Jak to się stało, że parlamentarzysta znalazł się na podłodze w korytarzu, bez przytomności? Taką fotografię opublikował "Super Express", sugerując, że może chodziło o "huczne i wysokoprocentowe świętowanie przed senackim posiedzeniem".

Słyszał pan kiedyś, żebym się zachlał, albo przewrócił gdzieś? Ja prawie nie piję, a poza tym mam - jak to mówią - mocną głowę - broni się senator Bogdan Pęk w rozmowie z dziennikarzem wPolityce.pl. - Przypuszczam, że to stało się na tle cukrzycowym. Po prostu zemdlałem. Szedłem z kilkoma kolegami, parę minut wcześniej rozmawiając z nimi normalnie. Rozstaliśmy się praktycznie w windzie. Rano obudziłem się w łóżku - przedstawia swoją wersję wydarzeń polityk Prawa i Sprawiedliwości.

Nie kryje jednak rozgoryczenia decyzją, jaką po publikacji "Super Expressu" ogłosiła rzeczniczka PiS Elżbieta Witek. Stwierdziła, że senator stracił miejsce na partyjnych listach w najbliższych wyborach. - Zdjęcie jest kompromitujące. Nie będziemy udawać, że widzimy na zdjęciu coś innego niż wszyscy - skomentowała. - Możliwość udzielania wyjaśnień każdemu człowiekowi się należy - odpowiada na to Bogdan Pęk. - Nie wolno na podstawie jednego donosu, który może być w jakiś sposób spreparowany lub sztucznie wywołany, przekreślać całego życia człowieka - dodaje.

Senator zapewnia, że zrobi sobie kompleksowe badania. - Jakby się okazało, że rozwinęła się u mnie cukrzyca drugiego rodzaju, to wtedy jest dramat - stwierdza parlamentarzysta.