Unia Europejska wyśle na Ukrainę swoich obserwatorów - jeśli w ciągu kilku dni nie dojdzie do skutku misja OBWE. Tak zdecydowali europejscy przywódcy podczas pierwszego dnia szczytu w Brukseli. Nieoficjalnie wiadomo, że przygotowania do unijnej misji już się zaczęły. Na wysłanie misji OBWE naciskały Niemcy. Kanclerz Angela Merkel miała kilka razy dzwonić w tej sprawie do prezydenta Rosji Władimira Putina. Ten jednak nie chciał się zgodzić na obecność międzynarodowych obserwatorów. A że Rosja w OBWE może taką inicjatywę zablokować, powstał pomysł wysłania misji unijnej.

Wolelibyśmy misję OBWE, bo już zaczęły się przygotowania, ale jeśli to się nie uda, wtedy jej miejsce zajmie unijna - powiedziała niemiecka kanclerz. Misja ma liczyć ponad pół tysiąca obserwatorów. Mają to być dyplomaci, wojskowi i policjanci. Nasi urzędnicy w Brukseli mówią, że Polska może wysłać 50 osób.
Prezydent Francji Francois Hollande zapowiedział, że także jego kraj wyśle swoich obserwatorów. Celem misji będzie zbieranie informacji o różnego rodzaju zachowaniach i rzetelna ocena sytuacji na miejscu - dodał prezydent Hollande.

Unia Europejska obawia się prowokacji na wschodzie i południu Ukrainy, zwłaszcza przed majowymi wyborami. Dyplomaci mówią, że misja na Ukrainie byłaby wzorowana na tej w Gruzji, gdzie obserwatorzy dostarczają do Brukseli wiele cennych informacji. Została ona powołana po wojnie gruzińsko-rosyjskiej w 2008 roku.