Jej zdaniem, wynegocjowane z Hamasem porozumienie nadwyręża zdolność Izraela do "strategicznego odstraszania" jego wrogów.

"Jest ważne, by Izrael wzmacniał swoją zdolność do odstraszania, tak by organizacje pokroju Hamasu rozumiały, że nie mogą atakować Izraela - czy to wystrzeliwując rakiety, czy porywając jego obywateli - bez narażania się na poważne konsekwencje" - oświadczyła Liwni w izraelskim radiu.

W opinii szefowej Kadimy, największej partii opozycyjnej w Izraelu, wymiana więźniów jest złym sygnałem na arenie międzynarodowej, zwłaszcza w regionie Bliskiego Wschodu, bowiem pokazuje, że państwo żydowskie negocjuje z terrorystami, zamiast ich zwalczać.

Według Liwni, zawierając porozumienie z wrogim wobec Izraela Hamasem, rząd Benjamina Netanjahu legitymizował terrorystyczną organizację, a tym samym osłabił pozycję konkurencyjnych wobec Hamasu umiarkowanych władz Autonomii Palestyńskiej z prezydentem Mahmudem Abbasem na czele. Abbas, kierujący umiarkowaną organizacją palestyńską Fatah, wyrzeka się przemocy w walce o niepodległą Palestynę.

W zamian za uwolnienie w ubiegłym tygodniu przez Hamas izraelskiego sierżanta Gilada Szalita, władze Izraela zgodziły się wypuścić 1027 palestyńskich więźniów. Około połowa z nich znalazła się już na wolności. 520 osób czeka jeszcze na uwolnienie.

Liwni powiedziała, że nazwiska tych osób Izrael powinien uzgodnić z władzami Autonomii Palestyńskiej, "a nie z Hamasem czy z Bractwem Muzułmańskim". Porozumienie o wymianie więźniów zawarto dzięki pośrednictwu Egiptu, gdzie najbardziej popularnym ugrupowaniem jest obecnie islamskie Bractwo Muzułmańskie. Hamas powstał swego czasu jako jego odgałęzienie.

Jednocześnie Liwni podkreśliła, że Izrael nie tylko powinien dążyć do umacniania pozycji władz Autonomii kosztem Hamasu, ale też wykorzystać "unikalny moment" po wymianie więźniów na wznowienie zamrożonych negocjacji bliskowschodnich.

Z Tel Awiwu Juliusz Urbanowicz (PAP)

ju/ cyk/ kot/