Jak wyjaśnił, Żaryn negatywna opinia - przygotowana przez Departament Kontrwywiadu ABW - związana jest m.in. z "poważnymi wątpliwościami" dotyczącymi finansowania kierowanej przez Kozłowską Fundacji Otwarty Dialog, które "mogą mieć dalsze skutki prawne".

Z uwagi na ograniczenia ustawowe, a także trwającą kontrolę skarbową, obecnie szczegółowe informacje w tej sprawie nie mogą zostać przekazane opinii publicznej - dodał rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych.

Portal Onet podał w ubiegłym tygodniu, że szefowa Fundacji Otwarty Dialog Ludmiła Kozłowska została wydalona z Polski i UE. Według portalu, Kozłowska wieczorem w ubiegły poniedziałek przyleciała do Brukseli, gdzie fundacja ma swoje biuro. Na lotnisku po sprawdzeniu paszportu okazało się, że nie może przekroczyć granicy - została wpisana na listę osób do wydalenia ze strefy Schengen.

Według portalu, Kozłowska została wpisana przez MSWiA do Systemu Informacyjnego Schengen (SIS), który pozwala na sprawdzanie osób przekraczających granicę strefy Schengen; kobieta została oznaczona najwyższym alertem.

Według nieoficjalnych informacji PAP - uzyskanych ze źródeł rządowych - to nie MSWiA, a Urząd do Spraw Cudzoziemców wpisał Kozłowską do Systemu Informacyjnego Schengen (SIS). Stało się tak na wniosek "organu uprawnionego"; powodem były względy bezpieczeństwa państwa.

Po zatrzymaniu Kozłowskiej na lotnisku, belgijskie MSW miało zapytać polskie ministerstwo, czy podtrzymuje swoje stanowisko wobec Kozłowskiej. Polska - jak podaje portal - potwierdziła, a kobietę po południu we wtorek wydalono samolotem na Ukrainę - do Kijowa. Kobieta wcześniej wystąpiła w Polsce o zezwolenie na pobyt rezydenta długoterminowego Unii Europejskiej, ponieważ od ponad 10 lat mieszka i pracuje w kraju, a mąż jest Polakiem - podał portal.

Objęcie Kozłowskiej zakazem wjazdu do Polski UE ona sama i jej mąż Bartosz Kramek uważają za przejaw represji ze strony polskich władz za działania Kramka w obronie wolnych sądów.

Odnosząc się do komunikatu Żaryna w jej sprawie, Kozłowska napisała w poniedziałek na Twitterze, że przez lata żaden urząd nie miał wątpliwości do finansowania Fundacji Otwarty Dialog, a wszystkie jej sprawozdania są transparentne i publiczne. Nagle ABW po naszym udziale (...) w protestach w obronie rządów prawa robi utajniony raport. Dlaczego utajniony? Bo brak dowodów - oceniła.

Jak dodała, "(Mariusz) Kamiński osobiście mści się" na Bartoszu Kramku "za apel do Sądu Najwyższego". "(Kamiński) cały czas zmienia taktykę ataku: najpierw przymusowy zarząd przez MSZ, kontrola, pomówienia, akredytacja w PE, rzekoma agenturalność - nie zadziałało. Teraz finansowanie" - napisała Kozłowska.

Także Kramek - zasiadający w Radzie Fundacji Otwarty Dialog - uznał, że deportacja jego żony w rzeczywistości była wymierzona w niego. Mamy do czynienia z działaniem odwetowym za moją działalność publiczną - ocenił w rozmowie z Onetem.

Podczas protestów w lipcu ub.r. przeciwko procedowanej wówczas przez parlament ustawie o Sądzie Najwyższym oraz dwóm uchwalonym wcześniej nowelizacjom dotyczącym Krajowej Rady Sądownictwa i ustroju sądów powszechnych, Kramek opublikował na Facebooku wpis zatytułowany "Niech państwo stanie: wyłączmy rząd!". Zawiera on listę 16 propozycji działań, mających - według autora - na celu powstrzymanie "zamachu PiS na rządy prawa w Polsce", inspirowanych m.in. jego doświadczeniami z ukraińskiego Euromajdanu.

Warto rozważyć otwartą i zakrojoną szeroko akcję czasowego powstrzymania się od płacenia podatków i innych należności na rzecz skarbu państwa pod hasłem np. Nie płacę na PiS. Oczywiście można i należy to przemyśleć w szczegółach. Pamiętajmy, że chodzi o presję - zmuszenie rządu do opamiętania, bądź jego pokojową zmianę - napisał w jednej z propozycji aktywista. Apel Kramka został następnie udostępniony także na profilu Fundacji Otwarty Dialog.

Jak wynika z korespondencji przekazanej PAP przez Fundację, resort spraw zagranicznych wezwał Fundację do usunięcia w terminie trzech dni od otrzymania pisma ze stron internetowych, profili na portalach społecznościowych oraz innych publicznych witryn internetowych zarządzanych, należących albo prowadzonych przez Fundację, czy ją wspierających, informacji nawołujących do podejmowania nielegalnych działań, w tym skierowanych pod adresem władz państwowych.

W odpowiedzi Kramek podkreślił, że fundacja "nie prowadzi aktywnej działalności i jako taka nie posiada stron internetowych ani profili w mediach społecznościowych". "W związku z tym usunięciu żądanych treści nie jest możliwe" - zaznaczył.

Do celów statutowych, powstałej w 2009 r. Fundacji Otwarty Dialog, należą obrona praw człowieka, demokracji i praworządności na obszarze postradzieckim, w tym zwłaszcza w Kazachstanie, Rosji i Ukrainie. W latach 2013-14 prowadziła m.in. "obserwacyjną misję poparcia" podczas fali protestów na kijowskim Majdanie. Fundacja posiada swoje stałe przedstawicielstwa w Warszawie, Kijowie i Brukseli.

Sprawę skomentował także Marcin Horała.

Jeżeli ktoś przychodzi do nas do domu w gości i zaczyna nam przestawiać meble i właściwie nas wyrzucać z naszego domu to mamy prawo takiego gościa wyprosić – powiedział w programie "Woronicza 17" w TVP Info.

Jego zdaniem działalność fundacji Otwarty Dialog "nie jest jak działalność tysięcy organizacji międzynarodowych". - To jest bardzo specyficzna działalność. Mamy dużą organizację, ważną organizację finansowaną w sposób niejasny, ale wiemy, że z zagranicy – mówił.

Tłumaczył, że "pani, która nie jest obywatelem naszego kraju przyjeżdża do Polski i właściwie sto procent swojej działalności skupia na tym, żeby dokonać zmiany władze w Polsce metodami niedemokratycznymi". - Było nawoływanie do burd ulicznych, do Majdanu. Polska ma prawo się bronić – stwierdził.

Rację przyznał mu obecny również w programie Piotr Guział z Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej. Wskazał, że liczył, na oficjalne oświadczenie władz państwa, tymczasem jak zauważył, doniesienia o finansowaniu fundacji Otwarty Dialog z Kazachstanu pochodzą od blogera.

Rzeczywiście nie może być tak, że obywatel innego państwa w Polsce nawołuje do obalenia rządu metodami niedemokratycznymi – przyznał rację posłowi Horale. – Jest wolność wypowiedzi, każdy obywatel ma prawo się z rządem nie zgadzać i demonstrować na ulicach. To jest jego konstytucyjne prawo. Natomiast mamy prawo oczekiwać od obywateli innych państw, że będą się u nas zachowywali przyzwoicie. Działalność pani Kozłowskiej budziła zastrzeżenia, ale nie tędy droga, żeby wydalać – ocenił.