Nowy system wart blisko 5 mln zł nie działa, więc zdecydowano, że wrócą urządzenia z kolorowymi przyciskami i malutkimi zielonymi ekranikami.

– Testy nowego systemu rozpoczęły się w sierpniu. Z uwagi na wysokie wymagania technologiczne oraz najwyższe standardy bezpieczeństwa wymagane przy tego typu projektach w porozumieniu z Kancelarią Sejmu zdecydowaliśmy się wydłużyć fazę testów. Decyzja o uruchomieniu nowego systemu zostanie podjęta po zakończeniu rozszerzonego procesu testowania – mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Ewa Balicka-Sawiak z Asseco Data Systems.

Jak przyznaje nieoficjalnie jeden z informatyków znający projekt "pojawiały się proste błędy w weryfikacji poprawności głosów, co całkowicie wypaczało ich wynik". – Całe szczęście, że zostało stare okablowanie i można uruchomić poprzedni system – dodaje.

– Mieliśmy już do czynienia z przestępstwem na sali obrad, czyli głosowaniem na dwie pary rąk przez sympatyzującą z PiS posłankę Małgorzatę Zwiercan, a potem z ręcznie liczonymi głosami w Sali Kolumnowej. Podczas głosowań będziemy siedzieć więc jak na szpilkach – ocenia poseł PO Krzysztof Brejza. 

Dotychczasowe maszynki do głosowania zostały zainstalowane w 2001 roku i kilkakrotnie odmawiały już posłuszeństwa. W 2008 roku przyczyną usterki był rok przestępny, a w 2011 roku – burza nad Warszawą. Jednak problemy zdarzały się również później. Przykładowo w dniu rozpoczęcia kryzysu parlamentarnego 16 grudnia 2016 roku, gdy marszałek Marek Kuchciński wykluczył posła PO Michała Szczerbę, część polityków skarżyła się na niedziałające urządzenia, co pogłębiło chaos. Źródło: Rzeczpospolita