Szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacek Sasin odniósł się w ten sposób w rozmowie z portalem wPolityce.pl do zmiany nazwy alei Lecha Kaczyńskiego na Trasę Łazienkowską.

Zgodnie z tzw. ustawą dekomunizacyjną, samorządy miały czas do 2 września 2017 r. na zmianę nazw propagujących komunizm.

Pod koniec sierpnia ub. roku rada Warszawy, z inicjatywy PO, zdecydowała, że nowych patronów będzie miało sześć ulic. Zmieniono jednak same imiona, nazwiska pozostały bez zmian. I tak np. Józefa Ciszewskiego zastąpił komentator sportowy Jan Ciszewski, a Juliana Bruna filozof Giordano Bruno. PO przekonywała, że większym zmianom sprzeciwiali się mieszkańcy.

Następnie wojewoda mazowiecki Zdzisław Sipiera (PiS) na drodze zarządzenia zastępczego zdecydował o zmianie nazw kilkudziesięciu ulic, w tym al. Armii Ludowej, której została zmieniona na ul. Lecha Kaczyńskiego. Posłowie PO wyszli jednak z inicjatywą odejścia od tej nazwy i zaproponowali zmianę nazwy na Trasę Łazienkowską. W ubiegłym tygodniu, 11 stycznia, Rada Warszawy, głosami PO, przychyliła się do tej propozycji.

Zdaniem Jacka Sasina Rada Warszawy w ten sposób złamała prawo. Szef KS RM podkreślił w portalu wPolityce.pl, że "prawo jest w tej sprawie bardzo jednoznaczne".

- Aby zmienić nazwę ulicy, która została poddana "dekomunizacji", potrzebna jest jednolita opinia prezesa Instytutu Pamięci Narodowej i wojewody - podkreślił. Jak dodał, "gdyby Rada Warszawy chciała podjąć taką decyzję, najpierw musiałaby poprosić o opinię i dopiero potem zmienić nazwę". Zaznaczył jednocześnie, że Rada Warszawy tego nie zrobiła, w związku z czym jej decyzja nie obowiązuje.

Sasin przypomniał, że "7 stycznia weszła w życie ustawa określająca zasady dekomunizacji ulic, która o tym zdecydowała". - Rada Warszawy miała możliwość zmienić nazwę ulicy zgodnie z własnym uznaniem, ale nie skorzystała z tego prawa i wyręczyć ją musiał wojewoda mazowiecki - zauważył.

"Zmiana (nazwy) musi być poprzedzona jednolitą opinią szefa IPN i wojewody; rada podjęła decyzję już pod rygorem tego prawa" - zaznaczył Sasin. Jak dodał chodzi o to, by "była w tym jakaś trwałość". "Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której do zmian nazw ulic dochodzi co kilka tygodni; to absurd wynikający z ideologicznej walki opozycyjnie nastawionych samorządów" - podkreślił szef Komitetu Stałego RM.

Pytany, kto ma teraz obowiązek zmienić tabliczki z nazwami ulic, Sasin powiedział, że to należy do obowiązków samorządów w danej gminie. W Warszawie "to wojewoda ma obowiązek wykonać tę pracę za samorząd i obciążyć ten samorząd kosztami" - powiedział polityk. - Warszawski samorząd popisał się wyjątkowo złą wolą odmawiając, podporządkowania się obowiązującemu prawu - podkreślił.

Sejm uchwalił nowelizację tzw. ustawy dekomunizacyjnej 14 grudnia 2017 r., weszła ona w życie 7 stycznia. Przewiduje m.in. konieczność wyrażenia zgody przez IPN i wojewodę na ponowną zmianę nazw zdekomunizowanych ulic czy placów oraz skrócenie czasu - do końca marca 2018 r. - na usunięcie pomników upamiętniających komunizm lub inny ustrój totalitarny.