Ministrowie spraw wewnętrznych i administracji oraz sprawiedliwości przedstawili informację rządu ws. śmierci w 2016 r. na wrocławskim komisariacie 25-letniego Igora Stachowiaka.

Nagrania z kamer w początkowej fazie postępowania były nieczytelne; dopiero praca biegłych pozwoliła na dokładny ich odczyt - powiedział szef resortu sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Gdyby nie skrupulatność i rzetelność prokuratury, nie byłoby dzisiejszej debaty, bo nie byłoby z całą pewnością tego drastycznego nagrania, którego obraz każdego człowieka wrażliwego porusza i wymaga zasadniczej, twardej reakcji prawno-karnej, nie byłoby to nagranie ujawnione przez media - mówił Ziobro w środę w Sejmie. Podkreślił, że prokuratura dochowała wysokiej staranności związanej z badaniem wszystkich okoliczności tej sprawy.

Jak dodał, w organizmie zmarłego ujawniono obecność m.in. amfetaminy, która powoduje euforię, zwiększa ciśnienie krwi i zmniejsza odporność na ból. - Zażyciem tych środków można tłumaczyć odporność zatrzymanego na ból, gdy w momencie zatrzymania szamotał się z policjantami, i też jego zachowanie - powiedział minister sprawiedliwości.

Podkreślił, że policjanci nie podjęli interwencji wobec przypadkowej osoby - jak przedstawiają to media.

Jak mówił stawianie zarzutów ewentualnym podejrzanym, to jedna z ostatnich czynności w śledztwie. - Zarzuty są stawiane na końcu postępowania, gdy prokuratura zbierze wszystkie możliwie dowody, które pozwolą w pełni ocenić i zakwalifikować zachowanie, jako przestępcze - podkreślił Ziobro.

Ziobro poinformował, że druga sekcja zwłok mężczyzny nie wykazała złamań, zwichnięć, a wyłącznie sińce, obtarcia naskórka i drobne wybroczyny, które - jak mówił - mogły powstać podczas szarpaniny lub upadku mężczyzny. - Biegli uznali, że badania nie dają podstaw do jednoznacznego ustalenia bezpośredniej przyczyny śmierci - powiedział minister.

Minister dodał, że na rynku we Wrocławiu i w komisariacie przeprowadzono eksperyment śledczy mający odtworzyć przebieg zdarzeń podczas zatrzymania Igora Stachowiaka. - Biegły stwierdził, że jakkolwiek doszło do pewnych nieprawidłowości, które wytknął działaniu policjantów, to nie ma powodów do przyjęcia, że zastosowane wobec zatrzymanego środki przymusu spowodowały jego zgon - powiedział Ziobro.

Jak zauważył, w kolejnej opinii, którą prokuratura otrzymała pod koniec marca, biegli stwierdzili "z dużym prawdopodobieństwem", że Stachowiak zmarł z powodu niewydolności krążeniowo-oddechowej po zażyciu środków psychoaktywnych.

Do śmierci nie przyczyniły się, ani zastosowane przez policjantów chwyty obezwładniające, ani użycie paralizatora - oświadczył Ziobro.

"Rząd nie ucieka od odpowiedzialności"

Nie ulega wątpliwości, że te wydarzenia bulwersują, ubolewam że do nich doszło - powiedział Mariusz Błaszczak.

W ubiegłym roku natychmiast po otrzymaniu informacji o zdarzeniu we Wrocławiu zażądałem zdecydowanych, transparentnych działań oraz wyciągnięcia konsekwencji w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości - podkreślił minister.

Nasz rząd w przeciwieństwie do poprzedników, rządu koalicji PO-PSL nie ucieka od odpowiedzialności - dodał szef MSWiA.

"Zaprzeczam, że miałem dostęp do materiału filmowego z paralizatora"

W celu uniknięcia zarzutu o stronniczość na mój wniosek sprawę badają śledczy z Poznania a nie z Wrocławia. Chcę zaprzeczyć, że jako minister spraw wewnętrznych i administracji miałem dostęp do materiału filmowego zarejestrowanego przez kamerę z paralizatora będącego na wyposażeniu policjantów - podkreślił Błaszczak. Dodał, że wszystkie materiały dotyczące tej sprawy zostały przekazane do prokuratury.

Jak powiedział po upublicznieniu materiałów przez media nagrań pokazujących zachowanie policjantów wobec Igora Stachowiak natychmiast powołał i skierował do Wrocławia specjalny zespół kontrolny. - Poleciłem Komendantowi Głównemu Policji wdrożenie procedury zwolnienia, który w brutalny sposób raził paralizatorem Igora Stachowiaka - dodał.

Poinformował, że odwołała Komendanta Wojewódzkiego dolnośląskiej policji, stanowisko stracili także zastępca komendanta wojewódzkiego policji ds. prewencji i komendant komendy miejskiej i jego zastępca. - Oficerowie ci nie wykonali poleceń przełożonych wydanych po przeprowadzeniu pierwszej kontroli, to spowodowało utratę mojego zaufania do funkcjonariuszy - mówił.

