Władisław Surkow - formalnie doradca prezydenta Władimira Putina, w praktyce naczelny demiurg kremlowskiego PR-u. Niegdyś szef biura reklamy grupy Menatep, współpracował z Michaiłem Chodorkowskim. Z grupy odszedł w 1996 roku, by zająć się promocją w spółce Rosprom, którą potem zamienił na Alfa-Bank. W 1998 roku trafił do państwowej telewizji ORT, skąd był już tylko krok do polityki.

Do prezydenckiej administracji trafił jeszcze za Borysa Jelcyna, już jako PR-owiec ceniony przez oligarchów, dla których zdążył przez lata zyskiwać pozytywne opinie. To właśnie Surkow, z którym Putin doskonale się rozumie, stworzył jego "ciepły wizerunek" obrońcy zwierząt, romantycznego wędkarza znad Jeniseju czy przyjaciela Gerarda Depardieu.

Surkowa uznaje się za jednego z autorów ideologii proputinowskiej partii Jedna Rosja, on także stoi za stworzeniem młodzieżówki Nasi. Był szefem administracji premiera Władimira Putina i wicepremierem w rządzie Dmitrija Miedwiediewa.

Dmitrij Rogozin - wicepremier w rządzie Dmitrija Miedwiediewa, a w latach 2008-2012 był stałym przedstawicielem Rosji przy NATO. Znany z uszczypliwości, którymi obdziela zachodnich polityków, a także z tendencji nacjonalistycznych. W 2009 roku sugerował, że Radosław Sikorski zachowuje się dziwnie, ponieważ nie może przeboleć przegranej w wyścigu o fotel sekretarza generalnego Sojuszu Atlantyckiego. Chwalił jednocześnie konkurenta, który wygrał z efem polskiego MSZ, Andersa Fogha Rasmussena. - Jest politykiem, a nie urzędnikiem. Bardzo dobrze, że tak jest. Jednak do jego nogawki przyczepiła się wielka liczba politycznych karłów, które nie dają mu szerokim krokiem iść naprzód - stwierdził wtedy. 

Głośne były również noworoczne życzenia wysłane przez niego na Twitterze przyjaciołom z NATO. A dołączone do nich było zdjęcie międzykontynentalnej rakiety balistycznej.

21 lutego, w czasie apogeum krwawych walk na Majdanie w Kijowie, Rogozin dosadnie okazał, co sądzi o wypowiedziach wysokiej komisarz unijnej ds. dyplomacji, Catherine Ashton. - Jeśli te protesty są pokojowe, to Ashton jest baletnicą - powiedział.

Walentyna Matwijenko - jedna z najpotężniejszych kobiet w Rosji, przez osiem lat gubernator Petersburga, które to stanowisko otrzymała z namaszczenia samego Władimira Putina - pochodzącego właśnie z nadnewskiej metropolii. Wcześniej wicepremier w czterech rządach i ambasador na Malcie oraz w Grecji. Od 2011 roku przewodnicząca Rady Federacji, wyższej izby rosyjskiego parlamentu, i jednocześnie trzecia osoba w państwie i pierwsza kobieta, która zaszła tak wysoko o czasów carycy Katarzyny II. Przez tygodnik "Włast" wybrana swego czasu "Lizusem roku" za słowa: Dziękuję Bogu za Putina. Nic dziwnego - to on chciał, by objęła najważniejsze stanowisko w Radzie Federacji.

Kiedy w 2011 roku weszła w skład Rady Federacji, poddawano w wątpliwość wyniki głosowania. Tym bardziej, że badania prowadzone w tym mieście dawały Jednej Rosji około 30 procent poparcia, jej samej zaś - wybranej w 2003 większością dwóch trzecich głosów - ledwie 18 procent. A to m.in. przez podejmowane przez nią kontrowersyjne decyzje na temat inwestycji. Przykładem niech będzie porzucony projekt budowy miasteczka biznesowego finansowanego przez Gazprom, którego projekt architektoniczny wysokością znacznie przekraczał rozmiary miejskich budynków. Matwijenko zaangażowała się również w wartą 100 mln dolarów inwestycję w centrum judo, którego honorowym prezesem namaszczono nikogo innego jak posiadającego czarny pas tej sztuki walki Władimira Putina.

Obserwatorzy zwracają uwagę, że przez osiem lat zasiadania Matwijenko na stanowisku gubernatora Petersburga niezwykle wzbogacił się jej syn, przez lata wiceprezes jednego z największych rosyjskich banków, WTB. 

Siergiej Głaziew - kremlowski doradca z dziedziny regionalnej integracji ekonomicznej, który przed najbardziej krwawymi wydarzeniami na kijowskim Majdanie w rozmowie z agencją Interfax stwierdził wprost, że Wiktor Janukowycz, by utrzymać władzę, musi użyć siły. Na początku marca zaś groził, że wprowadzenie przez USA sankcji wobec rosyjskich urzędników państwowych niemożliwą uczyni spłatę kredytów zaciągniętych przez Rosję w amerykańskich bankach. 

Na liście urzędników i polityków, których dotknęły sankcje - zamrożenie aktywów oraz zakaz wjazdu do USA - są również m.in.: odsunięty od władzy ukraiński prezydent Wiktor Janukowycz, Wiktor Medwedczuk, szef prezydenckiej administracji za czasów Leonida Kuczmy, a do niedawna szara eminencja ukraińskich władz, Wiktor Konstantinow, przewodniczący krymskiego parlamentu, który zadeklarował niezależność od Ukrainy i zgłosił chęć przyłączenia się do Rosji, a także prorosyjski premier Krymu Siergiej Aksjonow. 

Czy sankcje rozwiążą napiętą sytuację na Ukrainie? Czy zagwarantują, że Rosja nie sięgnie po inne tereny, na których żyje wymagająca ochrony mniejszość rosyjskojęzyczna? Jeszcze kilka tygodni temu, gdyby ktoś publicznie powiedział, że realna jest rewizja granic w Europie Wschodniej – zostałby najpewniej wyśmiany. Dziś bez żadnych konsekwencji można wszystko. CZYTAJ KOMENTARZ ZBIGNIEWA PARAFIANOWICZA >>>