Mroczne sekrety Facebooka
Facebook właśnie zdobył 500 milionów użytkowników. Korki od szampana wybuchały jednak w napiętej atmosferze, bo na światło dzienne wychodzi coraz więcej jego mrocznych sekretów.
- Rząd pyta na Facebooku, gdzie ciąć
- Niemcy idą na wojnę z Facebookiem
- Rosjanie kupili Facebooka
- Znana blogerka usunięta z Facebooka
- Szalejesz w internecie? Stracisz pracę
- Zmarła najstarsza użytkowniczka internetu
- Walczą o kamienicę na Facebooku
- Jak stracić pracę przez zdjęcie w internecie
- Twórca Facebooka zapłaci za błędy młodości?
- Film o twórcy Facebooka kinowym hitem
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 23°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Gdyby Facebook był państwem, zajmowałby trzecie miejsce pod względem liczby ludności. Jego międzynarodowa opinia przypominałaby tę, jaką cieszą się w świecie Stany Zjednoczone: krainy wolności zdaniem jednych, imperium zła dla innych. I choć właściciele serwisu mają ambicję, by w ciągu roku osiągnął miliard użytkowników, mogą to uniemożliwić kontrowersje, jakie narastają wokół giganta.
– Facebook to potężna firma i marka. Rozpęd, jakiego nabrała w ostatnich miesiącach, sposób, w jaki spenetrowała i przejęła większość rynków na świecie, budzi szacunek – ocenia Adam Zygadlewicz, analityk internetu z fundacji Polak 2.0. – Nie wykluczałbym, że szybko podwoi swoją wielkość – dodaje.
Dziś serwis bryluje w wirtualnym świecie – więcej niż 1 na 4 osoby surfujące po internecie nie tylko ma na nim konto, ale skorzystała z niego w ciągu 30 ostatnich dni. Co miesiąc użytkownicy zostawiają tu 25 miliardów informacji, każdego tygodnia umieszczają w serwisie blisko miliard zdjęć, co czyni z Facebooka największą na świecie kolekcję fotografii. Na Islandii i w Hongkongu konto na Facebooku ma już 60 proc. mieszkańców, w USA i Wielkiej Brytanii prawie połowa. W innych miejscach – choćby w Polsce – jest jeszcze wiele do zdobycia, dlatego jak przewidują eksperci, walka o użytkowników nasili się.
Mimo ogromnych sukcesów na wizerunku firmy pojawia się coraz więcej rys. Jeszcze rok temu o ojcu Facebooka Marku Zuckerbergu pisano z zachwytem: „najmłodszy miliarder świata”, „geniusz internetu”, i z rozrzewnieniem opisywano ścieżkę jego kariery od studenta w sandałach do władcy serwisu, który odmienił oblicze sieci. Dziś 26-letni Zuckerberg jest chyba najbardziej znienawidzoną postacią internetu. I choć pół miliarda e-dusz, jakimi rządzi, robi wrażenie, zastępy jego przeciwników rosną w siłę. Naprawdę gorąco zrobi się, kiedy w listopadzie wejdzie do kin thriller o początkach Facebooka „The Social Network”.
Dr Jekyll i Mr Hyde
Oficjalnie historia i życie Zuckerberga, do którego kumple, o ile jeszcze jakichś ma, mówią „Zuck”, a którego mama nazywała „Książę”, jest zwyczajne i grzeczne: – Budzę się rano, idę na piechotę do pracy, bo moje biuro mieści się kilka budynków od mieszkania. Pracuję, spotykam ludzi, dyskutujemy, a później wracam do domu i idę spać – opowiadał w jednym z wywiadów. Jego dzieło zaś to po prostu efekt ciężkiej pracy i szczęśliwego przypadku.
Zupełnie inny obraz przynosi wydana w ubiegłym roku skandalizująca książka „The Accidental Billionaires” Bena Mezricha. Tam już tak grzecznie nie jest. „Opowieść o seksie, pieniądzach, geniuszu i zdradzie” – krzyczy okładka. I dokładnie to w niej znajdziemy: bogate życie imprezowe i seksualne harwardzkiej braci studenckiej, połączone z historią kradzieży pomysłu na Facebooka od kolegów. Książka jest bestsellerem i na nie mniejszy hit zapowiada się też film na jej podstawie, który trafi do kin na początku listopada. Wyreżyserował go David Fincher („Siedem”, „Podziemny krąg” i „Zodiak”), nic dziwnego, że zwiastuny „The Social Network” biją rekordy oglądalności na YouTube. Tym bardziej że filmowa wersja wydarzeń różni się drastycznie od pozytywnej legendy Zuckerberga.
W tej wszystko jest proste: młody, obiecujący, trochę ekscentryczny student z pomocą kolegów uruchomił portal Thefacebook.com. Początkowo miał być tylko bazą wymiany zdjęć między studentami z najlepszych uczelni USA. Po 24 godzinach miał już jednak 1,2 tysiąca użytkowników, po pół roku – ćwierć miliona. Wtedy do młodego geniusza zastukali wielcy: Viacom, AOL i Yahoo!. Zuckerberg propozycje kupna serwisu odrzucił, podobnie jak porzucił studia, i przeniósł się do osławionej Doliny Krzemowej, gdzie do dziś prowadzi gigantyczny portal. I wciąż, jak za czasów studenckich, chodzi w zwykłych sandałach.































~CIA i FSB2010-08-04 17:04
Ciekawe od kiedy Mossad ma tam dostęp. Wszak to tylko kwestia pieniędzy.
~ivan2010-07-23 12:04
Tiaaa...od dawna widuje analogie współczesnego biznesu z dawnym komunizmem i nazizmem. Możesz mówić wszystko, byle tylko dobrze o swoim panu i władcy. W tym przypadku Facebooku.
Zastanawia mnie również to ilu idiotów żyje na świecie, gotowych powiedzieć o sobie wszystko, nie biorąc pod uwagę tego, że ktoś, kiedyś to wykorzysta!
~jazu2010-07-23 09:32
Co za piekna historia, szczegolnie ostatni akapit. Teraz bedzie mozna pisac tyrady pochwalne, pamflety i te w rodzaju - Łubudubu, nie żyje nam prezes naszego klubu - to ja jarzabek, trener II klasy.
A sasiada z sasiedniego mieszkania czesto sie nawet nie zna z nazwiska...
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!