Podkreśli, że nowo powołany nadinspektor Tomasz Trawiński dotychczasowy komendant wojewódzki w Poznaniu, które został komendantem wojewódzkim we Wrocławiu ma zadania "doprowadzić do końca rozliczenie osób odpowiedzialnych za zaistniałą sytuację.

Nie będę tolerował braku nadzoru przełożonych, cichego przyzwolenia na takie zachowania czy prób ich tuszowania - podkreślił minister. Zaznaczył, że we Wrocławiu doszło do sytuacji, która "nie miała prawa się zdarzyć".

Błaszczak do PO: My wyciągamy konsekwencje, wy zamiataliście sprawy pod dywan

Minister przedstawiając informację rządu ws. śmierci w 2016 r. na wrocławskim komisariacie 25-letniego Igora Stachowiaka przekonywał, że w czasie rządów PO-PSL zdarzały się liczne nieprawidłowości i patologie w działaniu policji, a sprawy te były wyciszane.

Mamy świadomość tego, że w tak dużej formacji mogą zdarzyć się patologiczne sytuacje. Różnica pomiędzy działaniem rządu PiS a waszym rządem jest taka, że my wyciągamy konsekwencje wobec winnych, patologię nazywamy po imieniu i na nią skutecznie reagujemy. Zaś symbolem waszych rządów, jest nie tylko wspomniany wcześniej widelec, ale i wielka miotła, którą przez ostatnie osiem lat zamiataliście wszystkie trudne sprawy pod dywan - powiedział Błaszczak w Sejmie.

Odpowiedziały mu okrzyki z ław opozycji: "do dymisji".

"Gdy Schetyna był szefem MSWiA znęcano się nad zatrzymanym"

Gdy Grzegorz Schetyna był szefem MSWiA aresztowano na podstawie wydumanych zarzutów 752 osoby; nad wieloma znęcano się potem na komisariatach by wymusić fałszywe zeznania - mówił szef MSWiA Mariusz Błaszczak, nawiązując do tzw. akcji widelec w 2008 r.

Pan za tę akcję gratulował policji, pękał pan z dumy. Aresztowano wówczas na podstawie wydumanych zarzutów 752 osoby. Nad wieloma potem znęcano się potem na komisariatach by wymusić fałszywe zeznania - powiedział w Sejmie Błaszczak.

Postępowania wyjaśniające trwały tak długo, że zarzuty wobec policjantów winnych nadużyć przedawniły się. Wstyd panie Schetyna. Nigdy nie zmierzył się pan z tą sprawą (...) Nigdy nie wytłumaczył się pan z koszmaru jaki zafundował pan niewinnym ludziom - dodał szef MSWiA, zwracając się do lidera PO.

Mianem "akcji widelec" media określały zdarzenia po meczu Legii Warszawa z Polonią Warszawa z 2008 r. gdy policja zatrzymała dużą grupę kibiców Legii, którzy kierowali się na stadion klubu Polonii. Według ówczesnych deklaracji akcja miała zapobiec zdemolowaniu miasta po derbowym meczu. Medialna nazwa akcji wzięła się z tego, że jedynym niebezpiecznym narzędziem zabezpieczonym wtedy przez funkcjonariuszy był widelec. Zatrzymano ponad 750 osób. Większości - bo 688 zatrzymanych - przedstawiano zarzuty dotyczące czynów chuligańskich.

W Sejmie trwa informacja rządu w sprawie śmierci w 2016 r. we wrocławskim komisariacie 25-letniego Igora Stachowiaka. Przedstawią ją ministrowie: sprawiedliwości oraz administracji i spraw wewnętrznych. Debacie przysłuchuje się premier Beata Szydło.

Wniosek o informację złożył rząd, a także kluby: PO i Nowoczesna.

Platforma chce ponadto powołania sejmowej komisji śledczej, która miałaby wyjaśnić okoliczności śmierci mężczyzny, a także odwołania odpowiedzialnego za policję wiceszefa MSWiA Jarosława Zielińskiego.

25-letni Igor Stachowiak został zatrzymany w maju 2016 r. na wrocławskim rynku; policja poszukiwała go za oszustwa. Według funkcjonariuszy, mężczyzna był agresywny i dlatego musieli użyć paralizatora. Po przewiezieniu na komisariat stracił przytomność i pomimo reanimacji zmarł. Według pierwszej opinii lekarza, przyczyną śmierci była ostra niewydolność krążeniowo-oddechowa.

Sprawa wróciła w sobotę, gdy stacja TVN wyemitowała drastyczne materiały zarejestrowane na wrocławskim komisariacie tuż przed śmiercią mężczyzny. W materiale widać, że wobec Stachowiaka kilkakrotnie użyto paralizatora.

Sprawę śmierci mężczyzny od roku bada poznańska Prokuratura Okręgowa. Śledczy nie wykluczają zarzutów znęcania się nad pozbawionym wolności dla policjantów.

W związku z wydarzeniami sprzed roku, szef MSWiA odwołał w poniedziałek komendanta dolnośląskiej policji, jego zastępcę ds. prewencji oraz komendant miejskiego we Wrocławiu. W niedzielę z kolei rzecznik KG insp. Mariusz Ciarka informował, że trwa procedura zwolnienia policjanta, który użył na komisariacie paralizatora wobec Stachowiaka.