"Rz" pisze, że kiedy szefem był Donald Tusk, to nie pozwalał na taki harce, jednak premier Ewa Kopacz ma o wiele słabszą pozycję. I baronowie ułożyli pod siebie listy w regionach.

Przykłady?

Cezary Grabarczyk, szef PO w Łódzkiem wyciął Iwonę Śledzińską-Katarasińską, z którą walczy od lat i siebie umieścił na "jedynce". Z kolei szefowa PO w Lubuskiem i przyjaciółka Ewy Kopacz, Bożenna Bukiewicz usunęła troje posłów obecnej kadencji, a kolejnego "zesłała" do Senatu. Dla siebie zarezerwowała pozycję nr 1, a na "dwójce" umieściła przysłanego z Łodzi Stefana Niesiołowskiego - podaje "Rzeczpospolita".

Kidawa-Błońska zapewnia: Listy zaskoczą pozytywnie nie tylko PO, ale także Polaków

Marszałek Sejmu zapewniła w radiowej Jedynce, że pierwsze propozycje list wyborczych PO są jeszcze do zmiany. Na przedstawionych przez regionalne struktury listach znaleźli się na pierwszych miejscach politycy, których nazwiska pojawiają się m.in.przy okazji afery taśmowej. Nie ma za to, jak w przypadku województwa lubuskiego, posłów uznawanych za ekspertów.

Małgorzata Kidawa-Błońska zapewniła, że kolejna wersja list będzie lepsza. Przedstawi ją wkrótce zarząd krajowy PO. Wydaje mi się, że ta propozycja, która zostanie złożona, zaskoczy pozytywnie nie tylko Platformę, ale także Polaków - dodała.

Marszałek Sejmu nie określiła, skąd sama będzie startować. Małgorzata Kidawa-Błońska jeszcze w lipcu zapewniała, że będzie zabiegać o głosy w swoim rodzinnym okręgu - w Warszawie, ale tu o mandat ubiega się premier Ewa Kopacz. Przyznała, że na pewno łatwiej i prościej jest startować z regionu czy z miasta, z którego startowało się przez wiele lat, ale trzeba mierzyć się w innych obszarach.

Małgorzata Kidawa-Błońska zaznacza, że w układaniu list najważniejsze będzie dobro Platformy, a nie poszczególnych osób. Nie zawsze lider regionu musi być na pierwszym miejscu - zastrzegła.