził, że wpadki instytucji państwowych zdarzają się wszędzie. Podał jako przykład sytuację z USA, kiedy to 36 dni liczono głosy. - I nikt tam nie mówił o kryzysie państwa - mówił Komorowski.

Przyznał jednak, że PKW przy dobrych intencjach nie potrafiło sobie poradzić z organizacją wyborów i kryzysem. Prezydent dodał jednak, że członkowie PKW, którzy podali się do dymisji, to wybitni sędziowie.

- Został powołany nowy skład PKW. I nowa komisja przychodzi z jednym bardzo bolesnym doświadczeniem. Członkowie tej komisji powinni zasygnalizować, gdzie należy szukać rozwiązań pozytywnych, które mogą być wprowadzone przez samych członków, a nie nowelizację - powiedział Komorowski, komentując projekt PiS, dotyczący nowelizacji kodeksu wyborczego. 

Dodał też, że w Kancelarii Prezydenta trwają już prace nad projektem nowelizacji w kodeksie wyborczym.

- Trzeba mieć dowody, żeby potwierdzić, ze w całej Polsce sfałszowano wybory - komentował oskarżenia wysuwane przez Prawo i Sprawiedliwość.

 - To co mnie niepokoi w retoryce części opozycji, że nawet wyroki sadowe nie będą dla nich źródłem uspokojenia, co odczytałem: nie uwierzymy w wyroki sadowe. To następna fala kwestionowania państwowości polskiej - powiedział Komorowski.

- Urokiem wyborów samorządowych jest fakt, że każdy może powiedzieć "wygrałem". 

Wynik PSL nie zaskoczył jednak Komorowskiego, bo widział bardzo dużą pracę ludowców w terenie. - Dziś PSL zrobiło świetny wynik, bo pokazali nową jakość, jaką jest zgodna współpraca koalicyjna. Nie było tez konfliktu rząd-prezydent - mówił Komorowski.

Na pytanie czy prezydent tęskni za Donaldem Tuskiem w polskiej polityce, Komorowski stwierdził, że nie można tego sentymentami mierzyć. - To gigantyczny awans Polski i regionu - powiedział, dodając że nie tęskni do ostrego konfliktu między szefem PiS a szefem PO.