Władze rosyjskiej korporacji Rosatom zrobiły wszystko, by informacja o tym nie rozeszła się, jednak dziennikarzom opozycyjnej rosyjskiej Nowej Gazety udało się zdobyć zdjęcia placu budowy po katastrofie - podaje Biełsat. 

Autorom artykułu udało się znaleźć świadków innego wypadku, który zdarzył się na tym samym placu budowy w styczniu - wówczas podczas silnego wiatru zawaliła się czternastometrowa metalowa konstrukcja.

Dziennikarze Nowej gazety twierdzą, że korporacja Rosatom, mająca powiązania na samym szczycie rosyjskich władz jest praktycznie wyjęta spod kontroli państwa - sama występuje w roli projektanta, wykonawcy oraz kontrolera własnej pracy. Powoduje to, że ustalenie przyczyn tego typu wypadków staje się niemożliwe.

Białoruscy komentatorzy zastanawiają się na łamach prasy opozycyjnej - jeśli Rosatom działa wbrew zasadom bezpieczeństwa w swoim własnym kraju, to jaka będzie jakość budowy białoruskiej elektrowni atomowej w objętej kryzysem ekonomicznym Białorusi?