Równocześnie jednak, w sytuacji, gdy nie jest wykluczone, że amerykański atak jest kwestią godzin, syryjskie władze ewakuują jednostki wojskowe, broń, a nawet urzędy.

Syryjscy opozycjoniści donoszą, że władze przenoszą najważniejsze urzędy polityczne do budynków szkół i uniwersytetów, tak aby nie dosięgły ich amerykańskie rakiety. Lokalne Komitety Koordynacyjne twierdzą też, że odcięto prąd w kilku jednostkach wojskowych w Damaszku, a część żołnierzy zostało ewakuowanych.

Wczoraj pojawiły się informacje, że przeniesiono też rakiety Scud wraz z wyrzutniami w nieznane miejsce, aby nie zostały one zniszczone przez pociski ze Stanów Zjednoczonych.

Część opozycjonistów twierdzi też, że minionej nocy doszło do masowych dezercji z armii, ale inne źródła informują o wysokim morale żołnierzy i o co najmniej 8 tysiącach osób, gotowych na śmierć za Baszara al-Assada.

Jak relacjonuje obecny w Bejrucie specjalny wysłannik Polskiego Radia Wojciech Cegielski, z Syrii wyjeżdżają nieliczni zagraniczni dziennikarze, którzy byli w ostatnich dniach w Damaszku. Syryjsko-libańską granicę przekraczają też setki samochodów z uchodźcami.

W Damaszku są jeszcze inspektorzy ONZ, którzy zakończyli już zbieranie dowodów w miejscach, w których miała być użyta broń chemiczna. Kilkuosobowa grupa ma wyjechać z Syrii najpóźniej jutro rano, ale spekuluje się, że stanie się to jeszcze w nocy.