Czy spodziewał się Pan takiego stanowiska Fransa Timmermansa? Jakie wrażenie robi na Panu dzisiejsza inicjatywa komisarza?
Szczerze mówiąc przygnębiające. Spodziewałem się bardziej wyważonej reakcji. Bardziej koncyliacyjnego podejścia. Obserwowaliśmy bardzo konfrontacyjne sformułowania, niedopuszczające dyskusji. Najważniejszy problem polega - moim zdaniem - na tym, że to wszystko już przestaje być walką o jakieś zasady czy prawo UE, a staje się elementem politycznej krucjaty KE i pana Timmermansa przeciwko rządom Prawa i Sprawiedliwości. I to wystąpienie Timmermansa mnie w tym utwierdza.

Czy w tej kwestii o której Pan mówi, rząd polski, polscy politycy obecni w strukturach UE mogą coś zrobić dla poprawy sytuacji?
Problem polega na tym, że obecne polskie lobby funkcjonujące w Brukseli jest powiązane bardzo ściśle z Platformą Obywatelską. Szef Rady Europejskiej, polski komisarz itd. Dziwię się Prawu i Sprawiedliwości, że dopuszcza żeby Elżbieta Bieńkowska była komisarzem w Komisji Europejskiej. To oczywiście nie jest prosta sprawa, ale istnieje procedura odwołania jej z tego stanowiska. Jestem przekonany, że gdyby polski komisarz przedstawiał na forum KE argumenty polskiego rządu, to pewnie te decyzje byłyby inne albo przynajmniej nie tak agresywne jak choćby dzisiejsze wystąpienie Timmermansa. A tak, w zasadzie polski rząd nie ma jakiegokolwiek reprezentanta w Brukseli, który przedstawiałby stanowisko polskiego rządu.

Czy to oznacza, że nie ma dzisiaj takiego kanału komunikacji, którym polski rząd mógłby się posługiwać w kontaktach z KE aby prezentować rzetelne informacje?

Teoretycznie są kanały dyplomatyczne, ale jak widać nie robią one na KE większego wrażenia. W moim przekonaniu największym błędem jest utrzymywanie pani Bieńkowskiej na stanowisku komisarza KE. Zdaję sobie sprawę, że próba odwołania jej wywołałaby prawdopodobnie jeszcze większy opór ze strony Komisji Europejskiej, kolejną awanturę w relacjach z Unią, ale gdyby to się udało zrealizować, to przynajmniej dałoby nam możliwość prezentacji interesów czy choćby rzetelnego zdania polskiego rządu wewnątrz KE.

Komisarz Timmermans zapowiedział, że w przypadku odwołania sędziów SN lub przeniesienia ich w stan spoczynku, KE jest gotowa uruchomić art. 7 traktatu unijnego. Czy możemy to odbierać jako klasyczną próbę szantażu?
Powiem więcej, to świadczy o oderwaniu Fransa Timmermansa od informacji, które powinny do niego docierać z Polski. Widocznie Timmermans nie ma zielonego pojęcia, co zrobił dwa dni temu prezydent RP. Prezydent Andrzej Duda właśnie o tym mówił, że odwoływanie sędziów jest tym działaniem, które nie powinno mieć miejsca. Innymi słowy, powiedział, że w jego projektach tego nie będzie, to się nie stanie. Więc skoro nie będzie tego w projekcie, to jak Timmermans może mówić, że wobec tego uruchomi sankcje? To jakiś absurd.

Czy wobec tego groźby o uruchomieniu art. 7 są realne czy to tylko indywidualna krucjata komisarza Timmermansa w stosunku do Polski?

Mam wrażenie, że Frans Timmermans został postawiony trochę pod ścianą przez to polskie lobby funkcjonujące w Brukseli. Bo zwróćmy uwagę, że kiedy po raz pierwszy przyjechał do Polski, to jego wypowiedzi w trakcie tego pobytu były bardzo koncyliacyjne. A kiedy tylko wrócił do Brukseli to następnego dnia miał już całkowicie inne zdanie. Pamiętajmy o tym, że to jest przedstawiciel holenderskiej partii socjalistycznej czyli programowo przeciwstawnej temu, co sobą reprezentuje Prawo i Sprawiedliwość. Stąd też ta jego osobista krucjata, która nawiasem mówiąc nie ma szans na realizację. Bo żeby jego "marzenie" się spełniło nie wystarcza sama decyzja Komisji. Tu musi się na to zgodzić 4/5 państw, które uznają że w Polsce doszło do naruszenia praworządności oraz musi być jednomyślność przy nakładaniu ewentualnych sankcji. A przecież wiele krajów już zapowiedziało, że nawet nie poprze tego pierwszego wniosku, ponieważ w ich uznaniu takie procedury stanowią naruszenie przepisów traktatowych.

Procedura, którą chce uruchomić Timmermans nie jest ujęta w traktacie unijnym. I część państw już zapowiedziało, że tego po prostu nie poprze aby w sposób pozatraktatowy nie zwiększać kompetencji KE.