Majdan zamiast się rozbrajać, przejmuje amunicję i broń Berkutu. Część Krymu deklaruje nielojalność wobec Kijowa i ustawia zapory przeciwczołgowe na dojazdach do miast. Ukraińscy posłowie wprost zapowiadają, że za nawoływania do przyłączenia półwyspu do Rosji grozi odpowiedzialność karna.

Wielu berkutowców, którzy w Kijowie stali na Instytutśkiej i Hruszewśkoho, rozpierzchło się, zabierając ze sobą część uzbrojenia. Wczoraj poinformowano o ucieczce kolejnych 35 funkcjonariuszy. Ci z Zachodu kraju na kolanach proszą naród o przebaczenie. Kijowski spokój jest pozorny. Z jednej strony mamy pogrążony w debatach i targach o posady w nowym rządzie parlament. Z drugiej – nieufającą politykom i dozbrajającą się ulicę, nielojalny Krym, sfrustrowane wojsko i milicję. To wybuchowa mieszanka.

Sektor Prawicowy, najbardziej radykalna grupa na Majdanie, przejął amunicję, hełmy i tarcze odebrane żołnierzom wojsk wewnętrznych. Zaś jego liderzy – jak podał publicysta Mustafa Najjem – aspirują już nie tylko do posad wiceministra spraw wewnętrznych, lecz także wicepremiera i wiceszefów wszystkich resortów siłowych. Majdan popiera ten postulat – ludzie mówią, że prawicowcy zasłużyli sobie na awanse odwagą na polu walki.

To, co dzieje się w parlamencie, wyraźnie kontrastuje z nastrojami na ulicy. Posłowie weszli w rewolucyjną retorykę. Naród, obywatele, bohaterowie – to słowa klucze w 90 proc. wystąpień deputowanych. Patos brzmi dobrze, ale lud, który obalił Wiktora Janukowycza, go nie kupuje. Chce radykalnych rozwiązań: pojmania byłego prezydenta i osądzenia go, chce swoich ministrów. Rządu, w którym nie będzie starych twarzy z telewizji, tylko ludzie z barykad. Jeśli tego nie dostanie, zbuduje swoje alternatywne państwo.

– Nie po to walczyliśmy, żeby dać się oszukać. Dlatego będziemy stać na Majdanie co najmniej do wyborów prezydenckich 25 maja – mówi DGP Maksym Hareć z drugiej sotni Samoobrony Majdanu, zastępca dowódcy barykady na Instytutśkiej. Nie wierzy deputowanym z Rady Najwyższej. Tacy jak on obstawiają budynek parlamentu. Patrolują Hruszewśkoho w okolicach gmachów rządowych. Starają się pilnować, by forsowane na szybko prawo nie ignorowało ich interesów. Oni sami jednak nie formułują konkretnych żądań. Nie proponują treści rezolucji. Umacniają się w zajętych przez siebie budynkach. Robią nabór do swoich paramilitarnych oddziałów.

Wczoraj przed biurami Samoobrony Majdanu i Sektora Prawicowego ustawiały się kolejki mężczyzn, którzy chcieli się zapisać do rozbudowywanych sotni. Są dwudziestolatkowie i emeryci. – Chcę przystąpić do organizacji – mówi jeden z kandydatów, 50-letni mężczyzna. Od tego, jak będą pęczniały szeregi Samoobrony i Sektora, zależy ich przyszła siła w ukraińskiej polityce. Obecnie jesteśmy świadkami powrotu do definicji partii funkcjonującej w Europie dwudziestolecia międzywojennego. Jako organizacji z własnymi bojówkami.

Radykalizacja ulicy to jedno. Drugie pytanie to Krym, zamieszkany w większości przez etnicznych Rosjan. Na dziś półwysep ma wolę i siłę, by działać ręka w rękę z Moskwą. Do Symferopola i Sewastopola pielgrzymują posłowie rosyjskiej Dumy. – Nie porzucimy naszych braci z Ukrainy i ponad miliona naszych rodaków w tej cywilizacyjnej wojnie – deklarował szef rosyjskiej delegacji Leonid Słucki. Odebrano to jako potwierdzenie plotek o przyznawaniu rosyjskich paszportów mieszkańcom Krymu.

W krymskich miastach trwają wiece, na których słychać hasła o nieposłuszeństwie wobec „faszystowskiej administracji” w Kijowie. W wydzielonym z krymskiej autonomii mieście Sewastopol, gdzie stacjonuje rosyjska Flota Czarnomorska, manifestanci wybrali własnego ludowego mera miasta. Wczoraj kilkuset manifestantów zablokowało lokalny parlament w Symferopolu z żądaniem zorganizowania referendum o odłączeniu od Ukrainy. Nad tłumem powiewały rosyjskie flagi i hasła typu „Ja – russkij”.

– Po upadku Partii Regionów pojawiła się na Krymie polityczna nisza, którą prorosyjskie środowiska usiłują zagospodarować. Ale niech się panowie nie przejmują, służby już się interesują separatystami – mówi DGP Ołeksandr Moczkow, pochodzący z Krymu deputowany partii UDAR Witalija Kłyczki. Sytuację na półwyspie monitoruje też parlament, w najbliższych dniach ma powstać specjalna komisja ds. Krymu, na której czele stanie były szef parlamentu Wołodymyr Łytwyn.

Równolegle do tego wszystkiego reporterzy obywatelskich telewizji takich jak Hromadśke TB wertują tysiące dokumentów wyniesionych z rezydencji Janukowycza. Działa już strona internetowa YanukovychLeaks, na której publikowane są rachunki za wydatki obalonej głowy państwa. Dziesiątki tysięcy euro płaconych za obrazy do toalet, a także dowody na wielomilionową korupcję. W Meżyhirju znaleziono też XVII-wieczne zabytki ukraińskiej literatury, które eksprezydent najprawdopodobniej ukradł.