Żołnierze i członkowie Gwardii Narodowej mają przejmować wszystkie przedsiębiorstwa, które po przeprowadzonej wczoraj dewaluacji boliwara zdecydują się podnieść ceny. – Nie widzę obecnie żadnego powodu, by ktokolwiek miał podnosić ceny jakiegokolwiek produktu. – mówił Chavez w swoim coniedzielnym programie „Alo Presidente”. – Chcę na ulicach widzieć Gwardię Narodową jak wraz ze społeczeństwem walczy ze spekulacją – dodawał.

Chavez przekonuje, że zdewaluowanie boliwara zwiększy konkurencyjność wenezeuslskich firm i zmiejszy zależność kraju od importu. Jego krytycy uważają, że doprowadzi to do dalszego wzrostu inflacji, która w zeszłym roku wyniosła 25 proc. i była najwyższa w całej Ameryce Łacińskiej, a prawdziwym celem prezydenta jest chęć zwiększenia dochodów z eksportu ropy naftowej. Te pieniądze miałyby posłużyć do wpompowywania pieniędzy w gospodarkę przed wrześniowymi wyborami prezydenckimi.

Po tym jak populistyczny szef państwa zapowiedział w piątek, że kurs boliwara w stosunku do dolara – od 2005 r. wynoszący 2,15 – od poniedziałku będzie wynosił 2,60 dla najpotrzebniejszych produktów i 4,30 w przypadku pozostałych, Wenezuelczycy rzucili się do sklepów, by wykupywać towary przed ewentualnymi podwyżkami. Równolegle stara się za wszelką cenę odwrócić uwagę rodaków od problemów gospodarczych.

W weekend ogłosił, że kupione w Rosji czołgi T-72 i śmigłowce zostaną wysłane na granicę z Kolumbią, w piątek zaś oskarżył Stany Zjednoczone, że ich samolot szpiegowski dwukrotnie naruszył wenezuelską przestrzeń powietrzną. Chavez od kilku miesięcy powtarza, że Kolumbia wraz z USA szykują się do inwazji na jego kraj, co miałoby zahamować socjalistyczną rewolucję na kontynencie. Pod koniec ubiegłego roku polecił nawet rodakom, aby przygotowali się do wojny z zachodnim sąsiadem.